Z marką do ołtarza
16:00
14.08.2008
Nadrzędnym celem właściciela firmy handlowej czy usługowej jest
sprzedaż. W kręgu jego zainteresowań powinno znajdować się 20 proc.
klientów generujących 80 proc. dochodu, czyli ci, którzy kupują
najczęściej. Dlaczego? Jeżeli w chwili recesji firma straci 80 proc.
klientów (niestałych klientów, którzy w wyniku promocji kupili produkt
raz, może dwa) i 20 proc. dochodów, trzeba będzie zacisnąć pasa. A co
się stanie, jeśli firma straci 20 proc. klientów - tych lojalnych,
wiernych marce? Nie ma firmy.
Niestety, zdecydowana większość firm koncentruje się na bieżących
wynikach sprzedaży i nie robi nic dla potencjalnie lojalnych klientów.
Traktuje konsumenta jak cyborga, którego jedyną funkcją życiową jest
kupowanie. Wszystkie billboardy, reklamy prasowe i telewizyjne do
niczego innego nie nakłaniają, jak do kupowania, teraz, szybko, 30 proc.
gratis. Zapomina się tylko o jednym - klienci to widzą. Już David
Ogilvy, autorytet w świecie reklamy, powiedział: "Konsument nie jest
idiotą, konsument to twoja żona". Siedząc przed telewizorem i oglądając
reklamy fantastycznych kosmetyków, nie pobiegnie natychmiast do sklepu,
żeby je kupić. Może będzie pamiętać markę, ale w większości przypadków
kupi kosmetyk, który dotychczas kupowała, bo ma zaufanie do tego
produktu. Ewentualnie zdecyduje się na produkt, który poleciła jej
znajoma - nawet jeśli sprzedawca zaoferuje klientce zniżkę o 30-50 proc.
przy zakupie innego, przez niego wskazanego.
Obniżki, karty rabatowe czy te, na których zbierane są punkty, nie mają nic wspólnego z budowaniem lojalności klientów, czyli tym, co w perspektywie może zapewnić firmie byt. Ich zadaniem jest zwiększenie częstotliwości sprzedaży, tymczasem tworzenie programu lojalnościowego polega na budowaniu pozytywnych emocji do marki.
Sprzedaż a lojalność
Z definicji promocja jest krótkookresowym oferowaniem korzyści w zamian
za zakup produktu. Nie może trwać w nieskończoność. Jeżeli czas akcji
promocyjnej będzie przewidziany na pięć lat, to klienci wezmą w niej
udział dopiero pod koniec piątego roku funkcjonowania na rynku.
Z kolei program lojalnościowy powinien być długookresowy, bo zaufania i
więzi klienta z marką nie buduje się w pięć minut. Budowę lojalności
można porównać do relacji między mężczyzną i kobietą. Jeśli mężczyzna
chce osiągnąć jedynie "cel zakupowy", nie może liczyć na zaufanie i
trwałą więź. W programie lojalnościowym chodzi o doprowadzenie kobiety
do ołtarza. Klient ma się związać z marką - najlepiej na całe życie.
Mało tego, ma wszystkim mówić, że jego ulubiona marka jest
najfantastyczniejsza na świecie.
"Znane, lubiane" - to stara zasada marketingowa, według której klienci częściej decydują się na produkty marki, którą lubią. A zatem głównym celem programu lojalnościowego nie powinna być sprzedaż, jej
częstotliwość czy wielkość, tylko stosunek do marki i wzbudzenie u
klienta nastawienia tzw. "adwokata marki", który poleca jej produkty czy
usługi innym klientom. To jeden z najbardziej skutecznych rodzajów
reklamy. Klienci wierzą innym klientom, bo są takimi samymi
konsumentami. Nie wolno zatem przeskakiwać etapu budowania pozytywnych skojarzeń z marką, bo wtedy zajmujemy się najzwyklejszą w świecie
promocją sprzedaży, a w długoterminowej perspektywie - tracimy.
Koszty wliczone w cenę
Programy punktowe działają krótko, a przy tym są wyjątkowo kosztowne.
Wydanie kart, zakup czytników i systemów informatycznych do zliczania
punktów, zakup i dystrybucja nagród - to wszystko pochłania gigantyczne
pieniądze. Przykładowo: Orlen posiada 5,5 mln wydanych kart chipowych
(czyli najdroższych) i czytniki na niemal każdej z tysiąca stacji
benzynowych. Do tego zainwestowano w ogromną bazę danych, która zawiera
informacje o milionach transakcji dokonywanych przez właścicieli kart. A
po co to wszystko? Po to, by klient, który zbierze określoną liczbę
punktów, dostał... scyzoryk.
Ten sam klient ma w portfelu karty trzech różnych sieci stacji
paliwowych. Jedzie tankować tam, gdzie mu wygodniej. Posiadanie karty w
portfelu nie jest jednoznaczne z tym, że będzie nakłaniał znajomych do
tankowania na stacjach właśnie tej sieci. Chyba że - w zamian za częste
korzystanie z usług - będzie traktowany przez sieć stacji w sposób
priorytetowy, np. będzie miał specjalną obsługę na podjeździe. Co
więcej, kiedy pracownik stacji myje auto lojalnego klienta, nalewa
benzynę do pełna, bo klient zawsze tak tankuje, i zaprasza na kawę, to
inni mu zazdroszczą i dążą do uzyskania podobnych korzyści. Wówczas
program lojalnościowy zaczyna działać.
Powstaje pytanie: jak rozpoznać tych, dla których opłaca się wprowadzać
program lojalnościowy. Bez rejestracji transakcji nie wiadomo, którzy z
klientów generują największy procent dochodu firmy. Do tego przydatne
stają się programy punktowe i karty rozdawane klientom. Należy jednak
pamiętać o zamknięciu programu z chwilą, gdy uda nam się dokonać
klasyfikacji - po określeniu statusu klientów, program generuje już
tylko koszty. Wiele firm powinno właśnie tak postępować, ale boi się, że
klienci przestaną korzystać z ich usług. I bardzo dobrze! Jeśli
przestaliby korzystać, oznaczałoby to, że nie można liczyć na ich
lojalność. Następnym krokiem jest wprowadzenie programu lojalnościowego
dla 20 proc. najlepszych klientów.
Usługi zindywidualizowane
Dobry program lojalnościowy może nic nie kosztować. Tak naprawdę
sprowadza się do zaproponowania odpowiedniemu klientowi w odpowiednim
miejscu w odpowiedni sposób odpowiedniej usługi. Trzeba jednak wcześniej poznać konsumenta np. poprzez badania satysfakcji czy analizę historii transakcji. Warto też zadbać o stały kontakt z klientami. Wracając do
przykładu pary: jeśli mężczyzna chce doprowadzić kobietę do ołtarza,
musi się z nią spotykać, mówić do niej to, co ona chce usłyszeć, znać ją
i wiedzieć, co lubi. Komunikacja z klientem może się odbywać za
pośrednictwem poczty internetowej. W ankiecie wystarczy zadać pytanie,
np. o to, gdzie jeździ na wakacje. Potem trzeba posegmentować bazę pod
kątem kierunku i zaproponować konkretne akcje. Jeżeli część klientek
marki odzieżowej czy sieci fryzjerskiej lubi taniec, to tym najbardziej
lojalnym można zorganizować darmowe zajęcia nauki salsy. Oczywiście
zaraz ktoś powie, że Polacy nie lubią wypełniać tego typu ankiet - ale
najbardziej lojalni klienci odpowiedzą.
Kolejny istotny krok - nie wolno się mylić. Jeśli mężczyzna umawia się z kobietą - Ewą, która lubi róże, a na spotkaniu mówi do niej Agnieszko i
przynosi fiołki - będzie to prawdopodobnie ich ostatnie spotkanie.
Właścicielom marek zdarza się mylić lub ignorować to, czego chce
konsument. Trzeba tylko pamiętać, że nie można wymagać od klientów
lojalności, jeśli nic się nie zrobiło, żeby tę lojalność wzbudzić. Co
więcej, lojalni konsumenci są w stanie nawet przepłacić, by zdobyć
produkt ulubionej marki, np. w specjalnej edycji. Posiadacz telefonu
komórkowego, który lubi gadżety i płaci rachunki w wysokości 1 tys. zł
zapłaci drugi tysiąc albo nawet dwa, jeśli producent bądź operator sieci
komórkowej zaproponuje mu aparat w wersji dostępnej tylko dla członków
klubu. Na tej samej zasadzie można wyprodukować specjalną serię
bezpiecznych opon, oryginalnej kolekcji odzieży czy biżuterii tylko dla
członków klubu - istnieje duża szansa, że klubowicze będą namawiać
znajomych do skorzystania z usług firmy, która ich tak rozpieszcza.
Lojalność od małego
Do funkcjonowania programu lojalnościowego w międzynarodowej sieci
franczyzowej potrzebne jest odpowiednie zaplecze techniczne (sprzęt
komputerowy i specjalistyczne oprogramowanie) i sztab ludzi. Jednak
program lojalnościowy sprawdza się nawet w najmniejszej placówce
handlowej czy usługowej. Najlepszym przykładem jest sklep osiedlowy,
gdzie sprzedawca zna wszystkich swoich klientów. Wie, kto kupuje
śmietankę i mleko, porozmawia o polityce i sporcie. Właściciel sklepu
odzieżowego uzyska lojalność klientów, jeśli dyskretnie wypyta, co
klient lubi, a przy następnej wizycie przywita go - najlepiej po imieniu
- i zaproponuje model z nowej kolekcji. Z kolei właściciel księgarni,
który zna preferencje klientów, może następnym razem zaproponować im
nowości z ulubionej serii, a najlepiej, jeśli wyjmie książkę spod lady i
zasugeruje, że trzymał ją właśnie dla tego czytelnika. Należy robić
wszystko tak, jak chciałby klient, wczuwać się w jego potrzeby. Takie
indywidualne podejście jest możliwe również przy dużej grupie klientów -
wystarczy zainwestować w dobry komputer i dzięki rejestracji danych,
zidentyfikować lojalnych klientów. I co najważniejsze, organizatorom
programu lojalnościowego musi się po prostu chcieć ruszyć głową i wyjść
naprzeciw potrzebom klienta.
Notowała Aneta Wieczorek (Miesięcznik Własny Biznes)
Źródło:
