BMW Sauber wraca na razie do korzeni. Bolid, którym Robert Kubica ruszył na Circuit de Catalunya, to taka wersja retro tego, w którym zajął w minionym sezonie czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej.
Najbardziej widoczna zmiana nadwozia to podniesienie nosa. Teraz jest on bardziej płaski w porównaniu z poprzednią wersją, a zdobi go szersze i nieco uproszczone przednie skrzydło. Z przodu zniknęły wszystkie wąsy regulujące opływ powietrza.
Przebudowano też inny ważny element aerodynamiczny bolidu: tylny płat dociskowy. Ten zaprezentowany w Barcelonie jest wyższy i węższy od poprzedniego. W efekcie docisk bolidu zmniejszył się o blisko 40 procent w porównaniu z poprzednimi parametrami.

To pierwsza wersja maszyny w tym teście. Efekt finalny poznamy 20 stycznia przyszłego roku w Walencji. Znacznie ciekawsze jest to, co kryje się pod maską nowej maszyny. BMW już sprawdza system odzyskiwania energii - KERS.
Kubica przyznaje, że to może być niekorzystne dla kierowców o jego budowie fizycznej (jest stosunkowo wysoki i ciężki jak na kierowcę). Pierwsze sprawdziany pokazują jednak, że polski mistrz Formuły 1 radzi sobie całkiem nieźle z dodatkowym balastem.
Wprawdzie w poniedziałek rano jego bolid stanął w alei serwisowej, ale po krótkiej naprawie krakowianin wrócił do pracy i przejechał przed południem 36 okrążeń. Miał najlepsze wyniki z wszystkich zespołów, które do Barcelony przywiozły bolidy z nową aerodynamiką.
McLaren koncentrował się jednak na systemie KERS. Z kolei Ferrari miało aż dwa różne auta, jeden z balastem symulującym system odzyskiwania energii, drugi z nowym pakietem aerodynamicznym.
Być może nawet większe zainteresowanie niż bolidy BMW, Ferrari, McLaren wzbudzała maszyna Red Bulla. Powód był prosty - zasiadł w niej pięciokrotny rajdowy mistrz świata Sebastian Loeb. Francuz przejechał aż 44 okrążenia, a jego najszybsze kółko było gorsze od wyniku Kubicy o niecałe 1,5 s.
Oskar Berezowski