Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Zakupy w Pekinie

13:29 03.10.2008

Nie jechać w ciemno

Żeby gdziekolwiek robić zakupy trzeba zorientować się nie tylko co, ale i za co kupować.
Przed wyjazdem do Chin skontaktowałam się więc ze specjalistą, który uświadomił mi, co następuje: "Walutą chińską jest pieniądz ludowy - Renminbi (RMB), którego podstawową jednostką jest 1 yuan (1 yuan = 10 jiao, a 1 jiao = 10 fen). Przelicznik w stosunku do dolara: 1 USD = 7 Y. Wymiana możliwa jest na przejściach granicznych, na lotniskach międzynarodowych, w niektórych oddziałach Banku Chińskiego i w hotelach. Popytałam wśród bywalców i do swoich notatek dodałam tę:
"Istotnym problemem są fałszywe banknoty, których na rynku jest mnóstwo. Pieniądze prawdziwe posiadają znak wodny i są jakby wyblakłe. Zdarzają się jednak banknoty fałszywe mające znak wodny, mimo to można je poznać po mniej wyraźnych liniach, intensywniejszych kolorach, często są nierówno przycięte i gładsze, a papier, z którego są wykonane, strzępi się i rozwarstwia na brzegach. Fałszywych banknotów należy się wystrzegać, zwłaszcza wymieniając pieniądze na czarnym rynku.
Banknoty dolarowe nawet minimalnie zniszczone, zaplamione, naddarte itp. nie będą nigdzie przyjmowane, nawet w hotelach, warto więc zadbać przed wyjazdem o to, by nie miały żadnych skaz."
Konsument wyruszający na podbój Chin musi zdać sobie sprawę, że powierzchnia lądowa Chin liczy około 9 mln 600 tys. km. To największy kraj Azji. Terytorium Chin pod względem wielkości powierzchni znajduje się na trzecim miejscu na świecie po Rosji i Kanadzie. Tak więc trzeba zdecydować się, które miejsce będzie najatrakcyjniejsze, chyba że mamy kilkadziesiąt lat wolnego czasu na zakupy. Ja tyle nie mam - wybrałam więc oczywiście Pekin.

Azjatycka stolica zakupów

Jeśli kogoś męczą duże, polskie kompleksy handlowe i inne tego typu kolosy; jeśli ktoś uważa że liczba ludzi, zgiełk i zamieszanie w dużych miastach są na dłuższą metę nie do zniesienia - powinien pojechać do Pekinu. Spędziwszy tam choćby kilka godzin (twardzi wytrzymają kilka dni, a nawet tygodni) wróci do tych samych polskich męczących miejsc i stwierdzi, że w porównaniu z ich azjatyckimi odpowiednikami są ciche, spokojne i jakby wyludnione. Pekin bowiem to ocean małych, ruchliwych i niesamowicie krzykliwych osób, które urodziły się chyba tylko po to, by zapełnić rynek konsumencki (w stolicy mieszka 12,5 mln ludzi) sobą oraz towarami. Jeżeli dodać do tego letni, czterdziestostopniowy upał i przerażającą wilgotność powietrza, można spokojnie uznać hobby polegające na robieniu zakupów w Pekinie za sport ekstremalny o podwyższonym ryzyku - polecam tym, dla których adrenalina to produkt poszukiwany.

Co?

Ponieważ byłam przygotowana na tę temperaturę, na przeludnienie, krzyki, zamieszanie oraz liczne próby oszukania mnie przy zamianie waluty, same zakupy w Pekinie były niemal jak cudowny sen na jawie. Pekin to raj dla poszukiwaczy handlowych przygód i dla poszukiwaczy handlowych rarytasów za bezcen. Trzeba mieć jedynie mnóstwo czasu i żelazne nerwy bądź flegmatyczne podejście do rzeczywistości. I z takim orężem rzucić się w bój zakupów: odwiedzić setki ogromnych domów handlowych i supermarketów, większych sklepów i malutkich sklepików, bazarów i maleńkich ryneczków...

Druga strona Chin

Choć z każdym dniem Pekin coraz mniej odróżnia się od wielkich aglomeracji Europy czy Ameryki, a główne ulice zajmują banki i centra handlowe i co przecznicę widać szyldy McDonald's lub KFC, to jednak zaraz za granicami wielkich aglomeracji naszym oczom ukazuje się nędza.
Również przechodnie na ulicach Pekinu wciąż wyglądają biednie i szaro. Co prawda mundurki rewolucji kulturalnej to rzadkość, ale wielu Chińczyków nosi niezgrabne kurtki i brzydkie buty, które za grosze można kupić w państwowych supermarketach. Tymczasem w sklepach ekskluzywnych, przy głównych ulicach, wcale nie brakuje eleganckich, zachodnich ubrań i dodatków. Problem w tym, że cena dorównuje ich urodzie - większości Chińczyków, ze względu na niskie zarobki, po prostu na to nie stać. Inna rzecz, że gust mieszkańców Państwa Środka nie zawsze pokrywa się z modą rodem z Paryża czy Mediolanu. Przede wszystkim, kobiety rzadko chodzą w spódnicach. I nie wiąże się to tylko z faktem, że w spodniach wygodniej jeździć na rowerze. Chińczycy, mimo ciepłego klimatu, niechętnie odsłaniają ciało. Turyści z Europy paradują w szortach i bluzkach na ramiączka, a tubylcy nie zdejmują kurtek z długimi rękawami. I jeśli nawet uda się komuś spotkać Azjatkę w spódnicy, to na pewno nogi będzie kryła za grubymi, opadającymi w "obwarzanki" rajstopami. Kto wie, może łączy się to z tradycją "złotych lilii"? Tak nazywano dawniej malutkie, krępowane od dzieciństwa stópki chińskich dam. Okaleczone nogi, po wyjęciu z trzewika wyglądały potwornie. Może dlatego Chinki nie chcą pokazywać bosych stóp? (mk)
Warto mieć plan, by nie oszaleć. Warto też wiedzieć, że sklepy zwykle otwierane są około 9.00, a zamykane między 19.00 a 21.00 (niedziela nie jest świętem dla handlarzy). Oprócz tego trzeba umieć oddzielić ziarno od plew, a tych plew wśród chińskiego towaru jest niestety sporo. I chociaż niewątpliwie ceny są atrakcyjne (nawet mimo że biała skóra klienta powoduje dwukrotny skok cen), to jakość chińska wciąż nie jest synonimem solidności, trwałości i doskonałości. Dlatego w Chinach warto kupować nie to, co tanie, ale to, co tradycyjnie chińskie: antyki, porcelanę, jedwab, wyroby rzemieślnicze (cudownie rzeźbione i malowane meble), biżuterię, dywany i kilimy na ścianę, wyroby z nefrytu, przepiękne obrazy (malowane na zwojach papieru i jedwabiu), a także instrumenty muzyczne: bębenki, flety bambusowe, okaryny oraz bardziej kosztowne instrumenty strunowe. No i oczywiście herbatę.

Gdzie?

Teraz konsumencki plan miasta: cztery główne ulice handlowe to: Wangfujing, Xidan, Xisi i Qianmen. Tradycyjne towary można kupić na bazarach. Liulichang, Friendship Store, Xiushujie (tzw. Silk Market), najbardziej znane sklepy z porcelaną mieszczą się przy Qianmen Dajie, natomiast współczesny rynek spożywczo-warzywno-owocowy, gdzie można również kupić wiele tanich produktów użytkowych, to Hongqiao wzdłuż północno-wschodniego muru Świątyni Nieba (ulice Tiantan Donglu i Tiyuguan Lu) oraz godne polecenia targowisko w Erlian. Sklepy muzyczne znajdują się przy ulicach Nanxinhua i Andingmennei Dajie oraz jej przecznicy biegnącej do świątyni Konfucjusza. Warto odwiedzić również sklepy przy Wanfujin 231 i Qianmen 102. Co do herbaty, to kupić ją można wszędzie - spora część sklepów to te tylko z herbatą. Dla obytego z czarną herbatą Polaka na pewno ciekawostką będzie herbata czerwona, a sporym zaskoczeniem fakt, że zielona herbata, coraz bardziej popularna w naszym kraju, występuje tu co najmniej w kilkudziesięciu rodzajach (ta z jaśminem jest najlepsza). Herbaciane sklepy oferują nie tylko listki, ale także wszystko, co potrzeba do ich zaparzania, podawania i spożycia. Tu cena zależy nie od sprytu sprzedawcy, ale od jakości towaru (rzadkość w tym kraju), dlatego waha się od kilku do kilkuset yuanów za w zależności od rodzaju herbaty.

Pies na deser

Opowieść o Chinach nie byłaby pełna bez wizyty w chińskiej restauracji. Ale - uwaga - czasem grozi to buntem żołądka. Choć gotowane na parze pierożki i szaszłyki z ośmiornicy wyglądają apetycznie, bezpieczniej pójść do restauracji, gdzie w akwariach (to gwarancja świeżości!) czekają na nas żółwie, ryby i kraby.
Tak naprawdę przy chińskim stole najbardziej zaskakują nie smaki, lecz odgłosy. Wszyscy naokoło głośno mlaszczą, siorbią, charczą, a nawet plują. Im reakcja bliższa natury, tym bardziej elegancka. Szczytem chamstwa jest natomiast zachodni zwyczaj wycierania nosa w chusteczkę i chowanie jej później do kieszeni. Tak brudne i "niezdrowe" zachowanie obrazi każdego biesiadnika.
Nieodłącznym elementem posiłku jest oczywiście herbata. A właściwie 1001 jej najróżniejszych gatunków: od klasycznej herbaty jaśminowej, przez "biała małpę" i "czarnego smoka", aż po herbatę z kwiatów chryzantem. Jej parzenie to cały rytuał. Liczy się zarówno kształt czajnika, jak i sposób nalewania napoju do szklanki (obraźliwy lub pochlebny dla gościa). Herbata to przykład, że w Chinach nic się nie marnuje. Po jej wypiciu fusy można zjeść, aby obniżyć poziom cholesterolu, albo wykorzystać je jako maseczkę na zmarszczki.
Kuchnia kantońska słynie z tego, że serwuje się w niej "wszystko co ma nogi, z wyjątkiem stołu, wszystko co lata, z wyjątkiem samolotów i wszystko co pływa, z wyjątkiem okrętów". Od insektów po szczury, psy i małpie móżdżki. W pozostałych regionach Chin najłatwiej jednak skonsumować pekińczyka na torcie. Cukiernicy specjalizują się bowiem w wykonywaniu figurek psów z białego, niesmacznego kremu. Klatki z przeznaczonymi na pożarcie psami wcale nie stoją na każdej ulicy. Zresztą, kto wie, może te najlepsze kąski Chińczycy ukrywają w swoich spiżarniach? (mk)
Gdy już za sobą mamy powiew tradycji z pekińskich bazarów, targów i sklepów specjalistycznych z instrumentami, porcelaną i jedwabiem czy herbatą, warto udać się do najsłynniejszego domu towarowego. To Dom Towarowy Przyjaźni przy Chang'anjie. Możemy tu uzupełnić nasze zapasy (chińskie medykamenty, czapki futrzane w mongolskim stylu, wszelkiego rodzaju biżuteria, wyroby z nefrytu i porcelana) i tym razem spędzić wiele godzin pod jednym dachem.

Za ile?

Jeśli chodzi o ceny, to wiele zależy od sprytu kupca, żyłki handlowej sprzedawcy, rodzaju towaru. Rzadziej od jego jakości. Generalnie wszystko jest dwukrotnie tańsze niż w Polsce, co oczywiście nie dotyczy na przykład antyków czy innych tradycyjnych wyrobów. Zawsze trzeba się targować chociaż - tak jak na całym niemal świecie - typowym miejscem do szarpania się o cenę jest bazar. Trudniej o to w większych sklepach, a niemal niemożliwe jest targowanie się w centrach handlowych.

Przed wyjazdem na zakupy do Pekinu weźmy sobie do serca te radę: Przy odrobinie szczęścia oraz sporej ilości zdrowego rozsądku, uprzejmości, cierpliwości i znajomości rzeczy można z Pekinu przywieźć naprawdę piękne, tradycyjne, wartościowe i oryginalne rzeczy nie zostając przy tym bankrutem. Natomiast spontaniczny wyjazd osoby nie umiejącej panować nad emocjami, podatnej na wpływ krzykliwego handlarza i będącej zwolennikiem "okazji cenowej" grozi rychłym przemęczeniem organizmu oraz powrotem z ogromną ilością bezwartościowych, taniuchnych, podrobionych pamiątek, które trudno potem nawet komuś sprezentować bez obaw o reakcję.

Więcej na: www.swiatkonsumenta.pl

Dagmara Babiarz
Źródło: Świat Konsumenta
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy