Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Ten system wymaga jednak wielu korekt

19:00 19.11.2008

Profesorskie grono specjalistów przedstawiło projekt nowelizacji Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym.

Od kilku miesięcy trwa środowiskowa dyskusja o potrzebie nowelizacji obowiązującej od 1 stycznia 2007 roku Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. W lutym br. władze Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej - organizacji mającej decydującą rolę opiniotwórczą w zakresie kształtowania prawnych rozwiązań dotyczących funkcjonowania systemu ratownictwa - przedstawiły 10 zastrzeżeń do tej ustawy. Zastrzeżenia te będą brane pod uwagę przez zespół powołany do prac nad poprawianiem naszego "ratunkowego" prawa.

Jak przekonywał profesor Juliusz Jakubaszko, prezes Towarzystwa, ustawowy zapis wyznaczający dopiero 2020 rok jako graniczny termin, do którego lekarze pracujący w systemie będą zobowiązani posiadać specjalizację z medycyny ratunkowej, jest przyjęty nazbyt asekuracyjnie.

- W karetkach systemu i w szpitalnych oddziałach ratunkowych nadal przez długie lata będą pracować lekarze innych specjalizacji, traktujący to miejsce pracy jako dodatkowe zajęcie. Tymczasem od nich oczekuje się przecież prowadzenia zaawansowanych procedur medycyny ratunkowej, które są możliwe do opanowania tylko poprzez częstą powtarzalność i wymagają posiadania głębokiej specjalistycznej wiedzy - przekonuje profesor.

Szybciej ku specjalizacji

To, co dla jednych jest mankamentem ustawy, dla innych stanowi jej plus... Wspomniany zapis był dyktowany opiniami dyrektorów pogotowia ratunkowego. Przekonywali, że w ich instytucji pracują doświadczeni lekarze, którzy zjedli zęby na udzielaniu pomocy w stanach nagłych - to po pierwsze, a po drugie - nie można wymagać od nich, aby robili specjalizację z medycyny ratunkowej, którą ukończą na kilka-kilkanaście lat przed odejściem na emeryturę.

Zwolennicy przesunięcia terminu, od którego lekarze systemu mieliby obowiązek podejmowania specjalizacji z medycyny ratunkowej, odpowiadają, że wobec części z nich można zastosować szybszą ścieżkę dochodzenia do specjalizacji, przyjmując właśnie doświadczenie jako jedno z kryteriów.

- Mnie posądza się o idealizm, a ja uważam, że wyznaczanie ponad 10-letniego terminu dostosowawczego dla lekarzy dziedzin pokrewnych, którzy zamierzają pracować w systemie, to nic innego, jak odsuwanie problemu w czasie - twierdzi profesor Jakubaszko.

Faktycznie, wynikiem takiego sformułowania wymagań stał się widoczny brak motywacji u lekarzy do podejmowania decyzji o specjalizowaniu się w dziedzinie medycyny ratunkowej. To jeden z powodów, ale wart rozważenia, skoro niemal wszyscy konsultanci wojewódzcy informują o niewykorzystanych miejscach rezydenckich i specjalizacyjnych. Towarzystwo Medycyny Ratunkowej chce, aby termin dostosowawczy dla lekarzy zatrudnionych w systemie był znacznie krótszy. W propozycjach zmian ustawowych pada nawet data: 31 grudnia 2011 roku.

Nadzór do poprawki

W projekcie przedstawionym do konsultacji Towarzystwo krytycznie odnosi się do corocznego obowiązku akredytowania szpitalnych oddziałów ratunkowych przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Ordynatorzy SOR odpowiadają na ankiety przesyłane przez jednostkę monitorującą - to warunek uzyskania kontraktu.

- W oparciu o taką ankietę niewiele można powiedzieć o jakości pracy oddziału, bo zawiera ona pytania o sprzęt i kadrę, a nie analizuje wyników - uważa profesor.

Autorzy uwag dodają, że "istnieją liczne inne mechanizmy akredytowania oddziałów, egzekwowania stawianych im wymagań i nadzorowania wykonywanych świadczeń". Według tej tezy, bardziej uzasadnione byłoby zapisanie w ustawie wymogu uzyskiwania przez szpitalny oddział ratunkowy akredytacji przyznawanej przez komisję specjalistów. Tak prowadzony nadzór merytoryczny sprzyjałby tworzeniu SOR-ów posiadających warunki do szkolenia specjalistów medycyny ratunkowej, co jednocześnie gwarantowałoby jakość systemu.

- Dzisiaj powstające oddziały ratunkowe w dużej mierze są słabe organizacyjnie i nie spełniają kryteriów oddziału kształcącego. Zamiast spisywać sprzęt, powinniśmy racjonalniej wydawać środki zarówno samorządowe, jak i NFZ, kierując je tam, gdzie istnieje możliwość utworzenia silnego SOR-u z odpowiednim zapleczem szpitala wieloprofilowego - stwierdza profesor Juliusz Jakubaszko.

Obecnie w kraju jest około 100 szpitalnych oddziałów ratunkowych, które zdobyły akredytacje nadzoru merytorycznego, czyli specjalnej komisji złożonej ze specjalistów powoływanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Według wspomnianych wcześniej recenzentów obowiązującej ustawy, nie zapewnia ona racjonalizacji i kontroli kosztów systemu. Zwracają uwagę na przesadnie, ich zdaniem, wysoką w stosunku do populacji liczbę zespołów ratownictwa medycznego, sięgającą 3 na każde 100 tys. mieszkańców województwa.

Liczba ta jest znacznie wyższa od wartości przyjętych w zachodnich krajach Unii. "Znając koszt rocznego utrzymania zespołu ratownictwa medycznego wynoszący od 800 tys. do 1,1 mln zł rocznie, należy przypuszczać, że utrzymanie takiej liczby ambulansów pochłonie cały budżet przeznaczony na ratownictwo medyczne" - czytamy w uwagach Towarzystwa dotyczących zmian ustawowych.

Warto zastanowić się nad tą uwagą, pamiętając powody, dla których przez rok gotowa już Ustawa o Państwowym Ratownictwie Medycznym nie weszła w życie w 2006 roku. Brakowało pieniędzy - wtedy grubo ponad miliard złotych. Potem, kiedy je zapewniono, zakontraktowano za nie ambulanse. - Te pieniądze wydano na zapewnienie gotowości karetek do wyjazdu, czyli na pomoc przedszpitalną, ale nadal nie ma dostatecznych środków na zapewnienie działalności szpitalnych oddziałów ratunkowych. NFZ nie płaci za procedury tam wykonywane, choć zakłada to ustawa. Obowiązują stawki ryczałtowe, które są zdecydowanie za niskie - przypomina profesor Jakubaszko.

NFZ nie płaci za procedury

W opinii architektów naszego nowoczesnego ratownictwa medycznego, jakim niewątpliwie są członkowie zarządu Towarzystwa, ustawa nie dostrzega kluczowej roli szpitalnych oddziałów ratunkowych w systemie i koniecznej odpowiedzialności państwa za ich liczbę i należyte funkcjonowanie jako docelowych ogniw systemu. Ta odpowiedzialność powinna, ich zdaniem, polegać na zagwarantowaniu budżetowego wsparcia gotowości SOR-ów 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu.

Proponują więc zapisanie w ustawie, że świadczenia opieki zdrowotnej udzielane przez szpitalne oddziały ratunkowe są finansowane także z budżetu państwa (podobnie jak działalność zespołów ambulansów).

- Inaczej ciągle będziemy mieli za mało oddziałów ratunkowych. Nowych powstaje coraz mniej, a niektóre z tych, które otwarto kiedyś, są teraz likwidowane, bo przynoszą szpitalom straty - stwierdza prof. Jakubaszko.

Według autorytetów medycznych, błędem jest, że ustawa tak naprawdę nie gwarantuje specjalistycznego nadzoru nad funkcjonowaniem systemu w fazie przedszpitalnej. W jej zapisach nie uwzględniono konieczności nadzoru nad samodzielnymi czynnościami wykonywanymi przez ratowników z podstawowych zespołów ambulansów, czyli nie posiadających w swym składzie lekarza.

Telemedycyna się kłania

Profesor Juliusz Jakubaszko przekonuje: - Lekarz dyżurny SOR czy pogotowia powinien mieć stałą łączność - w tym telemedyczną - z zespołem, co umożliwia przesyłanie danych o stanie pacjenta, konsultację przypadku i podjęcie szybkich, najlepszych z możliwych decyzji dotyczących podania leku czy przekazania do właściwego szpitala. Takich rozwiązań nie udało się upowszechnić. Ratownik może porozumieć się z dyspozytorem, ale to tylko namiastka procedury, której wprowadzenie postulujemy.

Wśród uwag do obowiązującej ustawy znajduje się i ta dotycząca wzajemnych proporcji liczby zespołów specjalistycznych i podstawowych pozostających w dyspozycji systemu w rejonie operacyjnym. Ustawa nie określa jednoznacznie konieczności zapewnienia podstawowego minimum liczby zespołów z lekarzem obsługujących dany rejon. Stąd sugestia specjalistów z Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, aby dysponent zespołów ratownictwa medycznego zapewnił odpowiednią liczbę zespołów specjalistycznych w ilości nie mniejszej niż 1/2 wszystkich zespołów ratownictwa medycznego działających na obszarze operacyjnym.

Piotr Wróbel

Źródło: Rynek Zdrowia
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy