Ciężar czy biznes?
16:00
25.08.2008
Gospodarowanie odpadami medycznymi w placówce ochrony zdrowia to zadanie dla dobrego menedżera. Restrykcyjne, a jednocześnie niespójne przepisy narzucają wprowadzenie odpowiedniej organizacji zbierania, przetwarzania i utylizacji odpadów medycznych. Dla większości jednostek są to dodatkowe koszty. Są jednak i takie szpitale, które potrafią zarobić na przetwarzaniu odpadów.
Przed 2005 rokiem przepisy dotyczące utylizacji odpadów pozwalały na zastosowanie w szpitalach autoklawów jako końcowej metody termicznej w unieszkodliwianiu odpadów. Wtedy wiele szpitali zdecydowało się na zakup urządzeń do autoklawowania.
Był to niemały wydatek dla placówek, jednak dawał nadzieję na zmniejszenie kosztów utylizacji odpadów.
Ustawodawcza niespodzianka/b>
Niestety, zmiana przepisów w 2005 r. pokazała, że były to nietrafione inwestycje. Ustawodawca zdecydował, że jedyną metodą ostatecznego unieszkodliwienia odpadu medycznego może być spalanie, czyli w ostatecznym rozrachunku szpitale, mimo poczynionych inwestycji, zostały zmuszone do ponoszenia dodatkowych kosztów. Pozwolenia na autoklawowanie pozostały ważne, chociaż zmieniło się prawo i część odpadów nadal jest w nich unieszkodliwiana, tyle że i tak w końcu muszą trafić do spalarni...Jedynym zyskiem jest kwalifikowanie ich do innych grup odpadów, których utylizacja jest tańsza.
Autoklaw pracuje m.in. w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie. Jak poinformował zastępca dyrektora ds. technicznych szpitala Kazimierz Starownik, jednostka ma pozwolenie na autoklawowanie do 2015 r. Przyznał, że zakup urządzenia był dla szpitala poważną inwestycją, która jednak w dużej części zdążyła się zwrócić placówce.
Obecnie, jak podaje dyrektor Starownik, odpady w tym szpitalu po autoklawowaniu są odbierane przez firmę zewnętrzną jako odpad niebezpieczny, a część musi trafić do spalarni i tu zaczyna się problem... - Rynek jest ubogi, na Lubelszczyźnie jest "biała plama", jeżeli chodzi o spalarnie. Właśnie ogłosiliśmy przetarg, ponieważ ta, która dotychczas odbierała od nas odpady, została zamknięta - powiedział Kazimierz Starownik.
Co z samorządami?>/b>
Wicedyrektor lubelskiej lecznicy stwierdził ponadto, że ustawodawca - wprowadzając zapis o konieczności spalania odpadów medycznych - zapomniał nałożyć obowiązki na samorządy w tym zakresie. - Jest problem, a samorząd nie ma obowiązku pomocy i nie podejmuje działań w kierunku zapewnienia możliwości dostosowania się do obowiązującego prawa - uważa Starownik.
Taka sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, że przepisy nakazują przewożenie odpadów nie dalej jak w obrębie jednego województwa, co przy małej liczbie spalarni, jak pokazał ostatni raport NIK, może być trudne do wykonania. Inaczej sytuacja przedstawia się w warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka, które również posiada urządzenie do autoklawowania.
- Obecnie posiadana przez Instytut Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka instalacja do unieszkodliwiania odpadów medycznych metodą D9 (autoklawowanie) nie jest eksploatowana i stanowi instalację rezerwową na wypadek zakłóceń w odbiorze odpadów przez zewnętrzne firmy, z którymi Instytut ma podpisane umowy - poinformowała Elżbieta Goc, starszy specjalista ds. ochrony środowiska w CZD.
Dodała, że w Instytucie powstaje 10 rodzajów odpadów medycznych, z czego tylko trzy, według obowiązującego teraz prawa, można unieszkodliwiać w procesie autoklawowania, a pozostałe należy przekazać specjalistycznym firmom do odzysku lub do termicznego przekształcania.
Spalarnie znikają
W latach 90. ubiegłego wieku wybudowano wiele przyszpitalnych spalarni odpadów medycznych. Jak pokazała praktyka, stały się one bardziej obciążeniem niż udogodnieniem dla wielu placówek. Przestarzała technologia i coraz większa troska o środowisko spowodowały, że wiele z nich trzeba było zamknąć i powierzyć utylizację odpadów firmom zewnętrznym.
Spalarni jest coraz mniej. Ich zamykanie wynika najczęściej z braku pozwoleń na dalszą działalność lub z rachunku ekonomicznego. Do 2006 r. taką spalarnię miał szpital w Płońsku. Jednak, jak powiedział Zenon Błaszkiewicz, kierownik działu technicznego szpitala, przestarzała instalacja i niewielkie wykorzystanie pieca skłoniły dyrekcję szpitala do niewystępowania o przedłużenie pozwolenia na eksploatację i znalezienia firmy zewnętrznej odbierającej odpady.
- Spalarnia unieszkodliwiała niewiele odpadów, pracowała jedynie godzinę dziennie - powiedział Błaszkiewicz.
Zdaniem Magdaleny Oleszczyk z firmy Winderickx, zajmującej się technologią utylizacji odpadów niebezpiecznych, w latach 90. powstało wiele spalarni przyszpitalnych, które obecnie są często zniszczone i przestarzałe, przez co nie spełniają norm unijnych. - Dla dyrektorów szpitali spalarnia to niepotrzebny problem i obciążenie finansowe - uważa Oleszczyk.
- Ponieważ zgodnie z prawem odpady medyczne powinny być unieszkodliwiane na terenie województwa, w którym zostały wytworzone, najlepszym rozwiązaniem wydaje się budowa spalarni przez samorządy, np. we współpracy z prywatnym partnerem - dodaje Magdalena Oleszczyk.
Niestety, tu pojawia się kolejny problem. Wielu przedsiębiorców chętnie zainwestowałoby w spalarnie, ale jest to biznes źle odbierany przez społeczności lokalne, które często protestują przeciwko budowie takich obiektów. - Zupełnie niepotrzebnie, ponieważ nowoczesne spalarnie, właściwie eksploatowane, są bezpieczne dla środowiska naturalnego i zdrowia ludzi - tłumaczy Oleszczyk.
Jednak można zarobić
Nie wszędzie jednak spalarnia jest balastem ekonomicznym i ekologicznym dla szpitala. Okazuje się, że na odpadach można też dobrze zarobić.
Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii im. prof. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy, gdzie działa spalarnia, mówi otwarcie, że nie jest filantropem, ale menedżerem i instalacja działająca przy jego placówce przynosi zyski. Jednak żeby doszło do takiej sytuacji, szpital musiał zainwestować.
- Spalarnia wybudowana w 1996 r. była archaiczna i nie funkcjonowała dobrze, dlatego zdecydowaliśmy się na jej modernizację - mówi dyrektor Pawłowicz. - Obecnie obiekt posiada aparaturę najnowszej generacji sprowadzoną aż z Australii, a spalarnia otrzymuje wszelkie możliwe certyfikaty i nagrody.
- Gdyby nie perfekcyjnie działające urządzenia i wykwalifikowana kadra, to nie można by prowadzić takiej działalności w terenie zabudowanym, na jakim znajduje się obiekt. Spalarnia posiada na kominie czujniki, które co pół godziny kontrolują, co i w jakiej ilości wydobywa się z komina, a wyniki tych pomiarów dostępne są na stronie internetowej szpitala - dodaje Zbigniew Pawłowicz.
Główni kontrahenci spalarni to, jak podaje dyrektor, szpitale usytuowane w promieniu 50 km od Centrum Onkologii. Dodatkowo z usług korzystają przychodnie, gabinety prywatne czy hurtownie farmaceutyczne. Zdarzają się również mniej typowe zlecenia, jak chociażby unieszkodliwianie... narkotyków zarekwirowanych przez Urząd Celny.
Nie boimy się konkurencji
Spalarnia przy bydgoskim Centrum oferuje kompleksową usługę - posiada specjalistyczne samochody do odbioru odpadów oraz wszystko, co jest potrzebne do ich przewożenia i przechowywania.
Jak mówi dyrektor Pawłowicz, jest tylko jeden problem w prowadzeniu tego biznesu: główni kontrahenci, czyli szpitale, często ze względu na złą sytuację finansową przestają płacić za usługi. - Grozimy wówczas, że zaprzestaniemy odbioru odpadów, to zwykle pomaga - przyznaje dyrektor i dodaje, że liczy na poprawę sytuacji w tym względzie po nowym roku, kiedy szpitale zaczną przekształcać się w spółki prawa handlowego.
Zbigniew Pawłowicz pytany o konkurencję w utylizacji odpadów medycznych na swoim terenie odpowiada: - Nie mamy konkurencji i nie boimy się konkurencji, bo jesteśmy najlepsi i w leczeniu, i w spalaniu...
Dodaje, że rozwija działalność i obecnie szpital wystąpił o dotację na nową linię utylizacji, która będzie służyła do unieszkodliwiania odpadów pożywieniowych. Wykonano już instalację pilotażową.
Anna Kaczmarek
Źródło:
