Wielki Brat kierowcy
06:00
23.09.2008
Do kontrolowania kierowców nadają się niemal wszystkie urządzenia monitorujące na rynku. Najtańsze, nie tylko w zakupie, ale i podczas późniejszego użytkowania (brak opłat abonamentowych), są systemy nieposiadające możliwości transmisji danych on-line.
Takie urządzenia można kupić za 300 złotych. Są to, na przykład, oferowane przez firmę Rikeline modele DL-600 i GT-800. Umożliwiają one zapisanie odpowiednio 170 lub 240 tysięcy współrzędnych GPS, które można odczytać po powrocie z trasy. Oprócz pozycji, zapisują również prędkość auta i wysokość nad poziomem morza. Ale na tym koniec. Nie zapamiętują one sygnałów z dodatkowych czujników.
Ich zaletą, oprócz ceny, jest również to, że nie wymagają skomplikowanego montażu i mogą być przekładane z auta do auta. Jednak ta zaleta przy nieuczciwym kierowcy może stać się wadą.
Z minuty na minutę
Stały nadzór nad pozycją samochodu i jego stanem umożliwiają tylko droższe urządzenia, wyposażone w przemysłowe telefony komórkowe. Do ceny ich zakupu najczęściej dochodzi jeszcze koszt montażu i miesięcznego abonamentu.
Cena urządzeń zależy od wielkości floty. Im więcej aut, tym większe rabaty. Przykładowo, w systemie SpaceGUARD przy dużej liczbie samochodów za każde urządzenie trzeba zapłacić 690 złotych netto. Do tego dochodzą koszty montażu - od 300 złotych w górę - i miesięczny abonament, którego wysokość zależy od liczby przesyłanych z samochodu danych (minimum 69 złotych netto).
Mimo to, przedstawiciele producenta przekonują, że inwestycja w taki system się opłaca. Miesięczny abonament kosztuje tyle, co 15 litrów paliwa, a to odpowiada przejechaniu samochodem od 50 do 200 kilometrów - tłumaczy Kamila Bąk-Drozdowska z Agencji Ochrony Osób i Mienia OptoScan. System SpaceGUARD tak bardzo dyscyplinuje kierowców, że w firmach, gdzie go zastosowano, miesięczne przebiegi spadły średnio o 15%. Jak łatwo wyliczyć, oszczędności są większe niż koszty. A to tylko cena paliwa. Faktyczne korzyści dla firmy są znacznie większe - przekonuje.
Jeśli nie wystarcza nam samo śledzenie trasy przejazdu samochodu, możemy zamówić zestaw dodatkowych czujników. W ofercie firmy AutoGuard do najnowszego modułu S-3 można podłączyć ich aż siedem. Mogą śledzić otwieranie drzwi, ilość paliwa w zbiorniku, obroty silnika - słowem, wszystko, co można w samochodzie zmierzyć. Dodatkowo urządzenie może być wyposażone w moduł Bluetooth. W takiej wersji kosztuje 1400 złotych netto.
Nie tylko kontrola
Systemy monitoringu satelitarnego stworzono nie tylko po to, by kontrolować kierowców, ale również po to, by im pomagać w pracy. Tu najbardziej zaawansowane możliwości oferuje produkt firmy Finder. Połączono go z nawigacją satelitarną w kabinie kierowcy i dodano możliwość dwukierunkowej komunikacji głosowej i tekstowej. W ten sposób operator w firmie może w dowolnej chwili przesłać kierowcy nowe zlecenie wraz z wyznaczoną trasą przejazdu. Nawet osoba nieznająca miasta może dzięki temu sprawnie się po nim poruszać, a operator jest stale informowany o zrealizowanych zadaniach. System można wyposażyć dodatkowo w opcję automatycznego wzywania pomocy w razie wypadku lub awarii. Stworzono go z myślą o flotach minimum kilkunastu samochodów i to ich właściciele czerpią z niego największe korzyści. Cena urządzenia to 1550 złotych netto, abonament wynosi od 69 złotych za wersję działającą tylko w Polsce do 150 złotych, gdy auta jeżdżą po całej Europie.
Halo, policja?
Jeszcze innym zastosowaniem dla systemów monitoringu samochodowego jest ochrona pracowników, samochodów i ładunku. Z tą właśnie myślą firma Mobitel wprowadziła na rynek produkt o nazwie ActiveSafe II. Jest on w stanie nie tylko podać z dokładnością do 8 metrów położenie samochodu, ale w przypadku próby włamania, nieuprawnionego uruchomienia silnika lub odholowania pojazdu - zawiadomić automatycznie agencję ochrony, policję, a za granicą Interpol. Jeżeli samochód zostanie skradziony, system umożliwia w dowolnym momencie zablokowanie silnika, odcięcie dopływu paliwa czy włączenie syreny alarmowej. Pomoc może również wezwać sam kierowca, uruchamiając specjalny przycisk w aucie.
Takie urządzenie to wydatek około 1500 złotych netto. Do tego dochodzą koszty montażu (800-1000 zł netto) i miesięczny abonament (od 109 do 150 zł netto). Jednak w wielu towarzystwach ubezpieczeniowych możemy dzięki niemu zapłacić nawet o połowę mniej za autocasco.
Stosując urządzenie GuardSystem, możemy liczyć na spore zniżki w ubezpieczeniu. Służy ono tylko i wyłącznie do lokalizacji skradzionych pojazdów. Działa w oparciu o technologię radiową, przez co umożliwia odnalezienie samochodu również w podziemnych garażach, tunelach i metalowych kontenerach, a to nie zawsze jest możliwe w przypadku systemów opartych o GPS. Co ważne, urządzenie to ma własne zasilanie, więc jest w pełni niezależne od instalacji elektrycznej samochodu. Cena - 900 złotych netto za moduł i 75 złotych netto za miesięczny abonament.
Jeżeli zależy nam zarówno na kontroli kierowców, jak i ochronie samochodu, powinniśmy skorzystać na przykład z oferty firmy Impel. Do standardowego urządzenia monitorującego flotę dołączony może być moduł współpracujący z systemem alarmowym. Dzięki temu, właściciel i agenci ochrony są informowani o każdym uruchomieniu alarmu. Aby korzystać z takiej ochrony, nie trzeba kupować urządzenia. Firma oferuje bowiem ich dzierżawę za 60 złotych netto miesięcznie.
Miłosz Cieszyński
Źródło:
