Ostatnia szansa na tanie auto
10:13
24.10.2008
Do wyprzedaży dopinguje też słaby złoty, bo producenci mają w zapasach auta zamawiane przy kursie euro rzędu 3,2-3,3 i teraz muszą szybko się ich pozbyć, żeby sprowadzić nowe, już droższe.
Praktycznie nie ma już koncernu, który nie wprowadziłby korekty w swoim cenniku. W tym tygodniu na taki ruch, jako jeden z ostatnich producentów, zdecydował się koreański SsangYong.
- Tniemy ceny mimo słabej złotówki, bo konkurencja jest ostra - mówi Aleksandra Granat z SsangYong Polska. - Rozliczamy się w euro, ale ryzyko kursowe bierzemy na siebie. Klient nie ponosi żadnych dodatkowych kosztów związanych ze skokiem ceny walut - podkreśla Granat. Pierwsze efekty korekty cenników w salonach już widać.
- Po wrześniowych obniżkach cen ruch w naszych krakowskich salonach (Ford, Nissan i Suzuki) oraz liczba zamówień wyraźnie wzrosły - mówi Andrzej Trawka, dyrektor regionu małopolskiego Polskiej Grupy Dilerów kontrolującej ok. 2 proc. rynku sprzedaży nowych aut w Polsce.
- Ponieważ waluty wyraźnie ostatnio podrożały, a ceny samochodów zostały ustalone przy niskim kursie euro, wzrosła atrakcyjność zakupu nowego samochodu w porównaniu z zakupem używanego samochodu z importu - podkreśla Trawka.
Na tym nie koniec. - W najbliższych tygodniach możemy oczekiwać kolejnych obniżek cen samochodów w salonach - uważa Leszek Lerch, ekspert branży motoryzacyjnej z firmy Ernst & Young. - Dilerzy muszą pozbyć się aut, które zamawiali, gdy koniunktura była zdecydowanie lepsza - podkreśla Lerch.
Kupno nowego auta to w tym momencie niezła inwestycja. Dzisiaj są one tańsze niż np. w Niemczech, a więc sytuacja jest odwrotna niż jeszcze latem tego roku, kiedy to bardziej opłacało się nabyć auto z importu. W gorszej sytuacji są potencjalni klienci Chryslera (właściciel marek Dodge i Jeep) oraz Jaguara.
Cenniki tych firm są bowiem wyrażone w euro. A to oznacza, że niektóre modele są droższe nawet o kilkanaście tysięcy złotych niż jeszcze kilka tygodni temu. Przykładowo, najtańsza wersja modelu Jeep Compass kosztuje teraz ok. 87 tys. zł (bez podatków), a jeszcze kilka tygodni temu cena netto wynosiła 78 tys. zł.
Niekorzystnie na dilerów wpływa też bessa na giełdzie. Część potencjalnych nabywców nowych aut trzymała bowiem oszczędności w funduszach akcji, więc przy stratach rzędu 40 proc. w skali roku prędzej wycofają resztę pieniędzy i wpłacą na konto, niż kupią kolejny samochód.
Wojciech Drzewiecki, ekspert branży motoryzacyjnej z Instytutu Branży Motoryzacyjnej, uważa, że gorsze nastroje konsumentów, drogie kredyty i słaba złotówka nałożą się razem i spowodują spadek zakupów aut w Polsce, a także sprowadzanych z Unii czy Stanów. Producenci aut już przygotowują się na ciężkie czasy - zmniejszają produkcję, redukują zatrudnienie i ograniczają inwestycje.
- W tej sytuacji koncernom może być trudno wprowadzać kolejne promocje w okresie stagnacji na rynku - podkreśla Drzewiecki. Instytut Samar zrewidował już prognozy sprzedaży nowych aut w salonach na ten rok z 340 tys. do 310 tys. A to oznacza to, że na wyprzedaże nie warto czekać do końca roku, bo najlepsze oferty pojawią się na przełomie października i listopada.
Tomasz Dominiak
Źródło:
