Jesteśmy na ostrym zakręcie
16:58
28.06.2008
W opinii środowiska - głośno wyrażonej ostatnio na IX Kongresie Pielęgniarek Polskich (9-11 maja, Solina) - aby pacjent był bezpieczny, pielęgniarka musi stać się w procesie leczenia i opieki partnerem lekarza.
Nasze pielęgniarki - tak dzieje się w innych krajach Unii Europejskiej - chcą być członkami zespołu, w którym każdy ma swoje kompetencje i odpowiada za przypisane mu zadania. Team, np. w podstawowej opiece zdrowotnej, tworzą: lekarz, pielęgniarka, czasami psycholog, edukator zdrowia, pracownik socjalny. Pacjent trafia najpierw do pielęgniarki, która robi wywiad, zbiera dane i decyduje, czy wysłać go do lekarza, czy wystarczy wizyta u pielęgniarki przygotowanej do edukacji prozdrowotnej. Wszyscy członkowie takiego teamu przekazują sobie informacje poprzez wpisy w dokumentacji.
Współpraca z lekarzem
Szczupłość kadr pielęgniarskich i rosnące potrzeby zdrowotne społeczeństwa sprawiają, że zmiany są konieczne, a rola pielęgniarki powinna wzrosnąć, bo nawet najlepiej przygotowani lekarze nie będą w stanie sprostać wszystkim wyzwaniom. Niektóre czynności - wpisane w obowiązki lekarza - mogłyby z powodzeniem wykonywać pielęgniarki, gdyby nie obawy części środowiska lekarskiego, że wkroczą na ich terytorium.
Bronią się więc niektórzy lekarze np. przed samym pojęciem diagnozy pielęgniarskiej, która - w opinii przedstawicielek tego zawodu - sprowadza się przecież do rozpoznania potrzeb pacjenta i zaplanowania działań. - Skoro mówimy o diagnostyce samochodu, to dlaczego nie możemy jej zrobić dla człowieka pod kątem pielęgniarskim? - pyta Dorota Kilańska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego. Nie stawiam diagnozy pod kątem choroby, zastanawiam się tylko, jaki ta choroba może mieć wpływ na funkcjonowanie człowieka, w czym mu przeszkadza i jak te przeszkody można usunąć.
Podobnie jest z badaniami fizykalnymi prowadzonymi przez pielęgniarki w wielu krajach. - Jeżeli robimy badanie fizykalne, to nie po to, żeby postawić diagnozę, że np. migotają przedsionki. To nie jest nasza rola - mówi Dorota Kilańska. - My wiemy, jaki powinien być prawidłowy rytm serca, więc - jeśli podejrzewamy jakieś nieprawidłowości, wysyłamy pacjenta do lekarza. I to wszystko, ale przy okazji robimy również profilaktykę.
W wielu krajach pielęgniarki wypisują recepty np. na środki zaopatrzenia ortopedycznego, niezbędne do codziennej pielęgnacji obłożnie chorych. Dlaczego u nas pielęgniarka nie może wypisać recepty na pampersy? Przecież jeżeli ona się opiekuje chorym w domu, to wie najlepiej, czego on potrzebuje. O ile skróciłoby to drogę pacjenta do należnych mu świadczeń - słyszeliśmy podczas kongresowych dyskusji.
Podobnie z niektórymi lekami, do których samodzielnego podawania pielęgniarka ma uprawnienia, ale nie ma prawa ich przepisywać. A jeżeli ma uprawnienia, żeby podawać je samodzielnie, dlaczego nie może ich ordynować? W Anglii, w Kanadzie pielęgniarki, w zależności od posiadanych uprawnień, przepisują różne leki.
- Byłoby łatwiej lekarzom, a przede wszystkim pacjentom, gdyby wszyscy zdawali sobie sprawę, że pielęgniarki chcą pomóc, bo lekarz ma za zadanie leczyć, ma zająć się pacjentem w sytuacji skomplikowanej, a naszym zadaniem jest obserwacja zaordynowanego leczenia i dostrzeżenie momentu, w którym należy problem zgłosić lekarzowi. My zajmujemy się przecież częścią pomocniczą tego procesu - konkluduje Dorota Kilańska.
Gdyby pacjenci znali swoje prawa
Marzenia pielęgniarek o teamie, w którym każdy wykonuje przypisane mu zadania, choć bardzo logiczne i sprawdzone w krajach, w których taki system został uruchomiony, przesłaniają inne problemy, z którymi środowisko boryka się na co dzień. Pielęgniarki POZ-ów - ze względu na braki kadrowe - nie są w stanie zajmować się profilaktyką i promocją zdrowia w takim zakresie, w jakim czują, że powinny. Do jednej pielęgniarki przypisanych jest 2750 pacjentów, co byłoby do przyjęcia, jak twierdzą, gdyby to przypisanie było "rodzinne".
Okazałoby się wówczas, że pielęgniarka pod opieką ma np. 1500 gospodarstw domowych, a nie 2750. Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że określona liczba pacjentów musi mieć wykonaną iniekcję i opatrunki w domu, zbadany cukier, czasami pobraną krew, to na świadczenia profilaktyczne - jak np. edukację matek, monitoring rozwoju dziecka do roku - zostaje niewiele. - Gdyby pacjenci znali swoje prawa i egzekwowali je, byłby duży problem... - przyznaje Dorota Kilańska.
W związku z brakami kadrowymi w ochronie zdrowia na całym świecie w ubiegłym roku WHO zaleciło monitorowanie w poszczególnych krajach zasobów ludzkich w pielęgniarstwie i przygotowanie stosownej strategii, jak również raportowanie podejmowanych działań dla poprawy sytuacji. Unia Europejska przyjęła program wspierany przez Europejską Federację Stowarzyszenia Pielęgniarek. Polska została zaproszona do tego programu, którego podstawę stanowi ankieta dotycząca obsady pielęgniarskiej i jakości opieki.
Powodzenie programu będzie zależało od życzliwości szpitali, które zechcą wziąć udział w badaniu. Wnioski z badań będą bowiem stanowiły podstawę do planowania na 10-30 lat obsad pielęgniarskich zgodnych z zasadami jakości opieki medycznej.
Wycinanie z rynku
Na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej niska obsada i brak czasu to nie jedyne problemy środowiska pielęgniarskiego. W niektórych regionach pielęgniarki nie mogą liczyć na samodzielną działalność. Ich inicjatywy samodzielnego kontraktowania z NFZ świadczeń pielęgniarskich bywają torpedowane, a pielęgniarki kontraktowe w krótkim czasie eliminowane są z rynku.
Scenariusz zwykle jest ten sam: pielęgniarka podpisuje kontrakt z NFZ na świadczenia dla swoich pacjentów, pracuje z nimi, przy czym ci pacjenci mają wybranego lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, który, zdarza się, że wprowadza pacjentów w błąd informacjami, że podjęcie decyzji o korzystaniu z usług takiej pielęgniarki jest równoznaczne z zamknięciem sobie drogi do zastrzyków czy EKG w podstawowej opiece zdrowotnej. Tymczasem to świadczenie jest w pakiecie lekarza rodzinnego, a świadczenie pielęgniarki rodzinnej jest odrębnie kontraktowane.
Nieprawidłowości jest znacznie więcej. W placówkach podstawowej opieki zdrowotnej zatrudniane są pielęgniarki ze szpitala, które kończą kurs pielęgniarek rodzinnych po to tylko, żeby mieć papierek. Na ten papierek kontraktuje się pacjentów, a zatrudnia się inne pielęgniarki, które obsługują ową praktykę. I tak się "kręci"...
Dla bezpieczeństwa pacjenta
Środowisko pielęgniarskie ma wiele pomysłów na swoją rolę w systemie ochrony zdrowia. Jednym ze sposobów, np. na kolejki w podstawowej opiece zdrowotnej, podpatrzonym zresztą u Anglików, mogłyby być całodobowe dyżury telefoniczne wykwalifikowanych pielęgniarek. National Health Service podał, że stworzenie takiej usługi zmniejszyło zgłaszalność pacjentów do lekarzy opieki podstawowej o 40%!
A bezpieczeństwo pacjenta, np. w szpitalu, może zwiększyć zatrudnienie opiekunów medycznych, którzy powinni się zająć opieką bezpośrednią. To nowy zawód zarejestrowany w kwietniu ubiegłego roku. Pierwsi absolwenci opuszczą w tym roku szkoły pielęgniarskie. Czy jednak oferta szkół pielęgniarskich zainteresuje placówki medyczne? Idea może równie dobrze upaść z powodu wynagrodzenia, które niewątpliwie powinno być niższe niż wynagrodzenie pielęgniarki, ale czy za takie wynagrodzenie absolwenci kursów zechcą się zatrudnić?
Pielęgniarki poczuły wiatr w żaglach, gdy zyskały dostęp do wyższych uczelni. I dobrze. W końcu nie było sprawiedliwe odcięcie tak licznej grupy zawodowej od dalszego kształcenia. Dzisiaj mogą już pochwalić się trzema profesurami, grupą ok. 200 doktorów i wielu habilitantów.
Sabina Augustynowicz
Źródło:
