Kto jednak umocni na nim swoją pozycję, na długi czas zyskuje lojalnych klientów i sztywny popyt na swoje produkty.
Prowadzenie piekarni, która znana jest już klientom oraz posiada swoje
stałe miejsce na lokalnym rynku, nie jest już tak trudne. Przywiązanie
konsumenta do producenta, w przypadku zakupu pieczywa, jest niezwykle
wysokie. Mała naklejka z nazwą piekarni, naklejona na skórkę chleba,
potrafi zdziałać nie raz tyle, co wart setki tysięcy złotych
spot
reklamowy wyemitowany w godzinach szczytu w telewizji. Klucz do
efektywnego powodzenia piekarni tkwi w pierwszych miesiącach działania.
Jeśli w tym czasie nasze produkty zyskają uznanie sklepów i przede
wszystkim konsumentów, to można powiedzieć, że jest to już połowa sukcesu.
Zanim upieczemy pierwszy chleb
Zanim nasze pieczywo trafi na stoły, a przedtem do sklepu, musimy
znaleźć dla naszej piekarni odpowiednią lokalizację, wyposażenie oraz
kadrę pracowniczą. Zakładamy, że sami rozwieziemy upieczone w nocy
pieczywo, a więc konieczna będzie inwestycja we własny transport, np.
cztery samochody typu Lublin. Niezbyt odległe obrzeża większego miasta
pozwalają na sprawne dotarcie do punktów odbioru, a zarazem ograniczają
problemy związane z sąsiedzkimi skargami, na przykład na nocny hałas.
Dostosowanie powierzchni zakładu do norm dobrej praktyki produkcyjnej i
higienicznej (GMP, GHP) oraz standardów HACCP będzie się wiązało z
koniecznością wykonania wielu przeróbek w wybranym wnętrzu. Jak twierdzą
doświadczeni piekarze, optymalna powierzchnia na piekarnię to 300 m2, z
uwzględnieniem zaplecza sanitarnego i magazynów na surowce.
Największy wydatek, który wymaga szczególnej uwagi, to piec.
Cena nowego
waha się od 40 do nawet 100 tys. zł, co wynika przede wszystkim z
różnicy w mocy przerobowej. Znacznie mniejszy koszt to zakup urządzeń:
miesiarki do rozrabiania ciasta (2 tys. zł), krajalnicy (7 tys. zł) czy
dzielarki nadającej ciastu właściwy kształt i wagę (7 tys. zł).
Właściciel może wydać połowę mniej, kupując sprzęt używany. Najlepiej
zrobić to u piekarza, który wyprzedaje swoje urządzenia, lub poprzez
ogłoszenia umieszczane w fachowej prasie i na branżowych portalach
internetowych.
Większym problemem z pewnością okaże się znalezienie wykwalifikowanych
piekarzy. Absolwenci szkół zawodowych częściej wybierają pracę poza
granicami Polski niż zatrudnienie w zawodzie piekarza w naszym kraju.
Rozwiązaniem tej sytuacji są coraz częściej pojawiające się na portalach
internetowych oferty pracy dla piekarzy z Ukrainy.
Wchodzimy na rynek
Na początku najważniejszy dla piekarni jest test smaku, żeby
konsument
spróbował naszego pieczywa i polubił je. Wtedy mamy pewność, że
zapamięta markę na metce chleba. Piekarnia przestanie być anonimowa.
Zmiana upodobań i gustów klientów jest trudna, lecz nie niemożliwa.
Konsument zmienia przyzwyczajenia, ulega modzie, no i liczy pieniądze.
Przedsiębiorca w pierwszym etapie swojej działalności musi wkładać wiele
starań, żeby logo i nazwa piekarni przestały być czymś nowym i
nieznanym. Debiut na rynku piekarnianym oznacza początkowe obniżenie cen
swoich wypieków. Niskie ceny i darmowe próbki to sposób na pojawienie
się pieczywa na półkach sklepowych. Można oczywiście otworzyć własny
punkt sprzedaży, ale będzie się to wiązało z koniecznością zatrudnienia
sprzedawcy oraz kosztami utrzymania i wynajęcia lokalu.
Andrzej Jaziuk, właściciel piekarni w Tomaszowie Mazowieckim, miał
ułatwione zadanie.
- Moja piekarnia to efekt pracy trzech pokoleń. Wszystko zaczęło się od
dziadka, który po wojnie otworzył zakład, a następnie przekazał interes
synowi. Ze mną było podobnie. Po co miałem szukać innego zajęcia, skoro
obok domu stała wyposażona piekarnia i zawsze mogłem liczyć na pomoc ojca.
Piekarnia to nie zawsze sukces. Józef Stańczyk, do niedawna właściciel
piekarni, prowadzi obecnie zakład cukierniczy. Jego piekarnia nie
znalazła takiej luki na rynku, która pozwoliłaby mu skutecznie się
przebić. Mimo kilkuletniej działalności Stańczykowi nie udało się
znaleźć właściwej recepty na piekarniany sukces. Stosowane promocje oraz oszczędności nie były wystarczające, żeby zakład wyprzedził konkurencję i żeby inwestycja zaczęła się zwracać. Rozwiązaniem okazał się wypiek pączków i słodkich bułek, na które był większy popyt.
Przepisy, normy, zasadyOd 1 maja 2004 roku firmy sektora spożywczego zobligowane były do
wdrożenia systemu HACCP (Analiza Ryzyka i
Kontrola Punktów Krytycznych).
Składa się on z szeregu wytycznych obowiązujących w firmach
sprzedających i produkujących artykuły spożywcze. Pracodawca zobowiązany
jest do przestrzegania wszystkich przepisów, w przeciwnym przypadku
czekają go kary nałożone przez instytucje nadzoru sanitarnego. Wielu
przedsiębiorców traktuje HACCP jako niepotrzebną nadgorliwość
urzędników. Prawo jest jednak w tej sprawie nieugięte, tym bardziej że
dotyczy całej Unii Europejskiej. To samo prawo zmusza piekarzy do
utylizacji wszelkich zwrotów, które stanowią niekiedy nawet 10 proc.
produkcji. Nie ma już możliwości przerabiania zwróconego pieczywa na
bułkę tartą, zlikwidowano również pojęcie paszy gospodarczej. Mimo to
branża piekarska niesprzedany chleb i bułki przekazuje rolnikom,
oszczędzając tym samym na kosztach utylizacji.
Żeby w ogóle móc otworzyć piekarnię, właściciel musi uzyskać licencję w
najbliższym cechu rzemieślniczym. Może również wyrobić tam papiery
mistrza i odbyć kurs pedagogiczny. Pozwoli to właścicielowi samodzielnie
szkolić uczniów. Poza tym, jak przystało na własny biznes, musi dobrze
znać się na tym, czym zajmują się pracownicy. Jeszcze lepiej jest, jeśli
mamy podpisaną umowę z firmą BHP. Dzięki temu piekarnia zawsze będzie na
bieżąco z przepisami.
Niełatwy kawałek chlebaPiekarze, którzy z pokolenia na pokolenie zajmują się wypiekiem pieczywa, często opowiadają historię, kiedy to w czasach wojny cywile wymieniali w piekarni kilogram mąki za bochenek chleba. Pozostałością po tych czasach był często stosowany w PRL-u przelicznik: bochenek chleba
kosztował mniej więcej tyle co kilogram mąki. Dziś nie miałoby to sensu.
Jak tłumaczy Józef Stańczyk, kiedyś mąka faktycznie miała decydujący
wpływ na cenę pieczywa. Teraz to koszty pracownicze i ciągle rosnące
wydatki na paliwo i energię elektryczną w największym stopniu kształtują
cenę bochenka.
Zakład piekarniczy to najczęściej
praca w cyklu całodobowym, gdzie
oczywiście sam wypiek ma miejsce bladym świtem. W tradycyjnej piekarni
chleb wyrabia się na zakwasie chlebowym. Jest to tak zwany zaczyn, czyli niewielka ilość ciasta pozostawiona z poprzedniego wypieku. Wyrób takiego chleba wymaga innych, dłuższych procesów technologicznych, niż te stosowane przy produkcji tańszego pieczywa sprzedawanego głównie w supermarketach. Dlatego pieczywo wypiekane metodą tradycyjną jest
droższe, a przy tym pozbawione chemicznych ulepszaczy, dzięki czemu
dłużej pozostaje świeże.
Jak podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej,
spożycie produktów zbożowych maleje. Szansą dla piekarń jest
urozmaicanie swojego asortymentu o nowe, atrakcyjniejsze produkty.
Dlatego Polska
Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przewiduje na lata
2007-2013 kwotę w wysokości 67 mld zł z przeznaczeniem na inwestycje w
branży gastronomicznej, m.in. w piekarniach. Wnioskodawcy mogą otrzymać
zwrot nawet 60 proc. wydatków poniesionych na założenie bądź rozbudowę
piekarni. Dofinansowanie w takiej wysokości to spory zastrzyk gotówki.
Kryteria przyznawania pieniędzy są różne w zależności od województwa, w
którym piekarnia działa. Innym sposobem na zwiększenie zysków jest
sprzedaż obwoźna. Wymaga ona jednak spełnienia dodatkowych norm
związanych z transportem pieczywa.
Analiza zlecona przez Komitet Badań Naukowych mówi, że głównym
zagrożeniem dla branży jest szara strefa, brak spójności wewnątrz
sektora oraz zmiana nawyków żywieniowych Polaków. Dwie pierwsze
przeszkody w rozwoju branży trudno będzie zwalczyć. Warto zastanowić się
jednak nad promocją tradycyjnego polskiego pieczywa, przeprowadzoną na
wzór promocji miodu i ryb. Efektem takich działań może być, jeśli nie
zwiększenie spożycia produktów spiżowych, to przynajmniej zahamowanie
jego spadku. Nawet i bez tego dobrze zarządzana piekarnia będzie
potrafiła na siebie zarobić.
Daniel Wilk (miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING)
Zakładamy piekarnię
Koszty inwestycji
remont budynku/pomieszczenia
o minimalnej powierzchni 300 m2:
40 tys. zł
piec cyklotermiczny wraz
z niezbędnymi akcesoriami
(palnik, kable): 60 tys. zł
maszyny (krajalnica, pojemnik na drożdże, miesiarka do rozrabiania
ciasta): 20 tys. zł
Razem: 120 tys. zł
Koszty miesięczne
koszty mediów (woda, prąd): 1,5 tys. zł
olej opałowy/gaz: 2,5 tys. zł
koszt użytkowania 4 samochodów:
6 tys. zł
1000 kg mąki x 25 dni w miesiącu
x 1,2 zł: 30 tys. zł
drożdże, sól, ulepszacze: 2 tys. zł
10% zwrotów dostarczonego pieczywa: ok. 8,1 tys. zł
reklama, promocja: 1 tys. zł
środki czystości: 1 tys. zł
koszty eksploatacji: 3 tys. zł
koszty obsługi BHP (umowa z firmą BHP): 500 zł
6 pracowników: 12 tys. zł
Razem: 67,6 tys. zł
Spodziewane przychody
1500 bochenków chleba 0,6 kgx 1,5 zł x 25 dni: 56,25 tys. zł
2000 bułek x 0,25 zł: 500 zł
produkcja przez 25 dni w miesiącu: 12,5 tys. zł
1000 bułek słodkich x 0,5 zł: 500 zł
Produkcja przez 25 dni w miesiącu: 12,5 tys. zł
Razem: 81,25 tys. zł
Spodziewane dochody
81,25 tys. zł minus 67,6 tys. zł
Dochód przed opodatkowaniem
13,65 tys. zł przed opodatkowaniem
Nie ponosimy odpowiedzialności za przedstawioną symulację - sugerujemy
wykonanie własnego biznesplanu dla konkretnych warunków biznesowych.