Wszystko wychodzi dopiero w praniu
15:14
20.09.2008
Onkolodzy dziecięcy alarmowali w połowie sierpnia, że na skutek rozliczeń z płatnikiem w systemie Jednorodnych Grup Pacjentów (JGP) zostały zaniżone wyceny procedur z tego zakresu. Zastrzeżenia specjalistów budzi fakt, iż leczenie dzieci cierpiących na nowotwory jest kontraktowane tak samo jak dorosłych. Problem z onkologią dziecięcą to jeden z powodów, dla którego postanowiliśmy ten raport Rynku Zdrowia poświęcić pierwszym tygodniom funkcjonowania JGP (do końca września trwa okres przejściowy).
Podsumowanie takie nie jest jednoznaczne. Oprócz ewidentnych błędów, szefowie placówek widzą także wymierne korzyści płynące z nowego systemu. Poniżej przegląd opinii w tej materii.
SABINA BIGOS-JAWOROWSKA, dyrektor Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu:
Jest tak, jak przewidywaliśmy
Fundusz wciąż odkrywa nowe błędy, a my liczymy, że nasze uwagi zostaną wzięte pod uwagę. Na razie sprawozdajemy ręcznie, "na piechotę". System informatyczny otrzymaliśmy w pierwszej dekadzie sierpnia, ale już w pierwszym tygodniu działania przeszedł trzykrotną modyfikację w zakresie zaliczania chorób do danej grupy.
Na horyzoncie mamy już wiele innych zmian. Zapowiadane są kolejne modyfikacje. Szkolenie dla pracowników wprawdzie się odbyło, ale wątpliwości jest tak dużo, że pozbyliśmy się złudzeń: musimy nauczyć się JGP sami, na własnych błędach. Chodzi tylko o to, żeby nie kosztowało nas to zbyt wiele.
Mówiąc krótko: nie czujemy się przygotowani do rozliczeń w nowym systemie. Płatnik wrzucił nas na głęboką wodę i choć rozumiemy celowość wdrożenia JGP, to nie ulega wątpliwości, że można było zorganizować to inaczej.
Na razie oceniamy, że szpital, z wyjątkiem intensywnej terapii, wyrobił kontrakt, ale pewność będzie wówczas, gdy NFZ potwierdzi nam tę informację. Przy ręcznej sprawozdawczości nie zaistniały w rozliczeniach takie czynniki, jak wiek pacjenta i czas hospitalizacji, ale lekarze uważają, że będą one przemawiały na naszą korzyść. Z pierwszych, gorących ocen wynika, że lepiej wyjdziemy na zabiegówce, pod znakiem zapytania stoją natomiast interna i pediatria.
Przy okazji pojawiają się ciekawe spostrzeżenia. Okazało się, że np. ostry stan zapalny trzustki leczony na internie to 50 punktów, podczas gdy na chirurgii 200. Z naszego punktu widzenia jest zatem jasne, że będziemy leczyć trzustkę w tej drugiej opcji. Sądzimy, że JGP zwiększa nam wartościowo kontrakt o około 10%, ale godzina prawdy przyjdzie po weryfikacji rozliczeń przez Fundusz.
Uważamy także, że najwyższy czas na zmianę rachunku kosztów. Rozporządzenie ma co najmniej 15 lat.
ROMAN SZEŁEMEJ, dyrektor ds. lecznictwa Specjalistycznego Szpitala im. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu:
Nadal mam mieszane uczucia
Byłem sceptycznie nastawiony do systemu rozliczeń w ramach JGP, a obecnie, kiedy już działa i zbieramy pierwsze doświadczenia, mam nadal bardzo mieszane uczucia.
Powiem tak: nie widzę żadnego argumentu przemawiającego za tym, aby wprowadzać JGP kosztem takiego bałaganu. Wdrożenie nowego systemu jest jednoznaczne z tym, że wszyscy muszą wszystkiego nauczyć się od nowa. Trzeba się zatem liczyć z błędami w rozliczeniach, które skoryguje Fundusz. Przez ten etap trzeba jednak przejść.
Bardziej martwi mnie wpływ JGP na wynik finansowy szpitala. Na razie wszystko wskazuje na to, że część oddziałów będzie na plusie, a część na minusie. Chciałbym tylko, żeby nie było gorzej niż jest. Pytam jednak, czy chęć utrzymania poziomu finansowania nie gorszego niż obecny warta jest zamieszania, które mamy od 1 lipca? Najważniejsze dla placówki jest przecież zwiększenie przychodów, a to można osiągnąć znacznie prościej, poprzez np. zwiększenie wartości punktu. Proste rozwiązania są jednak u nas niepopularne. Zwykle kończy się tak, że jest i trudno, i źle.
RENATA RUMAN-DZIDO, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu:
Operacja potrzebna, ale źle przygotowana
Nie oceniam źle systemu jako takiego, ale został on wprowadzony w niedopracowanej formie, w błyskawicznym tempie, ze zrzuceniem całego bałaganu i chaosu na barki świadczeniodawców. Płatnik wykonał operację na żywym organizmie bez przygotowania pacjenta.
Jeśli w końcu lipca wprowadzane są zmiany z mocą obowiązującą od pierwszego dnia tego miesiąca, łatwo można sobie wyobrazić, jak ogromną pracę oznacza dla lekarzy skorygowanie wszystkiego, co robili przez 31 dni. Pamiętajmy również, że sprawozdajemy obecnie "na piechotę". Nie dosyć, że dyrektor musi swoim podpisem poświadczyć, że tak wykonane sprawozdanie jest zgodne z zasadami, to jeszcze za kilka miesięcy zespół musi wykonać tę samą pracę, wklepując dane do nowego programu. Nie ukrywam, że to zniechęca do poważnego podejścia do systemu.
Wątpliwości budzi również to, co w tym wszystkim najistotniejsze: skutki finansowe rozliczeń w ramach JGP. Przez cały lipiec nie udało się nam zakwalifikować procedur ortopedycznych do żadnej z grup. Teraz, kiedy mamy to już za sobą, okazało się, że ich wyceny są niższe niż w pierwszym półroczu. Fatalnie wygląda także intensywna terapia. Pewne nadzieje budzi pulmonologia, ale to jeszcze nic pewnego. Liczę, że JGP będą aktualizowane także cenowo, ponieważ nie wyobrażam sobie, aby miał utrwalić się stan, który mamy obecnie.
I jeszcze jedna uwaga. Sądziłam, że w szpitalu wielospecjalistycznym, takim jak nasz, płatnik, w przypadku pacjenta przechodzącego przez kilka oddziałów, pokryje w nowym systemie koszty procedur wykonanych w każdej jednostce (wcześniej płacił tylko za ostatni oddział). Okazało się jednak, że NFZ zapomniał o urazach wielomiejscowych, co oznacza, że jeśli trafi do nas poszkodowany ze złamanymi obiema rękami i nogą, to możemy sobie jedynie wybrać jedną z procedur, za którą chcemy, aby nam zapłacono.
KRZYSZTOF BEDERSKI, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II:
Całą prawdę dopiero poznamy
Na razie rozliczamy się sposobem uproszczonym i póki co daje nam to wystarczające gwarancje. We wrześniu, kiedy będzie możliwe pełne podsumowanie lipca i sierpnia, będziemy mieli jasność, jak wychodzimy na nowym systemie rozliczeń. Obecnie wydaje się, że nie będzie najgorzej.
Nie obserwujemy w każdym razie załamania przychodów. Trzeba także wziąć pod uwagę, że w miesiącach wakacyjnych jest zawsze mniej hospitalizacji, co wynika z faktu, że do szpitala kładzie się ten, kto musi. Zabiegi, które można zaplanować, pacjenci wolą przesunąć na jesień.
Widać także, że na niektórych oddziałach zanosi się na mniejszą liczbę środków. Na razie nie do końca wiemy, dlaczego. Być może przyczyną są programy lekowe, rozliczane wcześniej w ramach hospitalizacji.
Posłanka Beata Małecka-Libera (PO), z-ca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia:
Konieczna rzetelność sprawozdawania
Z moich rozmów z dyrektorami szpitali wynika, że uznają kierunek zmian za dobry. Nie ma co ukrywać, że było wiele obaw dotyczących wyceny niektórych świadczeń, np. onkologicznych, chirurgicznych czy kardiologicznych, są to jednak kwestie podlegające stałej weryfikacji.
Menedżerowie, z którymi się kontaktowałam, są na ogół zadowoleni z wycen i szacują, że ich placówki skorzystają finansowo na nowym systemie rozliczeń. Jest to, naturalnie, związane z rzetelnością sprawozdawania. Zmiany w tym zakresie są duże, a nowa rzeczywistość rodzi się w bólach. Nie ulega wątpliwości, że kadra każdego szpitala musi się wiele nauczyć, ponieważ od jej pracy będzie zależała kondycja finansowa lecznicy. Od tego nie ma odwrotu.
Na razie nie zaobserwowałam, aby poza problemami, normalnymi w tej sytuacji, działo się coś nadzwyczajnego. Podobnie ocenia to marszałek regionu śląskiego, który monitoruje wdrażanie JGP w lecznicach wojewódzkich. Rozmawiałam także z dyrektorem szpitala w Dąbrowie Górniczej, tj. w placówce, którą kierowałam przed objęciem mandatu poselskiego. Tam jest nieco łatwiej, głównie ze względu na działanie zintegrowanego systemu informatycznego, ułatwiającego sprawozdawczość. Poza tym problemy są takie jak wszędzie.
Poseł Marek Balicki (SdPl), sejmowa Komisja Zdrowia:
Awanturnicza metoda wdrażania systemu
O ile sam system JGP jest słuszny, o tyle sposób jego wdrożenia - awanturniczy. Trudno ocenić to inaczej, skoro prezes NFZ informuje o terminie na kilkanaście dni wcześniej. Tymczasem mamy przecież do czynienia z rewolucją w rozliczeniach, wymagającą przygotowania do pracy na nowych zasadach kilkudziesięciu tysięcy osób w skali całego kraju. Należy też oczekiwać, że choć w różnym stopniu, to jednak odbije się to na finansowaniu szpitali. Wielkość środków w JGP może zmienić się zasadniczo.
W Niemczech przed wprowadzeniem tego systemu przez dwa lata obowiązywał okres podwójnej rachuby: prowadzono rozliczenia "po staremu" i "po nowemu" i analizowano porównania. Europejscy eksperci, z którymi na ten temat rozmawiałem, szacują, że na przygotowanie do wdrożenia JGP potrzebne są minimum dwa lata. To, co dzieje się u nas, jest zupełnie niepoważne i świadczy o braku umiejętności zarządzania. I wyobraźni.
Tej ostatniej nie zabrakło swego czasu Zbigniewowi Relidze, który, jako minister zdrowia, nie zgodził się na wprowadzenie JGP bez odpowiedniego przygotowania, oceniając po konsultacjach ze środowiskiem medycznym, że zagrożenie może przeważyć spodziewane korzyści. Jestem tego samego zdania.
Najlepsi dyrektorzy dadzą sobie jak zawsze radę, ale gorzej zarządzane szpitale mogą wytworzyć efekt "bocznego krążenia" i spowodować, że z jednej fikcji przeniesiemy się do innej.
NOT. IWONA BĄCZEK
Źródło:
