Wyższa szkoła jazdy
06:00
26.08.2008
Według "Raportu o franczyzie i systemach agencyjnych" przygotowanego
przez firmę doradczą PROFIT system, w Polsce na przełomie 2007 i 2008
roku 19 tys. franczyzobiorców prowadziło 22,7 tys. sklepów i punktów
usługowych w ramach 440 sieci franczyzowych. Natomiast w 58 sieciach
agencyjnych działało14 tys. agentów, prowadząc ponad 17 tys. placówek.
Ze statystyk wynika, że niemal 7 tys. jednostek franczyzowych i
agencyjnych prowadzonych jest jako kolejna placówka tego samego
franczyzobiorcy lub agenta. Co sprawiło, że zdecydowali się na otwarcie
kolejnego punktu? Nie mówią tego otwarcie, ale trudno przypuszczać, by
stracili na pierwszym punkcie, skoro otwierają drugi, trzeci itd. W
jednostkowych przypadkach może to być zasługa wyjątkowych lokalizacji,
jednak kiedy zjawisko dotyczy większej liczby franczyzobiorców, jest to
wskaźnik, że system został zbudowany poprawnie - tak by obie strony
mogły na nim zarabiać. Przy dobrze skonstruowanym biznesie
franczyzobiorca prowadzący dwie placówki ma możliwość podwojenia zysków, niekoniecznie podwajając koszty.
Główną zaletą takiego rozwiązania jest - z punktu widzenia franczyzodawcy - doświadczenie dotychczasowego franczyzobiorcy oraz ograniczone ryzyko towarzyszące współpracy z nowym biorcą. Sprawdzony partner wie, jak realizować plany sprzedażowe, zna już procedury i kulturę korporacyjną sieci. Główną niewiadomą jest to, czy franczyzobiorca, który radził
sobie z jedną placówką, zapanuje nad dwiema czy trzema.
Dlatego nie każdy może zostać multibiorcą. Warunkiem niezbędnym do otwarcia kolejnej placówki przez tego samego franczyzobiorcę są przede
wszystkim wyniki pierwszej. Żaden trzeźwo myślący franczyzodawca nie da
zgody na kolejną lokalizację franczyzobiorcy, który nie sprawdził się przy pierwszej placówce. Centrale uważnie przyglądają się swoim biorcom
i po kilkumiesięcznej współpracy dobrze wiedzą, czy partner jest dobrym
materiałem na multibiorcę, czy też nie. Takie pytanie już na etapie
rekrutacji nowych franczyzobiorców zadaje sobie Monika Dąbrowska,
specjalista ds. franczyzy w sieci McDonald's. Tutaj oceniane są
zdolności organizacyjne kandydatów pod kątem ewentualnego poprowadzenia
kilku placówek. Jednak głównym kryterium oceny przy udzielaniu biorcy
licencji na kolejną restaurację McDonald's jest sposób prowadzenia
restauracji, a dokładniej utrzymywanie wysokiego poziomu jakości
obsługi. Nie mniej ważny jest sukces finansowy danego przedsięwzięcia. W
przypadku prowadzenia przez franczyzobiorcę więcej niż jednej
restauracji takiej ocenie podlegają wszystkie jego obiekty.
Otwarcie kolejnego marketu Intermarché lub Bricomarché wiąże się koniecznością jednorazowego wykupu akcji spółki cywilnej zarządzającej sieciami. Podstawowym warunkiem otrzymania takiej zgody są dwa dodatnie bilanse roczne franczyzobiorcy - czyli minimum dwuletni staż w sieci na
plusie. Istotnym elementem jest również zaangażowanie biorcy (Aderona)
na rzecz grupy - pełnienie funkcji zarządczych w centrali sieci, wpisane
w Kartę Muszkietera. W wypadku Grupy Muszkieterów inwestycja w kolejną
placówkę jest mniejsza niż w pierwszy market - wynosi około 20 proc.
wyposażenia sklepu.
W sieci partnerskiej eurobanku funkcjonuje 12 multibiorców. Tutaj
podstawowym kryterium decydującym o zgodzie na kolejną lokalizację są
wyniki sprzedaży placówki partnera. Bank ocenia też lojalność
franczyzobiorcy oraz przestrzeganie procedur, które w placówce bankowej
odgrywają kluczową rolę.
Nie bez znaczenia pozostają dla nas relacje z franczyzobiorcą oraz wizja
rozwoju biznesu - wyjaśnia Grzegorz Święch, dyrektor departamentu
sprzedaży w Euro Banku. - Nie wystarczy, że partner jest zadowolony z
przychodów. Udzielając licencji na kolejny punkt, musimy widzieć, że
partner zdoła zapanować nad wszystkimi punktami bez straty na jakości
obsługi.
Franczyzodawcy oceniają również zdolności organizacyjne partnerów oraz
ich kompetencje w zakresie zarządzania kapitałem ludzkim. Prowadząc
jedną placówkę, franczyzobiorca - jeśli zajdzie taka potrzeba - może
wiele czynności wykonać sam. Przy kolejnych placówkach nie jest to już
możliwe. Bezcenny okazuje się wówczas dobry menedżer placówki oraz
umiejętności zarządzania personelem po stronie franczyzobiorcy.
- W DDD Dobre Dla Domu oceniamy całą historię współpracy z centralą, nie
tylko wyniki - mówi Piotr Matluch, prezes zarządu DDD. - Bierzemy pod
uwagę aktywność partnera na lokalnym rynku, jakość obsługi klientów,
zaangażowanie w promocję sklepu, organizację usług okołosprzedażowych
oraz wyniki kontroli operacyjnych.
Oczywistym, choć nieco bardziej technicznym warunkiem pogłębionej
współpracy z dotychczasowym franczyzobiorcą jest lokalizacja - biorcy
chcą otwierać kolejne placówki możliwie najbliżej pierwszej, przy
założeniu że nie grozi to kanibalizmem i nie narusza wyłączności
terytorialnej dla danej lokalizacji. Oczekiwania te muszą się jednak
pokrywać z planami rozwojowymi centrali. Dla partnera przekładają się
one na czas spędzony w samochodzie w drodze między placówkami.
Marcin Szyca i Adam Lis są wspólnikami. We wrześniu 2007 roku otworzyli
w Andrychowie partnerską placówkę eurobanku. Ich kolejna placówka
ruszyła w Trzebini w marcu br., a w drugiej połowie lipca Szyca i Lis
otworzyli w Kętach trzecią placówkę tej sieci. Mieli tylko pół roku na
sprawdzenie, czy warto.
- Decyzja nie była trudna, bo takie plany mieliśmy od początku - mówi
Adam Lis, z wykształcenia bankowiec. - Wyniki pierwszej placówki były
bardzo zadowalające, więc wykonaliśmy następny krok. Uznaliśmy, że nasz
poziom wiedzy i doświadczenie zdobyte w pierwszej lokalizacji pozwolą na
poprowadzenie kolejnych placówek. Prawdę mówiąc, już przy otwieraniu
pierwszej placówki myśleliśmy o kolejnej.
Szyca i Lis zgodnie przyznają, że prowadzenie kilku palcówek bankowych
wymaga poświęceń i doskonałej organizacji pracy. W każdej nowo otwartej
placówce najpierw sami obsługują klientów, potem wdrażają i nadzorują
zatrudnionych pracowników, aż do momentu, gdy biznes
dobrze się rozkręci, a logo eurobanku zapadnie w pamięć lokalnej
społeczności. Wówczas placówka nie wymaga już codziennej, wielogodzinnej
obecności, a franczyzobiorcy mogą skoncentrować się na bieżących
zadaniach - Adam Lis dogląda sprzedaży i kontroluje pracę palcówek, a
Marcin Szyca zajmuje się marketingiem oraz współpracą z oddziałami
własnymi eurobanku.
Obaj mieszkają w Katowicach - od najbliższej placówki dzieli ich 38 km,
do najdalej położonej (w Andrychowie) muszą z Katowic jechać 65 km.
Maksymalna odległość między dwiema placówkami to ok. 50 km
(Trzebinia-Kęty). Kiedy odwiedzają wszystkie trzy lokalizacje, pokonują
do 200 km.
Ciekawym przykładem multifranczyzobiorcy jest Krzysztof Lipiec z
Koszalina, który przez kilka lat prowadził sześć sklepów pod własną
marką Studio Podłóg. W październiku 2006 roku otworzył w Szczecinie
sklep pod marką DDD Dobre Dla Domu. Kilka tygodni później jego wspólnik
otworzył salon DDD w Kołobrzegu. Po półrocznej obserwacji wspólnicy
zdecydowali się podłączyć pozostałe placówki (dotychczas funkcjonujące
pod brandem Studio Podłóg) do sieci Dobre Dla Domu.
- Dzięki przystąpieniu do sieci DDD korzystam z efektu skali - wyjaśnia
Lipiec. - Inaczej bowiem rozmawia się z dostawcami z pozycji
ogólnopolskiej sieci nastawionej na dynamiczny rozwój, a inaczej z
pozycji właściciela kilku sklepów. Przekonała mnie organizacja zakupów
oraz ceny, które DDD negocjuje dla swoich wszystkich sklepów.
Obecnie sieć DDD liczy 27 sklepów w tym jeden własny. Według informacji
centrali, kilku kolejnych franczyzobiorców ubiega się o otwarcie
kolejnej placówki DDD. Swój drugi salon DDD otworzył w ostatnim tygodniu
lipca Radosław Chabowski prowadzący od jesieni 2007 roku sklep w Gdańsku.
- Bodźcem do otwarcia kolejnej placówki były pozytywne wyniki pierwszego
sklepu oraz widoczny boom w branży wyposażenia wnętrz - przyznaje
Chabowski. - Chciałem też rozwijać swoją działalność i umacniać się w
jednej branży.
Do swojej nowej placówki Radosław Chabowski zamierza zatrudnić
menedżera, który będzie zajmował się biznesem. Oprócz tego
przedsiębiorca zamierza osobiście doglądać nowego sklepu.
W sieci McDonald's nie ma określonej maksymalnej liczby restauracji
prowadzonych przez jednego operatora. Obecnie 12 z 41 polskich
franczyzobiorców prowadzi dwie restauracje, pięciu innych może pochwalić
się trzema placówkami. W tym roku pierwszy franczyzobiorca poprowadzi w
sumie cztery restauracje, ale centrala firmy zapewnia, że to nie jest
szczyt możliwości.
- Sądzimy, że wśród franczyzobiorców McDonald's są osoby, których
potencjał umożliwia prowadzenie zdecydowanie większej liczby restauracji
- wyjaśnia Monika Dąbrowska.
W eurobanku obecnie taką granicą są trzy placówki, jednak centrala nie
wyklucza, że najlepsi z najlepszych będą mogli otworzyć czwarty punkt.
Także Dobre Dla Domu nie wyznacza maksymalnej liczby sklepów
prowadzonych przez jednego partnera - wszystko zależy tu od oceny
centrali oraz ustaleń z franczyzobiorcą. Ograniczeń co od liczby sklepów w rękach jednego biorcy nie stawia także Grupa Muszkieterów. W sieciach Intermarché oraz Bricomarché ok. 50 aderonów prowadzi więcej niż jeden sklep. Rekordzista ma ich aż siedem.
Wybrali franczyzę jako sposób na biznes. Zadziałało, więc poszli o krok dalej. Najlepsi z nich tworzą mikrosieci - kilka dumnych punktów na własnej mapie franczyzy. Nie narzekają, ale i nie pieją z zachwytu -
robią swoje. Pytani o kolejne placówki, uśmiechają się tajemniczo i
mówią: "Zobaczymy...".
Marcin Kaleta (Miesięcznik Własny Biznes)
Źródło:
