Amerykańska waluta sięgnęła dna - ogłosili w połowie marca analitycy, kiedy kurs dolara zrównał się z notowaniami franka szwajcarskiego. W tym samym czasie Fed - próbując wspomóc pogrążającą się
w kryzysie gospodarkę Stanów Zjednoczonych - obniżył po raz kolejny stopy procentowe (wkrótce potem ponownie, aż do poziomu 2 proc. na początku maja).
To, co dla jednych brzmi dramatycznie, innych cieszy. Do tej drugiej grupy należą importerzy, ale także zwykli konsumenci, którzy mogą za oceanem kupić tańszą niż kiedykolwiek elektronikę użytkową, samochody czy nawet nieruchomość. I - oczywiście - ci, którzy zdecydowali się wcześniej na pożyczkę w amerykańskiej walucie. Z zestawienia przygotowanego przez analityków Comperia.pl wynika, że rata kredytu hipotecznego, zaciągniętego
w kwietniu 2007 r. na kwotę 200 tys. zł,
spadła od tego czasu o ponad 700 zł (z 1700 zł do niespełna tysiąca złotych). Dla porównania: w tym samym czasie podwyżki stóp procentowych
w Polsce sprawiły, że podobnej wielkości kredyt w naszej walucie podrożał
o ponad 300 zł miesięcznie.
Tyle tylko, że jeszcze rok temu nawet ci odważniejsi eksperci nie śmieli proponować zaciągania kredytów w dolarach. A co radzą obecnie?
- Stopy procentowe w USA są teraz o 0,75 punktu procentowego niższe niż w Szwajcarii, co się bezpośrednio przekłada na wysokość raty kredytu zaciągniętego w danej walucie - zauważa Marek Rogalski, główny analityk First International Traders Dom Maklerski.
- Niemniej jednak kredyty w dolarach nadal się nie opłacają - kontruje Paweł Majtkowski, analityk Expandera. - Banki stosują w nich wyższe marże - przeciętnie jest to różnica 0,8 punktu procentowego - niż udzielając kredytów we frankach. Dlatego właśnie te drugie wciąż są tańsze.
Wielu ekspertów podkreśla, że dzisiejszy niski poziom stóp procentowych w USA oraz będąca tego efektem przewaga Stanów nad krajami europejskimi nie jest zjawiskiem trwałym.
- Trudno byłoby znaleźć argumenty na potwierdzenie tezy, że tego rodzaju dysparytet stóp jest trwały i ma duże szanse na utrzymanie się w przyszłości - twierdzi Przemysław Jóźwiak, dyrektor centrum kompetencyjnego firmy Doradcy24. - Obniżki dokonane w ostatnich miesiącach przez Fed mają charakter wybitnie ratunkowy i coraz częściej zaczyna się mówić o rychłym zakończeniu rozluźniania polityki pieniężnej w tym cyklu, zwłaszcza w obliczu niesłabnących zagrożeń inflacyjnych.
|
Czy opłaca się brać kredyt w dolarach? Lepiej decydować się na taki krok, gdy dolar jest rekordowo drogi, niż gdy jest rekordowo słaby. Nic nie zagwarantuje, że w perspektywie długoterminowego kredytu sytuacja się nie odwróci - mówi analityk Open Finance. ______________________________
Obejrzyj wywiad Bankier.TV
|
Zdaniem Jóźwiaka, przed podobnym scenariuszem zmian, jakie obserwujemy za oceanem, broni Europę tylko inflacja (w marcu w strefie euro sięgnęła
3,6 proc., a w Szwajcarii - 2,6 procent). Kiedy jednak spowolnienie gospodarcze spowoduje jej obniżenie, sytuacja może się zacząć odwracać.
- To z kolei może osłabić złotego, w szczególności do dolara amerykańskiego - uważa doradca. - Jak bardzo? Trudno ocenić, lecz z przeceną rzędu 10 - 15 proc. z pewnością należy się liczyć. Natomiast wzrost wartości dolara to automatycznie strata dla kogoś, kto spłaca kredyt w tej walucie.
Niemniej jednak są i optymiści:
- Według naszych prognoz, na koniec roku 2008 dolar będzie kosztował
2,03 zł, a frank szwajcarski 2,135 zł - mówi Marek Rogalski z First International Traders Dom Maklerski i zaznacza, iż szacunki te są oparte na założeniu, że gospodarka amerykańska nie podniesie się szybko z recesji, a dolar pozostanie w niełasce. - Z kolei frank może podrożeć względem złotego za sprawą czynników międzynarodowych. Byłby to wynik odkupywania szwajcarskiej waluty przez inwestorów wykorzystujących ją jako narzędzie do spekulacji (strategii carry-trade).
W tym miejscu warto przypomnieć, jaki wpływ na wahania kursów walut wywierają decyzje, a nawet deklaracje o rozliczaniu międzynarodowych transakcji w danej walucie. Kiedy wicedyrektor chińskiego banku centralnego Xu Jian zasugerował w listopadzie minionego roku, że Kraj Środka może niebawem zacząć dywersyfikować swoje rezerwy walutowe (większość z niemal 1,5 bln dol. stanowią jak na razie amerykańskie obligacje skarbowe), notowania dolara poleciały na łeb, na szyję.
I chociaż ostatecznie Xu Jian wycofał się z tych nieprzemyślanych zapowiedzi, wydarzenia te miały jeden pozytywny skutek. Po raz kolejny bowiem okazało się, jak nieprzewidywalne mogą być kursy walut, również dolara. A niektórzy zdają się, niestety, o tym notorycznie zapominać.
Mimo że zdania co do przyszłej relacji dolara do złotego są podzielone,
w jednym analitycy są zgodni: kredyty w amerykańskiej walucie są niewątpliwie ofertą dla klientów o silnych nerwach, a już 30-letnia pożyczka
w dolarach jest propozycją tylko dla
miłośników ekstremalnych przeżyć.
- Zaciągnięcie takiego kredytu mogliby rozważyć jedynie ci, którzy zamierzają dokonać wcześniejszej jego spłaty lub mają możliwość bezprowizyjnego przewalutowywania go - ostrożnie zastrzega Artur Janczur, kierownik zespołu wsparcia produktów kredytowych personal banking w Fortis Banku. - Do tego czasu korzystaliby z zalet kredytu w dolarach. Długoterminowa pożyczka w amerykańskiej walucie przy braku takiej opcji wiąże się z ryzykiem.
Warunkiem powodzenia całej operacji jest to, żeby za możliwość przewalutowania i wcześniejszej spłaty bank nie pobierał dodatkowych opłat.
- Takich ofert nie ma na rynku wiele - zauważa Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance. - Żadnych prowizji za te operacje nie pobierają jedynie mBank i MultiBank. W GE Money wcześniejsza spłata jest darmowa dopiero po trzecim roku trwania umowy.
Pozostaje jeszcze jeden niezbędny czynnik, aby kredyt w dolarach nie okazał się pułapką: trzeba być naprawdę dobrze zorientowanym, świadomym klientem. Takim, który na bieżąco obserwuje sytuację na rynku i w odpowiednim momencie przewalutuje kredyt bądź dokona wcześniejszej spłaty. Konserwatywni albo ceniący spokój niech pozostaną przy złotych.
Marcin Krasoń