Ekspert: W 2009 roku ceny prądu wzrosną co najmniej o 25 proc.
06:24
10.07.2008
Popyt na energię rośnie, mocy brakuje, a sprzedawcy nawet nie udają, że konkurują o gospodarstwa domowe. Dlaczego tak jest?
- To prawda, że rynek w Polsce jeszcze nie działa, mimo że formalnie każdy klient może wybrać sprzedawcę. Dzieje się tak, bo brak jednolitych zasad umów pomiędzy dystrybutorami i sprzedawcami energii. Mamy umowy z ponad dziesiecioma dystrybutorami, ale są one bardzo różne i aby sprzedać energię na przykład w Szczecinie i Białymstoku, musimy stosować różne procedury. To powoduje, że rosną koszty administracyjne. Handel staje się skomplikowany, drogi, a opłacalność pozyskiwania nowych klientów wątpliwa. W tej sprawie regulator powinien wziąć inicjatywę w swoje ręce i wprowadzić rozwiązania standardowe, a uchylający się od nich powinni ponosić konsekwencje określone przez regulatora.
A czy pana zdaniem regulator słusznie proponuje zmuszenie firm do sprzedaży nadwyżek mocy na aukcjach?
- Moim zdaniem wszyscy producenci powinni być zmuszeni do sprzedaży 50-80 proc. produkcji energii przez giełdę. Dopiero wtedy możliwe byłoby ustalenie prawdziwej rynkowej ceny energii, która nie byłaby do zakwestionowania ani przez regulatora, ani przez sprzedawców. Dzisiaj, gdy na giełdzie jest sprzedawane ledwie kilka procent energii, mamy taką sytuację, że nikt nie wie, jaka jest cena rynkowa.
Sprzedawcy wskazują także, że rozwój konkurencji hamuje deficyt mocy i regulacja cen. Podziela pan te opinie?
- Nowe moce są potrzebne. W Warszawie, gdzie chcemy w 2014 roku oddać do użytku blok o mocy 480 MW, latem z roku na rok popyt na energię rośnie nawet o 10 proc. i są dni, kiedy podaż i popyt są na zbliżonym poziomie. Jednak nie wiem, czy wzrost mocy pozytywnie wpłynie na konkurencję. To będzie kwestia ofert. Natomiast regulacja cen na pewno hamuje rozwój konkurencji, bo ceny zatwierdzane przez URE są najbardziej atrakcyjne na rynku i nie da się złożyć lepszej oferty. Ceny w taryfach zatwierdzonych przez URE to około 19 groszy za 1 kWh, a faktyczna cena rynkowa to 24-25 groszy za 1 kWh.
Co się będzie dalej działo z cenami?
- Te ceny, które widzimy w Polsce, są dla Polaków wysokie, ale ciągle niższe niż na przykład w Niemczech. Ta różnica jest niewielka, bo to już tylko kilka euro, więc do obecnego poziomu cen trzeba się przyzwyczaić. Sądzę, że w 2009 roku ceny detaliczne mogą wzrosnąć o 25 proc. w stosunku do cen zatwierdzonych przez URE na 2008 rok, a to może nie być koniec.
Kiedy osiągniemy stabilizację cen? Czy propozycje KE dotyczące handlu emisjami CO2 po 2012 roku są sprawiedliwe dla polskiej energetyki opartej w ponad 90 proc. na węglu? URE zapowiada uwolnienie cen od stycznia 2009 r. Kiedy powinien podjąć decyzję, żeby sprzedawcy zdążyli przygotować oferty? Oddanie większości zapowiadanych inwestycji w nowe moce planowane jest na lata 2014-2015. Co zrobić, żeby możliwie bezboleśnie przetrwać następną dekadę?
Rozmawiał Ireneusz Chojnacki
Więcej: Gazeta Prawna 10.07.2008 (134) - str. 6
Źródło:
