Sektor obronny wkracza w nowy etap
06:01
19.08.2008
W firmach z sektora obronnego zaszły w ciągu ostatnich dziesięciu lat istotne zmiany. Kierunki przebudowy strukturalnej branży zostały określone w przyjętej przez Radę Ministrów "Strategii przekształceń strukturalnych przemysłowego potencjału obronnego w latach 2002-2005". Działania te objęły przede wszystkim konsolidację kapitałową wybranych spółek. W ramach tej koncepcji utworzono dwie grupy kapitałowe:
amunicyjno-rakietowo-pancerną skupioną wokół Bumaru oraz lotniczo-radioelektroniczną skupioną wokół Agencji Rozwoju Przemysłu (ARP). Stanowiło to punkt wyjścia do dalszych działań restrukturyzacyjnych wewnątrz grup oraz prywatyzacji spółek spoza grup.
- Zmiany dokonujące się w przemysłowym potencjale obronnym wpisują się w generalne tendencje widoczne od wielu lat w europejskim i światowym przemyśle zbrojeniowym - czytamy w "Programie przebudowy i modernizacji technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2007-2012", dokumencie, który ma określić kształt sektora na najbliższe lata.
- Dotychczasowy układ kapitałowy - wynikający ze strategii z 2002 roku - w ramach którego funkcjonują obydwie grupy kapitałowe, wymaga korekty w odniesieniu do Grupy ARP - sygnalizują autorzy nowego programu. I mimo, że dokument ów powstał jeszcze za rządów PiS, z jego tezami w pełni identyfikuje się nowa władza: PO i PSL. Według koalicji PO-PSL, podstawową rolą Grupy ARP i samej ARP jest wspieranie działań restrukturyzacyjnych przemysłu, nie zaś budowanie strategii dla określonej grupy kapitałowej i następnie koordynowanie jej działalności gospodarczej.
Przyszła struktura naszego przemysłu obronnego zostanie więc oparta tylko na jednej grupie kapitałowej, powstałej w drodze rozbudowy obecnie istniejącej Grupy Bumar. Podmioty wchodzące w skład Grupy ARP zostaną zaś przekazane do Bumaru lub sprywatyzowane.
Siła tkwi w grupie
Obecnie polska grupa zbrojeniowa Bumar skupia 19 firm zajmujących się produkcją amunicji, broni pancernej i rakietowej. Wraz z rozbudową firma chce w najbliższych latach podwoić przychody sięgające ostatnio 2,8-2,9 mld zł rocznie. Nowy prezes holdingu Edward Nowak zapowiada, że sukces będzie możliwy, gdy uda się w spółce dokonać restrukturyzacji technologicznej i produktowej. Nowe władze koncernu podchodzą jednak sceptycznie do planowanej przez rząd reformy.
Największa polska firma zbrojeniowa chce zmian w branży według własnego pomysłu. - Wizja wymuszonego łączenia firm i tworzenia na siłę narodowego koncernu pod sztandarami Bumaru nie przystaje już do rzeczywistości - tłumaczył na początku czerwca w dzienniku "Rzeczpospolita" Edward Nowak. Największy w kraju holding obronny chciałby skłonić ministrów do napisania nowego scenariusza reform w sektorze. - Chcemy umowy z wojskiem o strategicznych relacjach. Przekonamy rząd, by uwzględnił biznesowe założenia Bumaru w planach przekształceń zbrojeniówki, tak by grupa pozostała wiodącym graczem - mówi prezes Nowak.
Koncern będzie naciskał rząd, aby przyspieszył prywatyzację wojskowych ośrodków badawczych. Bumar chciałby niektóre z nich przejąć i stworzyć własną bazę rozwojową. Ponadto nowi prezesi zapowiadają, że w przyszłości połowę przychodów zapewni eksport. W związku z tym Bumar próbuje odbudować pozycję na strategicznych rynkach: dalekowschodnim i europejskim. Grupa planuje eksportować co najmniej połowę swoich produktów, ale wytwarzanie uzbrojenia ma być wspierane dochodami z energiczniej niż dotąd rozwijanej produkcji cywilnej.
Wysokie notowania
Obecnie na świecie Polska nie jest zaliczana do grupy największych eksporterów uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Jednak na niektórych rynkach - szczególnie w regionie Azji Południowo-Wschodniej - wyprodukowana u nas broń ma dobre notowania. Coraz lepsze notowania naszej produkcji przekładają się również na coraz większe przychody z handlu. O ile w 2001 roku wartość eksportu polskiej broni wyniosła 20 mln dolarów, o tyle w 2007 roku zbliżyła się do miliarda dolarów, a w tym roku zapewne go przekroczy.
Polskim atutem są cena i wyspecjalizowanie się w modernizacji radzieckiego uzbrojenia, którego kraje Trzeciego Świata mają sporo. Za polskimi produktami przemawia też fakt, że klienci z Azji kładą nacisk na prostotę obsługi, przekładając ten argument często nad elektroniczne zaawansowanie. Polscy producenci sprzedają uzbrojenie między innymi do Indii, Malezji, Indonezji, Iraku, Libanu czy na Filipiny. W ofercie są śmigłowce ze Świdnika, transportery opancerzone Rosomak, zestawy przeciwlotnicze Loara, samobieżne haubice Krab, karabiny Glauberyt, systemy kierowania ogniem Drawa, wozy opancerzone Dzik albo czołgi Twardy.
- Jeśli chcemy dalej eksportować, musimy zmienić asortyment. Dlatego ważne jest skupienie się na pracach badawczo-rozwojowych i współpracy międzynarodowej - uważa Sławomir Kułakowski, szef Polskiej Izby Producentów na rzecz Obronności Kraju.
W ciągu najbliższych pięciu lat na badania przeznaczone zostanie 2,5 mld zł. Już w tej chwili trwają badania między innymi nad nowymi systemami radiolokacji, łączności i transmisji danych, artylerii i wyposażeniem żołnierza XXI wieku.
Być może do asortymentu eksportowego polskiej zbrojeniówki trafi także lekki czołg CV90120T, produkowany w Łabędach we współpracy ze szwedzką firmą należącą do brytyjskiego koncernu BAE Systems. Na początku w Polsce miałyby być montowane wieże do pojazdu, ale niewykluczone, że do Polski trafi produkcja większej liczby komponentów.
Natowskie cele
Jednak nie ma wątpliwości, że w dużej mierze powodzenie krajowego sektora zbrojeniowego uzależnione jest przede wszystkim od wielkości zamówień składanych przez polską armię. W przeszłości z tym bywało różnie, ale sytuacja od kilku lat ulega poprawie. A będzie jeszcze lepiej. W czerwcu minister obrony narodowej Bogdan Klich zaakceptował natowskie cele rozwoju sił zbrojnych dla Polski na lata 2009-2018. Realizacja tych celów ma kosztować około 23 mld zł.
Jak tłumaczył Klich, przyjęte natowskie cele sił zbrojnych "to główna procedura planowania zdolności wojskowych NATO, od której zależy spoistość i wiarygodność Sojuszu". Cele mają dostosować siły zbrojne państw natowskich do obecnych zagrożeń, czyniąc je bardziej mobilnymi, zdolnymi do szybkiego przerzutu i pozostawania w trudnych klimatycznie warunkach. - Dla Polski priorytetem wciąż pozostaje jednak obrona terytorialna - zastrzega Klich.
Natowskie cele dla Polski zawierają około 50 zobowiązań, w tym na przykład zakup dwóch samolotów zdolnych do tankowania w powietrzu. - To są duże samoloty, na przykład Boeingi 737, wyposażone w cysterny, które umożliwiają tankowanie samolotom wielozadaniowym jak F-16 - tłumaczy Klich. - Mam nadzieję, że do końca roku będziemy więcej wiedzieć, z jakim partnerem będziemy wchodzić w umowę, by je zakupić - dodał.
Minister zapowiedział, że przyjęte cele natowskie zostaną teraz włączone do polskiego narodowego systemu planowania obronnego na okres 2009-2018, który ma być gotowy jesienią tego roku. Czytając jesienią nasz krajowy "Program rozwoju Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 2009-2018" będziemy mieli fotografię modelu naszych Sił Zbrojnych, tak jak sobie je wyobrażamy w roku 2018. Równie interesujące jest pytanie, jak w tak nakreślonej perspektywie wyglądać będzie krajowy sektor zbrojeniowy.
Zwłaszcza, że wciąż wymaga on kapitału inwestycyjnego. Gdyński Radmor i warszawskie Przemysłowe Centrum Optyki już wiedzą jak pozyskać środki na dalszy rozwój - i być może ta droga okaże się wskazówką także dla innych firm. Radmor i PCO chcą być pierwszymi firmami zbrojeniowymi na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie. Do ich debiutu powinno dojść w przyszłym roku.
Oczywiście plany prywatyzacyjne tych spółek, podobnie jak innych firm z branży, rząd podporządkowuje jednak wizji stworzenia potężnego Bumaru. - Dajemy sobie rok na przygotowanie oferty publicznej - zapowiada prezes Radmoru Andrzej Synowiecki. A szef Przemysłowego Centrum Optyki Ryszard Kardasz już uzgodnił plan rozpisania oferty publicznej z kierownictwem Bumaru.
Na podbój GPW
Podczas debiutu, możliwego w okolicach przyszłorocznej Wielkanocy, zachowany zostanie pakiet akcji, pozwalający państwu na utrzymanie kontroli nad PCO. Proces prywatyzacji takich spółek jest skomplikowany. Dlatego dotychczas toczył się powoli. Na tym jednak nie koniec. Ministerstwo Skarbu Państwa sprywatyzowało do tej pory : PZL Warszawa-Okęcie oraz WSK PZL-Rzeszów i PZL Mielec. Jednak ta prywatyzacja do tej pory budzi wiele kontrowersji.
Tarnobrzeska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo w sprawie prywatyzacji Polskich Zakładów Lotniczych w Mielcu. Wśród dokumentów, które są w posiadaniu śledczych, jest między innymi protokół pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli, który nie stwierdza nieprawidłowości w procesie prywatyzacji PZL. Jednak prokurator Zygmunt Ziółkowski, naczelnik wydziału do spraw przestępczości gospodarczej, powiedział, że śledczy chcą dodatkowo wyjaśnić, czy nie było świadomych działań pogarszających kondycję fabryki z korzyścią dla przyszłego inwestora.
Chodzi o wyjaśnienie, dlaczego nie doszło do sfinalizowania eksportu samolotów z Mielca do Iraku i Indonezji za pośrednictwem firmy Bumar. Kontrakty te bowiem mogły w sposób znaczący poprawić sytuację ekonomiczną zakładów. Innym wątkiem, który chcą sprawdzić śledczy, są okoliczności zmiany zarządu PZL Mielec przed rozpoczęciem negocjacji prywatyzacyjnych. Mieleckie Zakłady Lotnicze kupiła rok temu amerykańska firma Sikorsky Aircraft za 250 mln zł. Kwota ta obejmowała objecie stu procent akcji, spłatę zadłużenia fabryki i inwestycje w Mielec. Tak czy inaczej firmę udało się sprywatyzować.
Mniej szczęścia miały inne firmy. Kolejne zaplanowane prywatyzacje okazały się bowiem totalną klęską, mimo że w strategii z 2002 roku zaplanowano aż osiem takich transakcji. - Wśród podstawowych powodów tego stanu rzeczy należy wymienić: znacząco mniejsze niż przewidywano zainteresowanie inwestorów udziałem w prywatyzacji spółek oraz trudne i długotrwałe działania przygotowujące do procesu prywatyzacji, na przykład konieczność uregulowania stanu prawnego majątku i przeprowadzenie restrukturyzacji organizacyjnej, finansowej oraz zatrudnienia - usprawiedliwia rząd w nowej strategii dla sektora.
Igor Stokłosa
Źródło:
