Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Własny Biznes FRANCHISING

16:00 25.06.2008

Biznes pod tablicą

Wykształcenie, obok doświadczenia, jest jednym z podstawowych czynników, które decydują o tym, czy dostajemy pracę, czy nie. Dlatego Polacy przykładają coraz większą uwagę do edukacji. O ile w czasach PRL-u dla wielu rodaków matura była szczytem marzeń, o tyle obecnie jest ona tylko przepustką na studia. Na początku lat 90. liczba studentów w kraju oscylowała w okolicach 400 tys., obecnie jest ich około 2 mln.

Zwiększyła się też liczba szkół wyższych z 112 do 448 - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Poza tym Polacy wiedzą również, że dodatkowe umiejętności są atutem przy poszukiwaniu pracy. Uczą się więc języków obcych, obsługi komputera, kończą specjalistyczne kursy, np. efektywnego sprzedawania czy zarządzania zespołem.

Jeżeli Polak już znajdzie satysfakcjonującą pracę, to chęć dalszej edukacji znacznie w nim słabnie. Z Raportu o Rozwoju Społecznym Polska 2007 (UNDP) wynika, że 35 proc. aktywnych zawodowo Polaków w wieku 25-64 lata ustawicznie podnosi swoje wykształcenie, podczas gdy średnia w krajach Unii Europejskiej wynosi ponad 42 proc. Prawdopodobnie jest to wynik niewielkiego zainteresowania polskich firm rozwojem własnych pracowników. Inwestycje w rozwój kompetencji personelu pozostają na niskim poziomie. Przeciętne nakłady na szkolenia pracownicze stanowią zaledwie 0,8 proc. kosztów pracy.

Podstawowym problemem polskiego systemu edukacji jest wciąż niska jakość kształcenia. Uczniowie chodzą na korepetycje, prywatnie uczą się języków obcych. Na dodatek szkoły i uczelnie nie biorą odpowiedzialności za losy zawodowe swoich absolwentów, często uczą rzeczy, które nie przydają się w praktyce.

Wyższa Szkoła Paniki i Chaosu

W Polsce jak grzyby po deszczu wyrastają szkoły prywatne. Jednak zaledwie kilka z nich cieszy się dobrą opinią. Absolwenci szkół średnich w pierwszej kolejności próbują dostać się na dzienne studia uczelni państwowych - jeśli im się to nie udaje, starają się o miejsce na studiach prowadzonych w trybie wieczorowym i zaocznym. Gdy i tu poniosą fiasko, kierują swoje kroki do uczelni prywatnych. Najczęściej, aby zostać ich studentem wystarczy tylko złożyć świadectwo maturalne oraz wpłacić czesne.

Mimo to uczelnie prywatne nie narzekają na brak studentów. O ile prywatne szkoły średnie i uczelnie mieszczą się niżej w rankingach popularności wśród uczniów niż szkoły publiczne, to z kolei posyłanie dziecka do prywatnego przedszkola czy podstawówki powoduje, że rodzice awansują do wyższej warstwy społecznej. W publicznym przedszkolu grupy liczą nawet ponad dwadzieścioro dzieci, w prywatnym zaledwie kilkoro.

Poza tym dzieci w prywatnej placówce mają więcej zajęć dodatkowych - za co rodzice są w stanie słono zapłacić (cena czesnego waha się od 500 do 2 tys. zł). Właściciele niepublicznych przedszkoli i szkół podstawowych twierdzą, że czesne musi być wysokie, bo stanowi około 80 proc. budżetu szkoły. Państwowe dotacje, które otrzymują są małe bądź nie ma ich wcale.

Dobry język wciąż cenny

Polacy chętnie uczą się języków obcych. Od lat króluje język angielski, choć jak twierdzą specjaliści z rynku, w przyszłości zejdzie on na dalszy plan. Duże znaczenie zyska znajomość innych języków obcych: rosyjskiego, francuskiego, szwedzkiego.

Coraz więcej też podróżujemy. Jednak, aby swobodnie poruszać się po świecie, znajomość języków obcych jest niezbędna. Według Erny Grońskiej z sieci szkół Lingua Nova ogromny wpływ na zwiększenie liczby uczestników kursów językowych będzie miało przyznanie Polsce i Ukrainie możliwości zorganizowania EURO 2012. Rozwój branży turystycznej, usługowej i budowlanej do 2012 roku spowoduje, że nawet kierowcy taksówek dostrzegą potrzebę znajomości języków obcych.

Rynek szkół językowych według specjalistów z branży jest perspektywiczny. Wydaje się więc, że warto zastanowić się nad inwestycją w szkołę językową. Jednak pojedyncze placówki niezrzeszone w sieci, mogą mieć kłopot z utrzymaniem się na rynku. Według Katarzyny Chodorowskej-Zdebiak z Akademii Językowej Open School, prognozując kształt rynku usług językowych w następnej dekadzie, można sądzić, że na rynku pozostaną tylko najsilniejsi, sieciowi gracze. Pozostałe szkoły językowe, które nie korzystają z efektów skali, znikną z rynku lub zostaną przejęte przez najlepszych graczy.

Zyski z nauki

Przedsiębiorca, który chciałby zacząć działać w branży edukacyjnej, musi się przede wszystkim zastanowić, czy woli otworzyć prywatne przedszkole, szkołę, uczelnię, czy szkołę językową. Inwestycja w każdą z wymienionych placówek jest inna - od kilkunastu tysięcy złotych (prywatne przedszkole) do kilkuset (uczelnia wyższa). Poza tym musi się zastanowić, czy chce działać samodzielnie, czy przyłączyć do sieci franczyzowej.

W branży edukacyjnej działa kilkanaście systemów franczyzowych, największą grupę stanowią szkoły językowe. Franczyzodawcy zarządzający sieciami szkół językowych wymagają od franczyzobiorców najczęściej znajomości języka angielskiego oraz posiadania środków potrzebnych do otwarcia szkoły (od 10 tys. zł do ponad 100 tys. zł). Obiecują, że zwrot z inwestycji nastąpi nawet po kilku miesiącach, a w pesymistycznych prognozach po dwóch, trzech latach.

Anna Smolińska (Miesięcznik Własny Biznes)

Wiadomość archiwalna