Reprywatyzacja: rekompensaty lepsze niż zadośćuczynienie
05:00
16.10.2008
Rozmawiamy z Wojciechem Katnerem z Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego
Pan profesor był współautorem jednego z poprzednich projektów ustawy reprywatyzacyjnej. Teraz w resorcie gospodarki powstała kolejna inicjatywa ustawodawcza. Jak pan ocenia ostatnie propozycje ministerstwa?
- Dobrze, że ten projekt w ogóle powstał, choć jest to jeszcze raczej szkic. Polska kompromituje się w międzynarodowych trybunałach brakiem stosownej ustawy w tym zakresie. Co więcej, jej brak dużo nas kosztuje. Wreszcie, wygrywają w sądach sprytni, często niby byli właściciele i spadkobiercy, którzy mają wątpliwe dowody i pieniądze na procesy.
Czy to nie za ostro powiedziane?
- Pewnie, że ostro, ale co można rzec w sytuacji, w której nie ma od 20 lat oczekiwanej regulacji, a praktyka pokazuje to, co powiedziałem.
Kto będzie niezadowolony z rozwiązań ustawy?
- Niezadowolone będą osoby wyłączone z możliwości otrzymania zadośćuczynienia. Także ci, którzy liczyli, że otrzymają 100 proc. wartości utraconych nieruchomości i że nieruchomości będą zwracane przez państwo. Niezadowoleni będą również wspólnicy spółek handlowych i ich spadkobiercy.
Dlaczego, pana zdaniem, ruchomości zostały wyłączone z przepisów ustawy?
- Dlatego, że trudno przeprowadzić dowód własności ruchomości po upływie 50 lat oraz ze względu na wielkie koszty takiego rozwiązania.
Jakie pan ma krytyczne uwagi do projektu?
- Przede wszystkim razi mnie tytuł. Znacznie mądrzej jest mówić o rekompensatach, gdyż prawnie nie ma z tym terminem kłopotów. Natomiast zadośćuczynienie użyte w tekście ustawy jest bardzo ryzykowne. W kodeksie cywilnym występuje ono jako postać odszkodowania za szkodę niemajątkową, czyli krzywdę, zaś w art. 1 projektu mówi się o zadośćuczynieniu za szkodę majątkową. Chodzi wszak o zrekompensowanie szkody, za którą nie można przyznać pełnego odszkodowania.
A co jest godne w tym projekcie poparcia?
- Zwięzłość regulacji. Podoba mi się konsekwencja ustawy i zakres podmiotowy oraz określenie, że prawo do rekompensaty jest niezbywalne, a jednocześnie dziedziczne.
Czy ustawa załatwia problem roszczeń niemieckich w kwestii ziem pozostawionych w Polsce po II wojnie światowej? Jako rekompensatę przewidziano wyłącznie formę pieniężną. Czy słusznie? Jak państwo jest przygotowane finansowo do wypłat? Czy droga dochodzenia do uzyskania wypłaty jest jasna? Kiedy minister skarbu państwa będzie mógł wydać przewidywane ustawą obwieszczenie, informujące jak wiele osób zgłosiło wnioski i jak duże są roszczenia? Kiedy ustawa ma szansę wejść w życie?
Rozmawiała Katarzyna Żaczkiewicz
Więcej: Gazeta Prawna 16.10.2008 (203) - str. 13
Źródło:
