Na nich nie można oszczędzać
06:00
14.07.2008
Narodowy Fundusz Zdrowia drastycznie zmniejszył finansowanie rehabilitacji niepełnosprawnych dzieci.
Placówki prowadzące wielospecjalistyczną rehabilitację dla niepełnosprawnych dzieci w tym roku mają o połowę mniejszy budżet na terapię. NFZ to monopolista, który bezpardonowo stawia warunki. - Za proponowane kwoty - 40-50 zł na osobodzień, nie da się prowadzić specjalistycznej rehabilitacji. Dotychczas osobodzień w placówce rehabilitacyjnej był wyceniony maksymalnie na 120 zł. Niepełnosprawne dzieci skazano na nicość - alarmują przedstawiciele niepublicznych ZOZ-ów i stowarzyszeń dla dzieci specjalnej troski.
Anna Witarzewska, kierownik warszawskiej poradni dla dzieci niewidomych i niedowidzących ogólnopolskiego Stowarzyszenia "Tęcza": - NFZ uśrednił całą rehabilitację, co oznacza, że dla każdego malucha ma być tak samo. Takie rozwiązanie jest niedobre. Innej terapii potrzebuje dziecko z zespołem Downa, innej np. noworodek zagrożony niepełnosprawnością wzrokową, a jeszcze innej wielorako uszkodzone dziecko.
Poniżej minimum
Dzieci z zespołem Downa, głuche, niewidome, niesprawne ruchowo, wcześniaki, niemowlaki z ryzyka okołoporodowego, chore na padaczkę... Każde z nich wymaga indywidualnej rehabilitacji. Kierownicy ośrodków rehabilitujących dzieci mówią o dramatycznym rozdźwięku między wymaganiami, jakie postawił NFZ tym placówkom, a wyceną i sposobem rozliczania świadczeń.
Z jednej strony - czasochłonna terapia i wysoko wykwalifikowana kadra, np. lekarze z II stopniem specjalizacji, z drugiej - niskie stawki. Usługi zostały wycenione poniżej możliwości ich wykonania, standard wymagany przez NFZ jest niemożliwy do zrealizowania - uważa Katarzyna Jackiewicz, dyrektor niepublicznego ZOZ-u przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczo-Rehabilitacyjnym Towarzystwa Przyjaciół Dzieci w Helenowie.
Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz podczas obrad białego szczytu br. składał obietnice dotyczące renegocjacji tych niekorzystnych umów.
Monika Kastory-Bronowska, dyrektor Ośrodka Wczesnej Interwencji Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, tak podsumowuje te zapewnienia: - Niestety, mazowiecki oddział NFZ nie zastosował się do zaleceń prezesa. Nie uwzględnił specyfiki placówek ani profilu schorzeń małych pacjentów.
Jak wynika z dostępnych nam danych, jedynie Wielkopolski NFZ wycenił stawkę punktu na 1,96 zł. Godziwy kontrakt podpisał ośrodek "Krok za krokiem" w Zamościu - 1,80 zł za punkt, podczas gdy w wielu innych placówkach tego typu wartość punktu to około 1 zł.
Etyka... kontraktowania
Państwo chce oszczędzać na niepełnosprawnych dzieciach - mówił z goryczą rodzic niepełnosprawnego dziecka Wiesław Czarnecki, wiceprzewodniczący Rady Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, podczas konferencji "Zagrożenia dla niepełnosprawnych dzieci" zorganizowanej 6 maja br. - Fundusz obciął o połowę środki na rehabilitację głuchych, ślepych, sparaliżowanych, powykrzywianych dzieciaków. To, że reprezentuję tę instytucję, sprawia, iż jest mi bardzo przykro, że dziury budżetowe łata się z pieniędzy przeznaczonych dla dzieci pokrzywdzonych przez los dodał.
Krystyna Bobrowska, neurolog, ordynator Oddziału Rehabilitacji Dzieci przy ul. Ożarowskiej w Warszawie: - Nie mieliśmy odwagi, aby podpisać tak niekorzystny dla pacjenta kontrakt. Zaznacza: - Najprawdopodobniej po pół roku ciężko uszkodzone dzieci nie miałyby szans na leczenie, gdyż nie pojawiłyby się zadowalające efekty. - Jak zgodnie z zasadami etyki zapewnić rehabilitację za 40 zł? - pyta retorycznie ordynator.
Pamiętać trzeba, że rehabilitacja to nie tylko codzienne ćwiczenia, ale i zajęcia z nauki jedzenia, mówienia, słuchania, patrzenia, czucia, wąchania. Zdaniem specjalistów, dzieci ciężko niepełnosprawne wymagają terapii indywidualnych i grupowych. Zazwyczaj zajęcia - jedna sesja - trwają od 60 do 90 minut. Dziecko nie dostosuje się do komendy: teraz ćwiczymy, teraz kończymy. Według specjalistów cena punktu na poziomie od 1,90 zł do 2,50 zł spełniłaby podstawowe potrzeby pacjentów z zaburzeniami wieku rozwojowego.
W jednym worku
Monika Kastory-Bronowska wylicza nierealne wymagania NFZ: uśrednienie wszystkich programów i wrzucenie ich do jednego worka pod nazwą "rehabilitacja dzieci z zaburzeniami rozwojowymi w ośrodku/oddziale dziennym". To po pierwsze.
Jej komentarz: - Ten wymyślony przez NFZ "produkt" nie bierze pod uwagę schorzeń rehabilitowanych dzieci.
Po drugie - nierealistyczne wymagania dotyczące zakupów wyposażenia ośrodków. Jak informuje Anna Witarzewska, warunkiem podpisania kontraktu z NFZ było posiadanie bardzo drogiego sprzętu do fizykoterapii. Jednak zdaniem specjalistów nie każdy taki sprzęt może być stosowany u dzieci w wieku rozwojowym. Stoi niewykorzystany.
Po trzecie - NFZ nie wziął pod uwagę dzieci niewidomych i niedowidzących, głuchych i niedosłyszących z dodatkowymi sprzężeniami, czyli ogólnorozwojowymi problemami neurologicznymi. Potrzeby tych dzieci różnią się, a metody terapii i rehabilitacji są specyficzne. Tymczasem w zaleceniach NFZ, niezależnie od tego, jaką dziecko ma niepełnosprawność, proponuje się identyczny schemat rehabilitacji.
Po czwarte - płatnik ujednolicił wiek dzieci, co nie uwzględnia wczesnej interwencji.
Monika Kastory-Bronowska przekonuje: - Założenia, że placówki powinny rehabilitować dzieci z każdym rodzajem niepełnosprawności jest błędne. Inaczej wygląda terapia wcześniaków i dzieci zagrożonych niepełnosprawnością, które dzięki intensywnej rehabilitacji można uchronić przed niepełnosprawnością. Każda placówka jest przygotowana najlepiej do pracy z pewną grupą dzieci, np. z mózgowym porażeniem, z upośledzeniem umysłowym, dzieci niewidomych i niedowidzących, głuchych i niedosłyszących itd.
Po piąte - brak ciągłości rehabilitacji. Zgodnie z wymogami NFZ, terapia ma trwać przez 24 tygodnie i powinna zostać uwieńczona widocznym efektem. Co z dziećmi, które nie zrobią postępów? pyta Kastory. Zatem standardy postawione przez NFZ przygotowane są na krótkoterminową rehabilitację i przywrócenie sprawności. Pominięto niepełnosprawność trwającą całe życie.
Jeśli nic się nie zmieni, brak wieloprofilowej terapii doprowadzi do pogarszania zdrowia małych pacjentów i kondycji społecznej rodzin wychowujących takie dzieci. W efekcie zwiększy nakłady na "całożyciową" opiekę nad niepełnosprawnym. Oczywiście, największe koszty poniosą rodzice chorych dzieci, którzy zapłacą za decyzje NFZ i swoim własnym zdrowiem.
Zostaną w "klatce"?
Jest oczywistą iluzją sądzenie, że rodzice będą troszczyć się o ćwiczenia niepełnosprawnych dzieci, pokrywając ich koszt wyłącznie z zasiłku pielęgnacyjnego, który wynosi 157 zł miesięcznie. Rodzic zatem albo wyda pensję płacąc od 90 do 170 zł za godzinę prywatnie prowadzonej rehabilitacji, albo zamknie dziecko w "klatce" mieszkania. A nieprawidłowo rehabilitowane dziecko to: przykurcze mięśni, cofanie się zdolności połykania, niemożność wypróżniania się itd. Czyli często zaprzepaszczenie wielu lat dotychczasowej ciężkiej pracy.
Gdy zamykaliśmy gazetę, prezes NFZ Jacek Paszkiewicz zapowiedział, że w połowie lipca zmieni się wycena świadczeń rehabilitacyjnych. Jak się dowiedzieliśmy, na zdrowie w ogóle przeznaczonych jest jeszcze 3 mld. 700 tys. zł, które zaoszczędził były prezes NFZ Andrzej Sośnierz.
Vanessa Nachabe-Grzybowska
Źródło:
