Krzysztof Grzegorek: Moje życie i tak zostało zrujnowane
06:00
25.08.2008
- Nawet nie mogę powiedzieć, że się cieszę - mówił łamiącym się głosem. - To żadna satysfakcja. W ciągu kilkunastu minut trzy miesiące temu praktycznie zostało zrujnowane całe moje życie... Kilka miesięcy temu Andrzej G. zeznał, że Grzegorek miał być zamieszany w ustawianie przetargów na dostawy sprzętu dla szpitala w Skarżysku-Kamiennej, w którym były wiceminister był ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego, a następnie dyrektorem.
RZ: - Panie pośle, jaki jest pana komentarz do oświadczenia, jakie przedstawił Andrzej G.?
Krzysztof Grzegorek: - Trudno o komentarz z mojej strony w tej sprawie. Nawet nie mogę powiedzieć, że się cieszę. To żadna satysfakcja. W ciągu kilkunastu minut trzy miesiące temu praktycznie zostało zrujnowane całe moje życie.
Od samego początku mówiłem, że to co dzieje się wokół mojej osoby jest oparte na nieprawdziwych zarzutach. Na dowód tego, natychmiast podałem się do dymisji i zapowiedziałem, że oczywiście zrzeknę się immunitetu poselskiego, jeśli będzie taki wniosek. Był, więc wypełniłem tę obietnicę pozbawiając się ochrony prawnej. Zrzekłem się również funkcji partyjnych.
Dałem tym samym wszelkie możliwości prokuraturze, aby mogła prowadzić postępowanie wobec mojej osoby, jeżeli zajdzie taka konieczność. Cierpliwie czekam na to, co będzie dalej, bo jak do tej pory nie usłyszałem oficjalnie żadnych zarzutów.
Nikt jeszcze mnie nie przesłuchiwał, ani nie wysłuchał. Już przecież blisko trzy miesiące temu można było mnie przesłuchać jako świadka w sprawie. A występowanie w takiej roli wcale przecież nie wykluczałoby postawienia mi zarzutów, jeśli byłyby jakieś poważne dowody przeciwko mojej osobie. Ale przede wszystkim zależało mi - co dla mnie bardzo ważne - żeby ktoś wysłuchał, co ja mam do powiedzenia w tej sprawie. Do tej pory nikt nic takiego formalnie ode mnie nie chciał i jak na razie nie chce.
RZ: - Co pan robił przez prawie trzy miesiące, jakie upłynęły od czasu dymisji?
KG: - Niewiele. Kiedy były obrady sejmu, to oczywiście w nich uczestniczyłem, bo to jest mój obowiązek. Jestem posłem zawodowym. Poza tym przebywałem w domu.
RZ: - Nie żałuje pan swojej decyzji o dymisji?
KG:- Tak zostałem wychowany, że wiem jak należy się zachować. Powstała sytuacja bardzo kłopotliwa, niezręczna.
Mam żal do dziennikarzy śledczych, którzy upublicznili temat i nie pokusili się o to, żeby usiąść ze mną na 15 minut do stołu i porozmawiać ze mną. Zapytali mnie tylko na korytarzu sejmowym dlaczego brałem łapówki. To trwało dosłownie 15 sekund. A temu panu, który występował w reportażu zafundowano piwo w restauracji i tam z nim rozmawiano. Ze mną, z urzędującym wiceministrem, ci panowie nie raczyli usiąść przy kawie.
RZ: - Skąd pan zna Andrzeja G.?
KG: - Poznałem go przed ośmiu laty, kiedy przyjechał do miasta, w którym ja mieszkam z innej części Polski. Powstawała Platforma i on dał ogłoszenie do gazety lokalnej, że zakłada PO w naszym mieście i zaprasza wszystkich na otwarte zebranie. W ten sposób tego pana poznałem. Na drugim zebraniu zostałem wybrany na szefa partii. Pan Andrzej G. potem wystąpił z Platformy. Dzisiaj jest poważnie chorym człowiekiem. Pewnie te okoliczności podczas postępowania będą w jakimś sensie ujawnione.
RZ: - Jeśli cała sprawa zakończy się pozytywnym dla pana rozstrzygnięciem, to co pan zamierza?
KG: - Nie wiem, nie wiem... Uważam, że wykonywałem bardzo ciężką pracę przez ponad pół roku w Ministerstwie Zdrowia. Pracowałem od rana do późnych godzin nocnych odpowiadając za bardzo ważne dziedziny ochrony zdrowia. Tylko, że ja po tych trzech miesiącach to chyba jestem innym człowiekiem. Trudno powiedzieć, co będę chciał robić po pozytywnym zakończeniu dla mnie tej całej historii. Jednak coś się wydarzyło i w ciągu jednego dnia moje dotychczasowe życie, osiągnięcia zawodowe i polityczne zostały zrujnowane. Moje i najbliższych mi osób.
RZ: - Znał pan wcześniej cytowane dzisiaj przez media oświadczenie odwołujące obciążające pana zeznania?
KG: - Przeczytałem je tydzień temu. Po usilnych namowach spotkałem się z panem Andrzejem G. Pokazał mi to oświadczenie. Powiedziałem, że może zrobić z nim, co zechce.
Piotr Wróbel
Rynek Zdrowia
Źródło:
