Japończycy przestali kupować nowe samochody
11:06
04.12.2008
W listopadzie sprzedaż samochodów osobowych, ciężarówek i autobusów spadła o 27,3 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, potwierdzając obawy, że Japonia stoi w obliczu największego załamania gospodarczego od II wojny światowej.
Sprzedaż samochodów jest bowiem uważana za jeden z najważniejszych wskaźników nastrojów konsumenckich w drugiej co do wielkości gospodarce świata.
Te szokujące dane z rodzimego rynku motoryzacyjnego nakładają się na równie ponure informacje o spadku eksportu samochodów. Japońskie koncerny samochodowe boleśnie odczuły załamanie rynku nowych aut w USA, Europie oraz w gospodarkach rozwijających się.
Szokiem dla wszystkich jest szybki spadek sprzedaży Toyoty czy Nissana w Rosji oraz Ameryce Południowej. A to nie koniec złych wiadomości. Spowolnienie w Azji oznacza, że przed kryzysem kapitulują również Chiny, czego nikt się nie spodziewał.
Spadek eksportu i sprzedaży sprawił, że na placach przy fabrykach aut zalega coraz więcej niesprzedanych samochodów. W ciągu kilku ostatnich miesięcy średni wzrost zapasów w Toyocie, Nissanie i Hondzie wyniósł 56 proc.
Japońskie giganty motoryzacyjne już gwałtownie obniżyły swoje prognozy na ten rok - w okresie obrachunkowym kończącym się w marcu przyszłego roku branża zanotuje prawdopodobnie najniższą sprzedaż od dziesięcioleci.
Dla pracowników tego sektora oznacza to tylko jedno - wzrost bezrobocia. Agencje pośrednictwa pracy w bastionie Toyoty, Nagoi są zasypywane podaniami. Tysiące brazylijskich imigrantów przybyły do Nagoi, by pracować w zakładach produkujących części dla Toyoty. Tysiące osób stoją w obliczu utraty pracy i zastanawiają się, czy zostać w Japonii, czy też zostawić wszystko i wrócić do Brazylii.
W japońskim przemyśle pracę tracą dziesiątki tysięcy ludzi, a to dopiero początek. Pierwszą ofiarą kryzysu padli pracownicy czasowi - potężna armia młodych ludzi zatrudnionych w ciągu ostatnich pięciu lat na przedłużanych co kilka miesięcy kontraktach.
Jakby tego było mało bez pracy zostają młodzi Japończycy, z których wielu wciąż mieszka z rodzicami. Do tej pory posiadali oni sporo gotówki i napędzali konsumpcję. Dzisiaj zaciskają pasa i desperacko próbują znaleźć nowe zajęcie. Nikt już nie ma wątpliwości, że kryzys finansowy zrobił potężną dziurę w realnej gospodarce.
Załamanie się sprzedaży samochodów i pustki w salonach dilerskich w całym kraju utrzymują się pomimo ogłoszonego przez rząd, wartego 30 mld dolarów pakietu ratunkowego dla gospodarki.
Problemy w branży samochodowej to niejedyny problem japońskiej gospodarki.
Giełda w Tokio z niepokojem czeka na dane o listopadowej sprzedaży w sieciach handlowych i sklepach z elektroniką, które mają być podane w ciągu najbliższych tygodni .
Tłum. TK
W czasie kryzysu nowe auta są tanie
Zalegające w magazynach auta zmusiły koncerny do drastycznych obniżek cen w salonach. Oto, co oferują u nas producenci z Japonii:
Toyota
Za japońskie auta zapłacimy nawet do 16 proc. mniej. Najtańsza Corolla kosztuje 56,3 tys. zł, czyli o 4,1 tys. mniej.
Nissan
Oferuje rabaty nawet do 25 tys. zł. Popularny Note jest tańszy o 1,4 tys. zł i kosztuje 43,5 tys. zł.
Mitsubishi
Na colta poprzedniej generacji można dostać nawet 5,2 tys. zł rabatu. Miejskie autko kosztuje teraz 34,8 tys. zł.
Mazda
Zamiast rabatów oferuje kredyt już od 0 proc.
Autor: Leo Lewis "The Times"
Źródło:
