Planowane przez rząd zwiększenie podatku akcyzowego na po raz pierwszy rejestrowane samochody z silnikami o pojemności powyżej 2 litrów spowoduje, że sprowadzane do nas ze Stanów Zjednoczonych nawet najtańsze auta podrożeją o co najmniej kilka tysięcy złotych.
W przypadku marek luksusowych ceny wzrosną jeszcze bardziej. Więcej też zapłacimy za najdroższe samochody w salonach. Podwyżkę akcyzy z obecnych 13,6 proc. do 18,6 proc. zakłada plan antykryzysowy przedstawiony przez premiera Donalda Tuska. A to oznacza, że auta o pojemności silnika powyżej 2 litrów będą objęte od stycznia 22-procentową stawką VAT oraz równie wysoką akcyzą. Ministerstwo Finansów liczy, że zmiana stawek akcyzy na auta spowoduje wzrost wpływów do budżetu o 170 mln zł w przyszłym roku.

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że taka podwyżka uderzy po kieszeni importerów aut z USA oraz rodzimych dilerów marek luksusowych. Zwłaszcza ci ostatni nie mają powodów do zadowolenia, bo praktycznie wszystkie sprzedawane przez nich auta mają silniki o dużych pojemnościach.
A to oznacza, że od nowego roku będą musieli podnieść ceny przynajmniej o kilka procent. - Od stycznia podwyżki cen są nieuniknione w związku z nieoczekiwaną zmianą stawek akcyzy na auta - mówi Grzegorz Szczypior, dyrektor centrum Infiniti w Warszawie.
Analitycy uważają, że to doprowadzi do spadku popytu na auta z silnikami powyżej 2 litrów. - W przyszłym roku udział samochodów z takimi silnikami może spaść poniżej 5 proc., jeśli chodzi o rynek nowych aut - prognozuje Wojciech Drzewiecki, ekspert branży motoryzacyjnej z firmy Samar.
Obecnie udział ten wynosi 6,3 proc. Podwyżki obejmą bowiem nie tylko auta z górnej półki. Wyższą akcyzą będzie objęta m.in. nowa Toyota Avensis w wersji produkowanej w zakładach w Wałbrzychu z nowoczesnym silnikiem diesla o pojemności 2,2 litra. Toyota, która wczoraj oficjalnie podała ceny nowego Avensisa, będzie je musiała zrewidować o kilka procent w górę dla wersji z tym właśnie silnikiem.
Zmiana stawek akcyzy odbije się też negatywnie na postrzeganiu Polski jako miejsca do inwestowania w branżę motoryzacyjną. - To nie jest dobry sygnał dla rynku, bo potwierdza opinię o jego nieprzewidywalności kraju, gdzie podatki rosną bez uzasadnionej przyczyny - podkreśla Drzewiecki. Niewykluczone nawet, że spadek sprzedaży doprowadzi do zmniejszenia zatrudnienia w salonach z luksusowymi markami.
Co ciekawe, Polska jako jedyna w Europie zwiększa podatki, jakie ma płacić branża motoryzacyjna. W innych państwach rządy szykują pakiety pomocowe skierowane specjalnie dla tego sektora gospodarki. W Niemczech pojawiły się nawet plany wykupienia Opla od borykającego się z problemami finansowymi koncernu General Motors. Oprócz pomocy poszczególnych krajów członkowskich Unia chce przeznaczyć 40 mld euro na pomoc dla fabryk i poddostawców w całej Europie.
Tomasz Dominiak