Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Małe też bywa rentowne

06:00 02.10.2008

Panuje powszechne przekonanie, że tylko efekt dużej skali i wykonywanie 2-3 milionów badań rocznie gwarantuje laboratorium diagnostycznemu odpowiednią rentowność i zysk pozwalający na inwestycje. Zdarza się jednak, że przy mniejszej skali badań, ale zachowaniu szerokiego ich zakresu i wyposażeniu laboratorium w nowoczesny sprzęt, zakład wychodzi na swoje i nie liczy strat. I to bez względu na status prawny - publiczny czy niepubliczny.

Już jak truizm brzmi stwierdzenie, że rodzimy rynek laboratoriów jest rozdrobniony - jest u nas bowiem zarejestrowanych ponad 2200 laboratoriów różnej wielkości, o różnych zakresach laboratoryjnych badań diagnostycznych. Niewiele jest tak naprawdę dużych laboratoriów, wykonujących powyżej miliona badań rocznie. Są to laboratoria działające przy klinikach, szpitalach wojewódzkich, no i oczywiście sieci diagnostycznych laboratoriów komercyjnych.

Rzadko na zewnątrz

Większość stanowią pracownie funkcjonujące jako niezależne niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej lub jako część publicznego lub niepublicznego ZOZ-u. Wykonują na ogół w ciągu roku kilkaset tysięcy badań różnego rodzaju - podstawowych, specjalistycznych, głównie we własnym laboratorium. Rzadko, jak sami przyznają ich szefowie, zlecają badania podwykonawcom.

Beata Przygoda, założyciel i kierownik Laboratorium Diagnostycznego w Żurominie (z siedmioma filiami w terenie, m.in. w Rypinie, Żychlinie i Sierpcu, Płocku, Toruniu), twierdzi, że jedynie badania rzadko zlecane przez lekarzy przekazują do wykonania w Laboratorium Synevo w Warszawie.

Podobną strategię przyjął dr Rafał Sporek - koordynator w Zakładzie Diagnostyki Laboratoryjnej SP ZOZ w Suchej Beskidzkiej, gdzie w tzw. centralnym laboratorium wykonuje się praktycznie wszystkie badania, a jedynie, podobnie jak w Żurominie, te rzadko zlecane przez lekarzy są robione w laboratorium zewnętrznym.

Średniacy, wykonujący po kilkaset tysięcy badań rocznie, starają się mieć możliwie szeroką ofertę, aby sprostać konkurencji, a przede wszystkim nie wypaść z gry.

System zintegrowany

Wygląda więc na to, że mniejsze laboratoria podjęły rzuconą przez potentatów rękawicę. Przyjęły również efekt skali - na swoją miarę - jako warunek rentowności.

- O rentowności decyduje rzeczywiście efekt skali i właściwa jakość badań wykonywanych na dobrym sprzęcie, z wykorzystaniem dobrych odczynników, a my takich używamy - mówi Beata Przygoda. - W laboratorium w Żurominie przyjmujemy dziennie ponad 1000 pacjentów. Dla każdego wykonujemy 3-4 badania. A mamy jeszcze w swojej sieci inne laboratoria - m.in. Płock i Toruń - które mają dziennie ok. 200 zleceń. Żeby wszystko odbywało się w systemie zamkniętym, zapewniamy próbówko-strzykawki, a jeśli pacjent robi u nas zestaw badań, oszczędzamy na strzykawce i na próbówce. Żeby zrobić 10 badań, nie trzeba pobierać krwi do kilku próbówek, jeśli do nas trafia zlecenie na wszystkie wskazane przez lekarza badania.

Zintegrowany system diagnostyki laboratoryjnej obowiązuje wszędzie i przynosi oszczędności. Dr Rafał Sporek zaznacza, że system integruje badania z różnych zakresów: - Integruje przy tym nie tylko parametry, ale i pracownie, np. my połączyliśmy dwie pracownie - immunologiczną i biochemii klinicznej, tworząc jedną. Obsługuje je analizator, który z "jednej kropli" krwi może przeprowadzić panel badań z zakresu immunologii, biochemii klinicznej, jak również określić niektóre parametry krytyczne, np. jonogram - stężenie potasu, sodu, chlorków - mówi dr Sporek.

W suskim laboratorium funkcjonuje też specjalny system wykonywania badań pediatrycznych oraz pacjentów w ciężkich stanach klinicznych, mających powikłania (zrosty naczyń) po częstych wkłuciach. Stąd stosują mikrometody, które pozwalają na pobranie materiału z palca bądź z żyły, ale w ilościach minimalnych. Zastosowanie takich mikrometod stało się możliwe, gdy laboratorium zostało wyposażone w analizatory do ich wykonywania.

- Żeby pozwolić sobie na zakup takiego analizatora, trzeba wykonać wiele badań - przyznaje Beata Przygoda. Niewątpliwie, skoro analizatory kosztują od 400 tys. do 1,5 mln złotych...

Wychodzą na swoje

W Żurominie nie narzekają na rentowność. Zawsze mogłoby być lepiej, ale - jak twierdzi Beata Przygoda - udaje się wygospodarować coś na rozwój. - Staramy się 80% środków przeznaczać na inwestycje w firmie - mówi Przygoda. - Na przykład w ciągu ostatnich dwóch lat założyliśmy przy laboratorium gabinety lekarzy specjalistów. Ginekolog robi badania USG, a laboratorium badania wykrywania wad wczesnych płodu. Zawsze różnimy się czymś od konkurencji miejscowej - podkreśla nasza rozmówczyni. Laboratorium ma umowy na wykonanie usług laboratoryjnych z ok. 250 lekarzami z publicznych i niepublicznych placówek. Jeśli lekarz wyśle pacjenta do laboratorium w Żurominie, ma robione badania w ramach NFZ. W efekcie 80% stanowią badania refundowane, resztę - zlecane przez prywatnych pacjentów.

Casus Suchej Beskidzkiej

Zakład Diagnostyki Laboratoryjnej ZOZ Sucha Beskidzka - doinwestowany, rentowny - to skutek prawdziwej rewolucji przeprowadzonej w ramach Zespołu Opieki Zdrowotnej Sucha Beskidzka. Zlikwidowano cztery pracownie i pozostawiono zakład centralny diagnostyki laboratoryjnej, natomiast w satelitarnych miejscach, gdzie kiedyś były laboratoria, stworzono punkty pobrań. Efekt? Mniejsza powierzchnia użytkowa do utrzymania, niższe koszty, ale i "cięcia personalne", choć nie tak dramatyczne w skutkach dla ludzi. Osoby, które mogły - odeszły na emeryturę. Część personelu dostała dodatkową pracę, np. kierowcy jeżdżącego do punktów pobrań po próbki do badania w Zakładzie Diagnostyki Laboratoryjnej w Suchej Beskidzkiej i dowożącego wyniki badań. Notabene wyniki te wcześniej trafiają do punktów pobrań drogą internetową. Wszystkie placówki bowiem łączy system informatyczny. Wynikiem tej całej rewolucji - skupienia badań w jednym miejscu i obniżenia kosztów działalności operacyjnej - była poprawa rentowności laboratorium. Rafał Sporek, zarządzający ZDL, liczy skrupulatnie koszty pojedynczego badania. Uważa je za bardzo ważne. W końcu konkurencja czuwa.

Nie ma róży bez kolców

Wydawałoby się, że zarówno laboratorium prywatne, takie jak w Żurominie, jak i ZDL ZOZ w Suchej Beskidzkiej, działają według takich samych reguł rynkowych - inwestują, liczą koszty i zyski. Różnica statusu prawnego laboratorium w Żurominie i w Suchej Beskidzkiej sprawia jednak, że Beata Przygoda nie ma na karku związków zawodowych, mających odmienne priorytety np. w kwestii inwestycji, z racji chociażby innych zadań, do których takie związki są powoływane.

Rafał Sporek już taką związkową presję odczuwa, co nie ułatwia mu działania jako zarządcy.

- O pracy i jakości badań w laboratorium obecnie decyduje automatyzacja, komputeryzacja - przyznaje dr Sporek. - Człowiek jest pomocnikiem sprzętu, monitoruje badania, kontroluje ich wykonanie przez automaty. W nowoczesnym zakładzie jest bardzo mało manualnych czynności. Tymczasem trudno było przekonać ludzi do konieczności przesunięcia ciężaru inwestycji z wynagrodzeń pracowników na sprzęt laboratoryjny, odpowiednią klimatyzację, która zapewnia bezawaryjną pracę urządzeń.

Współczesne analizatory mają czujniki temperatury i powyżej temperatury pokojowej blokują się, co oznacza, że badanie nie zostanie wykonane. Są laboratoria, które klimatyzacji nie mają i personel analizatory okłada lodem dla utrzymania temperatury, przy której aparatura nie wyłączy się. Inni z kolei robią badania w nocy, gdy robi się chłodniej.

Sztuka współistnienia

Bez względu na status prawny, średnie i małe laboratoria czują na plecach oddech konkurencji. Beata Przygoda uważa, że każdy może znaleźć miejsce na rynku, ale jest pęd do globalizacji.

- Otrzymaliśmy nawet propozycję fuzji ze strony Synevo i Diagnostyki. Zdajemy sobie sprawę, że trudno jest utrzymać się na rynku i nie wiemy, czy sami będziemy w stanie to uczynić. Na razie staramy się układać współpracę z dużymi firmami przyjacielsko i nie wchodzić sobie w drogę. Samo zainteresowanie nami przez wielkie sieci świadczy jednak o tym, że jesteśmy dobrze postrzegani na rynku - podkreśla Beata Przygoda.

Rafał Sporek nie ukrywa, że jego zakłady pojawiają się w miejscach, w których obok statywu próbówek ZDL Sucha Beskidzka stoi statyw z próbówkami konkurencji, ale to nie przeszkadza w funkcjonowaniu na rynku, jeśli konkurencja jest zdrowa, a działalność wszystkich graczy na tym rynku zapewnia dobrą jakość badań.

- W końcu nie tylko pieniądz się liczy - zauważa Sporek. - Zdarza się jednak, że niektóre laboratoria oferują usługi wręcz poniżej kosztów. Ale taka metoda ma krótkie nogi, jeśli jest oparta tylko na cenie i nie poparta dobrym poziomem usług.

Jak zwiadowcy

Opowieści o niewielkich, nierentownych laboratoriach, pracujących wyłącznie na zdezelowanym sprzęcie coraz bardziej odbiegają od rzeczywistości. Laboratoria wyszły z piwnic, gdzie były posadawiane ze względu na toksyczność, odczynniki. Zniknęły panie z pipetami, naciągające ustami materiał do badania. Wkroczyła automatyzacja i naprawdę dobre analizatory. Jakość testów jest dziś nieporównywalna z osiąganą dawniej. W związku z tym nawet niewielkie laboratoria mogą wnieść do klinik naprawdę sporo wiedzy analitycznej.

- Diagnostyka jest trochę jak zwiad w wojsku, jeśli dobry, to już jest połowa zwycięstwa - zauważa filozoficznie dr Sporek. - Tylko żeby nie było, jak u Napoleona, który powiedział, że aby zachować armię, trzeba czasami poświęcić zwiad... - żartuje.

Dla Rafała Sporka diagności to zwiadowcy, skoro wyprzedzają o wiele lat objawy kliniczne i informują np. o wadach genetycznych. - Podobna sytuacja jest z markerami nowotworowymi, o czym wiem z praktyki - mówi Rafał Sporek. - Zdarza się, że tomografia jest ujemna, rezonans również, a z markerem nowotworowym u chorego coś się dzieje.

Dr Sporek wierzy w rozwój rynku badań laboratoryjnych i - jak podkreśla - w mądrość świata medycznego, który jeśli będzie przekonany do wiarygodności wyników testów, na pewno zleci ich wykonanie.

Zapowiedź gry rynkowej

Rynek usług diagnostyki laboratoryjnej, coraz bardziej doinwestowany, zmienia się błyskawicznie. I niewątpliwie będzie się rozwijał, zwiększając nakłady na inwestycje.

Jak na całym świecie, także w Polsce za kilka lub kilkanaście lat wyłoni się w pełni ukształtowany obraz rynku diagnostycznych usług laboratoryjnych. Można jednak spodziewać się, że podobnie jak na całym świecie, wspomniany pęd do globalizacji zrobi swoje. Na sukces mogą zatem liczyć mocne koncerny tworzące sieci, ale pozostanie też miejsce i dla mniejszych laboratoriów, które będą działały wedle wszelkich przyjętych dla tej branży standardów. Przygotowują się do tego skrzętnie i na pewno łatwo nie oddadzą pola. Pierwsze jaskółki już są.

Sabina Augustynowicz
Źródło: Rynek Zdrowia
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy