Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Trendy społeczno-gospodarcze - zmniejszenie czasu pracy w życiu

09:31 18.07.2008

We współczesnych społeczeństwach płatny czas pracy strukturyzuje czas społeczny. Z samego rana przygotowujemy się do pracy, potem pracujemy, a po powrocie do domu odpoczywamy od pracy (jeśli nie zabieramy papierów biurowych do domu). Praca jest i w możliwej do przewidzenia przyszłości wciąż będzie sednem ludzkiego życia.

Jednak bardzo powoli, a dla człowieka wręcz niezauważalnie, następuje ważna zmiana - jak wykazano w badaniach w ciągu minionych 100 lat w krajach uprzemysłowionych nastąpił długotrwały spadek czasu pracy mierzony w rocznych godzinach pracy na osobę (źródło: "Społeczeństwo sieci", M. Castells, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007). Czy rzeczywiście pracujemy mniej, a przez to pozostaje więcej "wolnego" czasu do zagospodarowania? Czy jest to potężna okazja biznesowa dla firm zajmujących się dostarczaniem rozrywki? Co to naprawdę oznacza dla nas i dla całego ludzkiego gatunku?

Liczba godzin pracy oraz ich rozkład w ciągu całego życia, a także w rocznych, miesięcznych i tygodniowych cyklach ludzkiego życia, jest istotnym czynnikiem wpływającym na to, jak ludzie się czują, cieszą się i cierpią. Zróżnicowana ewolucja liczby tych godzin, w różnych krajach i historycznych okresach, odzwierciedla organizację gospodarczą, stan technologii, intensywność walki społecznej, wyniki społecznych umów i instytucjonalnych reform. Francuscy robotnicy byli pierwszymi w Europie, którzy wywalczyli 40-godzinny tydzień pracy i prawo do płatnych wakacji, po zaciętej walce społecznej i wybraniu Frontu Ludowego do rządu w 1936 r. Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Japonia stały się bastionami narzuconej na działalność gospodarczą stachanowszczyzny, z robotnikami mającymi o połowę lub o 1/3 mniej czasu urlopowego niż robotnicy w Niemczech, Francji, Hiszpanii, bez żadnego widocznego wpływu na produktywność (w rzeczywistości, pod względem wzrostu wydajności w ciągu ostatnich 30 lat, jeśli pominiemy Japonię, długość urlopu wydaje się pozytywnie korelować ze wzrostem wydajności pracy). Mimo to, ogólnie, przez więcej niż wiek, w latach 1870-1980, można było zaobserwować dwa powiązane trendy w gospodarkach uprzemysłowionych - w kierunku obniżenia czasu pracy na osobę i na pracownika oraz w kierunku wzrastającej homogenizacji i regulacji czasu pracy jako części umowy społecznej, leżącej u podstaw państwa opiekuńczego. Jednakże obecnie trendy te uległy przekształceniu w kierunku wzrastająco złożonego i zmiennego wzoru.

Kluczowym zjawiskiem wydaje się wzrastające zróżnicowanie czasu pracy i terminarzy pracy, odzwierciedlające trend w kierunku dezagregacji siły roboczej w procesie wykonywania pracy. W dłuższym okresie, dominującą tendencją jest oczywiście redukcja czasu pracy. A więc, w ostatnich 20 latach godziny pracy zostały zredukowane w większości krajów, lecz przez najróżniejsze kombinacje wzrastającej ilości pracy w niepełnym wymiarze, zmniejszenia uzgodnionych i rzeczywistych, tygodniowych i rocznych godzin pracy i lat pracy w trakcie życia. Jednakże analizując ten główny trend, łatwo można przeoczyć pewne widoczne tendencje w kierunku wydłużenia godzin pracy, przynajmniej w niektórych krajach i dla niektórych grup pracowników w różnych krajach. Te tendencje mogą wskazywać na wzrastające zróżnicowanie długości czasu pracy między różnymi krajami i w ich obrębie, po długim okresie standaryzacji i harmonizowania godzin pracy (tamże, s. 19 - moje wyróżnienie).

Jakie są źródła tej różnorodności? Z jednej strony, istnieją instytucjonalne różnice w regulacji rynków pracy w USA, Japonii, Unii Europejskiej, które demonstrują wyraźnie określone, kontrastujące logiki. Z drugiej strony, wewnątrz krajów dłuższe godziny pracy są skoncentrowane w dwóch grupach: wysoko wyspecjalizowanych profesjonalistów i niewykwalifikowanych pracowników usług. W przypadku tych pierwszych - z powodu ich wkładu w wytwarzanie wartości, w przypadku drugich - z powodu ich słabej pozycji przetargowej, często związanej ze statusem imigrantów lub nieformalnymi umowami o pracę. Co do krótszego czasu pracy i jej nietypowych harmonogramów, są one powiązane z pracą w niepełnym wymiarze godzin lub czasową i dotyczą głównie kobiet oraz słabo wykształconych młodych ludzi. Masowe wejście kobiet do siły roboczej jest, w pewnym stopniu, powiązane z dywersyfikacją statusu pracy i harmonogramów pracy. W efekcie od jednej czwartej do połowy zatrudnionej populacji (włączając w to samozatrudnienie) głównych krajów uprzemysłowionych nie podlega klasycznym wzorom pełnowymiarowego zatrudnienia z normalnym rozkładem pracy. Liczba pracowników o zmiennych przydziałach pracy wszędzie gwałtownie wzrasta.

Dodatkowo, znaczna część pełnowymiarowych pracowników (prawdopodobnie większość profesjonalnej siły roboczej) zmierza w kierunku elastycznych harmonogramów pracy, ogólnie zwiększających ich obciążenie pracą. Technologiczna zdolność do reintegracji w sieci gromadzonych informacji, wkładów od różnych pracowników w różnym czasie, pociąga ze sobą stałe zmiany rzeczywistego czasu wykonania pracy, podważając strukturyzującą zdolność czasu pracy w odniesieniu do codziennego życia.

Dlatego też prawdziwym problemem w naszych społeczeństwach jest nie tyle to, że technologia pozwala nam pracować mniej dla uzyskania takiej samej jednostki produkcji: dzieje się tak istotnie, ale wpływ tego technologicznego faktu na rzeczywisty czas pracy i jej harmonogram jest nieokreślony. To co wchodzi w grę i co wydaje się dominującym trendem w większości zaawansowanych sektorów najbardziej rozwiniętych społeczeństw, jest ogólna dywersyfikacja czasu pracy, w zależności od firm, sieci, prac, zawodów i właściwości pracowników. Takie zróżnicowanie kończy się w rzeczywistości szacowaniem różnej zdolności zarządzania czasem u każdego pracownika i w każdej pracy. Nie wchodząc w zakres analizy ewolucji rodziny wydaje się, że różnorodność harmonogramów pracy w społeczeństwie o podobnym udziale obu płci w sile roboczej stwarza konieczność radykalnego przestrojenia sposobu organizacji gospodarstwa domowego. Nie musi to być koniecznie zmiana na gorsze, ponieważ w rzeczywistości większa elastyczność pracy mogłaby tworzyć podstawę do dzielenia się czasem w domu. Jednakże takie nowe partnerstwo domowe musiałoby być budowane na ruinach reguł rodziny patriarchalnej. Ponieważ nienormowane godziny pracy i niepełny wymiar godzin przeniknęły do kontraktowych struktur czasu pracy na bazie pracy kobiet, w dużej mierze po to, aby pozwolić kobietom na łączenie wychowywania dzieci z ich karierą zawodową, rozciągnięcie tej logiki na mężczyzn i na inne dziedziny życia społecznego, odmienne niż wychowywanie dzieci, mogłoby w rzeczywistości wprowadzić (i faktycznie w wielu przypadkach już wprowadza) nowe połączenie czasu życia i czasu pracy dla ludzi w różnych przedziałach wiekowych i w różnych warunkach, zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W takich nowych układach, czas pracy może zatem stracić swoją tradycyjną centralność w cyklu życia. Praca nie będzie zatem dla nas podstawową czynnością życiową.

Zbliżony trend, zmierzający w tym samym kierunku, wynika z dramatycznego skrócenia rzeczywistych lat pracy w głównych krajach uprzemysłowionych, dokładnie w momencie znaczącego wzrostu oczekiwanej długości życia. Jest to, z jednej strony, związane z coraz późniejszym wiekiem wkraczania na rynek pracy, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, ponieważ coraz większa część populacji uczęszcza na uniwersytety: jest to trend, który wynika z kulturowych oczekiwań, zacieśniania się rynków pracy i wzrastającego wymagania udokumentowanego wyższego wykształcenia od siły roboczej ze strony pracodawców.

Z drugiej strony badania porównawcze pokazują dramatyczny spadek faktycznego zatrudnienia osób powyżej 50 lat, a szczególnie, powyżej 55 lat. Stopień aktywności mężczyzn między 55 a 64 rokiem życia spadł znacząco między 1970 a 1998 r. w głównych krajach wysokouprzemyslowionych i w 1998 r. obniżył się do 68% w USA, 64% w Zjednoczonym Królestwie, 56% w Niemczech, 48% w Holandii i 41% we Francji. W krajach tych, od 1/3 do 1/2 męskiej siły roboczej porzuca na stałe rynek pracy w wieku ok. 50 lat, czy to z powodu wczesnego przejścia na emeryturę, inwalidztwa, trwałego bezrobocia, wyczerpania, czy zniechęcenia. W takich warunkach, faktyczny czas pracy w życiu może być skrócony do ok. 30 lat (w przedziale 24-54) przy długości życia do ok. 75-80 lat. A zatem czas pracy nie tylko traci swoją centralność w stosunku do życia w ogóle, ale załamuje się również system wyliczeń, na podstawie którego są obliczane emerytury i opieka zdrowotna, nie dlatego, że jest za dużo starszych ludzi, ale ponieważ proporcja między zasilającymi system pracownikami a niepracującymi odbiorcami staje się niemożliwa do udźwignięcia, jeśli produktywność nie wzrośnie dramatyczne, a społeczeństwo nie zaakceptuje masowej redystrybucji międzygeneracyjnej.

Prawdziwym zatem wyzwaniem dla nowych związków między pracą a technologią nie jest masowe bezrobocie, ale ogólne skrócenie czasu pracy w życiu. Jeśli nowy kontrakt społeczny nie doprowadzi do zmodyfikowania podstaw obliczania społecznych zasiłków, kurczenie się cennego czasu pracy i przyspieszone starzenie się siły roboczej przyniesie koniec instytucjom społecznej solidarności, wprowadzając nas w wojny wiekowe.

Zmniejszenie ilości czasu pracy w życiu wpływa nie tylko na całe społeczeństwa, ale również na poszczególne grupy społeczne.

Wydaje się, że wszystkie żyjące istoty, włączając w to nas, są biologicznymi zegarami. Ludzie i społeczeństwa ignorują je na własne ryzyko. Przez tysiąclecia rytm ludzkiego życia był tworzony w ścisłym związku z rytmem natury, przy zasadniczo słabej pozycji przetargowej wobec jej wrogich sił, tak że rozsądne wydawało się płynięcie z prądem i modelowanie cyklu życia w zgodzie ze społeczeństwem, gdzie większość dzieci umierała jako niemowlęta, gdzie kobieca siła reprodukcyjna musiała być wykorzystywana wcześnie, gdzie młodość była ulotna, gdzie starzenie się było takim przywilejem, że niosło ze sobą szacunek z powodu unikalnego źródła doświadczenia i mądrości i gdzie plagi mogły co pewien czas likwidować sporą część populacji.

Tymczasem w ciągu minionych dwóch stuleci rewolucja przemysłowa, ukonstytuowanie się medycyny, tryumf rozsądku i afirmacja praw społecznych zmieniły ten wzór wydłużając życie, przezwyciężając choroby, regulując urodzenia, łagodząc śmierć, stawiając pod znakiem zapytania biologiczne zdeterminowanie ról w społeczeństwie i konstruując cykl życiowy wokół społecznych kategorii, wśród których najważniejszymi stały się edukacja, czas pracy, wzory kariery i prawo do emerytury. Jednakże, chociaż zasada sekwencyjnego życia zmieniła się z biospołecznej na społeczno-biologiczną, istniał wzór cyklu życia, do którego rozwinięte społeczeństwa skłonne były się dopasować i w kierunku którego kraje rozwijające się próbowały ewoluować. Obecnie organizacyjne, technologiczne i kulturowe wydarzenia, charakterystyczne dla nowego, wyłaniającego się społeczeństwa, zdecydowanie podważają ten uporządkowany cykl życia, bez zastępowania go jakąkolwiek alternatywną sekwencją.

Jedną z przyczyn tego nowego trendu jest przed momentem opisana zmienna chronologia czasu pracy. Lecz ważniejszym nawet wydarzeniem jest zwiększenie zdolności do kontrolowania - z uwzględnieniem oczywistych ograniczeń - reprodukcji naszego gatunku i przeciętnej długości życia jego jednostek. Chociaż górny limit długości życia ma swoje biologiczne granice, przedłużenie średniej długości trwania życia do późnej siedemdziesiątki (wczesnej osiemdziesiątki dla kobiet) i wzrastająca część populacji, która przekracza średnią, wchodząc w grupę wiekową ludzi 80-letnich, ma znaczące konsekwencje dla naszych społeczeństw i dla sposobów, na jakie pojmujemy siebie. Chociaż starość była kiedyś uznana za homogeniczne, ostatnie stadium życia w rzeczywistości zdominowane przez "śmierć społeczną", obecnie jest to wysoce zróżnicowany wszechświat, złożony z osób, które wcześnie przeszły na emeryturę, średnich emerytów, sprawnych starych ludzi i starych ludzi z różnym stopniem i formami niepełnosprawności. Toteż "trzeci wiek" rozszerza się nagle na młodsze i starsze grupy i zasadniczo redefiniuje cykl życia na trzy sposoby: neguje wyjście z rynku pracy jako kryterium definicyjne, gdyż dla znacznej części populacji ok. 1/3 ich życia może przypadać na okres po tym wydarzeniu; zasadniczo różnicuje osoby starsze w terminach stopnia ich niepełnosprawności, nie zawsze korelującej z wiekiem, a więc przyłącza do pewnego stopnia ich stan niepełnej sprawności do innych niepełnosprawnych grup w młodszym wieku, a tym samym, powołuje do życia nową kategorię społeczną; oraz wymusza rozróżnianie między kilkoma grupami wiekowymi, których rzeczywiste zróżnicowanie będzie w dużym stopniu zależeć od ich społecznego, kulturowego i relacjonalnego kapitału zgromadzonego w trakcie życia. Zależnie od każdej z tych zmiennych, społeczne cechy tych odmiennych grup starszego wieku będą się znacząco różnić, przerywając tym samym związek między społecznymi warunkami i etapem biologicznym, leżący u samych korzeni cyklu życia.

Związek ten jest jednocześnie podważany od drugiej strony: na całym świecie następuje wzrost kontroli reprodukcji. W rozwiniętych społeczeństwach normą jest kontrola urodzeń, chociaż marginalność społeczna i religijne wierzenia tworzą obszary oporu wobec planowanego macierzyństwa. Pozostający w ścisłej interakcji z kulturową i zawodową emancypacją kobiet rozwój praw reprodukcyjnych zmienił demograficzną strukturę i biologiczny rytm naszych społeczeństw w ciągu zaledwie dwóch dziesięcioleci. Ogólnie rzecz biorąc, najbardziej uprzemysłowione kraje wkroczyły w erę niskiej liczby urodzin (poniżej poziomu reprodukcji populacji krajowej), odroczonego czasu zawierania małżeństw i reprodukcji oraz zmiennych etapów dla kobiet chcących mieć dzieci w trakcie swego cyklu życia, jako że usiłują one łączyć edukację, pracę, życie osobiste i posiadanie dzieci przez coraz bardziej zindywidualizowane wzorce podejmowania decyzji.
Wraz z transformacją rodziny i wzrastającym zróżnicowaniem stylów życia obserwujemy znaczną modyfikację czasu oraz form macierzyństwa i ojcostwa w cyklu życia, gdzie nową regułą jest coraz częściej brak reguł. Co więcej, nowe technologie reprodukcyjne i nowe modele kulturowe w znacznym stopniu czynią możliwym rozdzielenie wieku oraz warunków biologicznych od reprodukcji i rodzicielstwa. W ściśle technicznych terminach, możliwe stało się obecnie zróżnicowanie legalnego/legalnych rodzica/rodziców dziecka: czyja jest sperma, czyje jest jajeczko, gdzie i jak odbywa się zapłodnienie, w rzeczywistym lub odroczonym czasie (nawet po śmierci ojca), oraz czyja jest macica, z której urodzi się dziecko. Wszystkie kombinacje są możliwe i rozstrzygane społecznie. Oczywiście, są to wyjątki od reguły, ale liczone już w dziesiątkach tysięcy wyjątków na całym świecie. Niektóre z nich są wizytówką rzeczywistych możliwości rozrodczych starszych kobiet (pod koniec 50 czy 60 roku życia). Inne są rodzajem mydlanych oper z akcją toczącą się wokół martwego kochanka, o którego zamrożoną spermę kłócą się rozgniewani spadkobiercy. Większość to odosobnione przypadki omawiane szeptem podczas obiadu w high-tech Kalifornii czy w plotkarskim Madrycie. Ponieważ wydarzenia te są związane z bardzo prostymi reprodukcyjnymi technologiami, które nie angażują inżynierii genetycznej, można sobie wyobrazić znacznie większą liczbę możliwych manipulacji wiekiem reprodukcji i jej warunkami, gdy zakończy się znajdowanie prawnego i etycznego dostosowania ludzkiej inżynierii genetycznej do społeczeństwa, tak jak się to dzieje z wszystkimi technologiami w dłuższym czasie. Sześćdziesięcioletni rodzice niemowlęcia; dzieci z różnych małżeństw cieszące się braćmi i siostrami starszymi o 30 lat, bez żadnych pośrednich grup wiekowych; mężczyźni i kobiety decydujący się w dowolnym wieku na prokreację, ze spółkowaniem lub bez niego; babcie rodzące dzieci poczęte w jajeczku ich córek (to również przypadki z rzeczywistego życia); pośmiertne dzieci; wreszcie, narastający rozdźwięk między społecznymi instytucjami a reprodukcyjną praktyką (nieślubne dzieci reprezentują ok. 50% urodzeń w Szwecji i ok. 40% we Francji).

Istotne jest, byśmy nie łączyli wartościującego osądu z tą obserwacją. To, co dla tradycjonalistów równa się narażaniu się na boski gniew, dla kulturowych rewolucjonistów jest triumfem indywidualnych pragnień i w istocie najwyższą afirmacją praw kobiet do ich życia i ciała. Istotne jest również to, że nie jest to margines społeczny, nawet jeśli są to zaledwie zaczątki nowego związku między naszymi społecznymi i biologicznymi warunkami. Są to narastające trendy społeczne, których technologiczne i kulturowe rozprzestrzenianie wydaje się nie do zatrzymania, z wyjątkiem sytuacji nowej teokracji. A ich bezpośrednią implikacją jest inna forma anihilacji momentu, ludzkiego czasu biologicznego, rytmu czasowego, który regulował funkcjonowanie naszego gatunku od momentu jego powstania. Niezależnie od naszych opinii, będziemy musieli żyć bez zegara, który mówił naszym rodzicom, kiedy powinni nas spłodzić i który mówił nam, kiedy, jak i czy przekazać życie naszym dzieciom. Wielowiekowy rytm biologiczny został zastąpiony przez moment egzystencjalnej decyzji.

Mamy wybór jak nigdy w historii. Mamy czas, który możemy wykorzystać, i to na nas spoczywa odpowiedzialność za jego wykorzystanie. Tyle że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni ani (jeszcze) wyposażeni odpowiednie umiejętności. Stąd szukamy sensu w sektach religijnych i ekonomicznych, telewizyjnych rzeczywistościach reality show i seriali obyczajowych, internetowych światach wirtualnych, w których zasady są jasne, proste i gotowe - wystarczy się do nich zastosować. Za kilka, kilkanaście lat nowe pokolenia zaczną wykształcać w sobie umiejętności budowania własnych światów i krytycznego odsiewu reklamowo-egzystencjalnej papki. Na razie zaś - uczymy się. Chłoniemy rzeczy, które pozwalają nam uporządkować nasz czas, z którym boimy się stanąć twarzą w twarz. Biznesy wykorzystujące tę potrzebę, potężną potrzebę ludzką, będą się rozwijać w najlepsze - zarówno te istniejące, jak i te nowe. Czy twój biznes da się zmodyfikować, aby zaspokajał tę potrzebę? W jaki sposób (czy najlepszy) ty zaspokajasz tę potrzebę? Spróbuj zastanowić się i odpowiedzieć na te dwa pytania. Może kryć się w nich nie tylko źródło twojego szczęścia w życiu, ale także powodzenia w biznesie.

Więcej ciekawych informacji i uwag na temat ewolucji społeczeństwa, trendów społeczno-gospodarczych i innych ciekawostek związanych z nowoczesnym społeczeństwem znajdziesz w książce "Społeczeństwo sieci" Manuela Castellsa (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007). Wszelkie skróty i uzupełnienia za zgodą Wydawcy. Książkę znajdziesz w księgarni internetowej www.ksiegarnia.pwn.pl, wpisując w pole wyszukiwarki zwrot "społeczeństwo castells".

Mariusz Ludwiński
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy