Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Żywność na huśtawce

14:00 22.12.2008

Czy krowa, podobnie jak sportowiec, może bić rekordy? Okazuje się, że tak. Z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ) wynika, że przeciętna rodzima dójka odda w tym roku blisko 4,4 tys. litrów mleka miesięcznie - aż o 730 więcej niż na początku dekady. Ta skokowa poprawa mleczności jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynkowe. Na polską żywność i napoje od maja 2004 r. otworzył się bowiem rynek unijny, który liczy 450 mln konsumentów.

- Już na kilka miesięcy przed wstąpieniem do Unii ceny skupu mleka zaczęły dynamicznie rosnąć - mówi Waldemar Broś, wiceprezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich. - Działo się tak, gdyż mleczarnie rozpoczęły przygotowania do realizacji nowych kontraktów eksportowych. Wiadomo było, że wkrótce runą ostatnie bariery importu wyrobów mlecznych, jakie UE stawiała producentom zewnętrznym. W Polsce ceny skupu mleka wzrosły z blisko 72 zł za 100 litrów (bez VAT) w 2003 r. do 90 zł rok później, by w końcu 2007 r. dojść do 132 złotych. Czekając na otwarcie granic, kończyli przygotowania do zwiększonego eksportu hodowcy bydła i mleczarnie, modernizując się i przystosowując do sanitarnych norm unijnych oraz zdobywając certyfikaty systemów zarządzania jakością HACCP, GHP, GMP.

Hodowcy na unowocześnienie produkcji, w tym zakup lepszych genetycznie krów, wydali około 1,5 mld złotych; mleczarnie na poprawę przeznaczyły łącznie 2,5 mld złotych. I polskie sery żółte trafiły do krajów bogatych w tradycje serowarskie - Francji czy Holandii, masło do potentatów w jego produkcji - Danii i Niemiec, a mleko w proszku rozsypało się po świecie. - Jako branża wzorcowo wykorzystaliśmy przyznane nam środki z Sektorowego Programu Operacyjnego, a wcześniej z funduszu SAPARD - podkreśla Waldemar Broś. - Proces inwestycyjny trwa i dzięki temu wiele zakładów należy pod względem nowoczesności do czołówki europejskiej.

Sukces odniosła między innymi mleczarnia Spomlek z Radzynia Podlaskiego. Jej sery (Radamer, Bursztyn, Stary Olęder i Pavarti) trafiają na stoły konsumentów w kilkunastu krajach Europy. W ekspansji na Zachód wspiera firmę nie tylko technologia, ale i tradycja - pierwsze sery dojrzewające zaczęto tu wytwarzać już w 1617 ro- ku. To wówczas do swych dóbr w rejonie Sławatycz rodzina Leszczyńskich sprowadziła z Żuław potomków Holendrów, a dwieście lat później jeden z ówczesnych biznesmenów z rodu Zamojskich ulokował w majątku w Radzyniu Szwajcarów specjalizujących się w produkcji sera Chester. Dziś Spomlek osiąga blisko 40 proc. przychodów z eksportu swoich wyrobów. W porównaniu do 2003 r. spółdzielnia niemal podwoiła produkcję - zwiększając jej wartość ze 174 mln zł do 293 mln zł w ubiegłym roku.

Chcąc zaś sprostać rosnącej konkurencji, wydaje co roku na inwestycje od 8 do 15 mln złotych. - Chcemy wykorzystać fundusze przysługujące nam z unijnych środków przyznawanych w ramach SPO, więc w tym roku przeznaczymy na nowe przedsięwzięcia aż 36 mln zł - mówi Szczepan Skomra, prezes mleczarni Spomlek. Pieniądze posłużą zwiększeniu produkcji, jak i organizacji pierwszego w kraju laboratorium sensorycznego do kontroli jakości wyrobów.

Kiedy polskie zakłady spożywcze szykowały się do ekspansji, w tym samym czasie niektórzy politycy wieszczyli, że nasza gospodarka wkrótce się zawali. Rolnicy mieli moralne prawo nadstawiać ucha na takie głosy. Niemal od początku lat 90. import towarów rolno-spożywczych rósł znacznie szybciej niż ich eksport, co doprowadziło do wypierania produktów krajowych i trwałego deficytu handlowego w tym sektorze, który utrzymywał się od 1993 do 2002 roku. "Sytuacja uległa radykalnej zmianie z dniem członkostwa. Pierwsze lata były okresem niezwykle szybkiego wzrostu handlu zagranicznego, a Polska w bardzo krótkim czasie z importera netto artykułów rolno-spożywczych przekształciła się w poważnego eksportera netto" - piszą autorzy opracowania "Przemysł spożywczy w Polsce", które powstało przy współpracy ekspertów z ING Banku Śląskiego.

W branży mleczarskiej tylko w minionych czterech latach eksport wyrobów podwoił się. Polska awansowała na czwartego dostawcę mleka i serów w UE (po Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii). Na palcach jednej ręki można policzyć przykłady, w których to jeszcze dziedzinach odgrywamy tak znaczącą rolę gospodarczą. Zarazem i inne wyroby rolne skutecznie podbijały rynki unijne. Wody mineralne, wyroby tytoniowe, piwo i chmiel, przetwory mięsne czy tłuszcze roślinne zwiększały eksport średnio od 30 do 49 proc. rocznie. Dzięki obecności za granicą wyrosły potęgi grup rolno-spożywczych, jak: Mlekpol i Mlekovita, Sokołów i PKM Duda, Maspex, Agros Nova i Hoop.

Swoje polskie przyczółki rozbudowały zaś międzynarodowe koncerny tytoniowe, piwne, spirytusowe i konglomeraty, jak Nestlé, Mars czy Danone. - Rosnący dynamicznie eksport bez wątpienia przyczynił się także do poprawy wyników finansowych przedsiębiorstw - podkreśla Renata Dutkiewicz, dyrektor zarządzający sektorem spożywczym w ING Banku. Od 2003 r. średnia rentowność netto przemysłu spożywczego zwiększyła się z 1,8 proc. do 4,3 proc. w 2007 roku. Najwyższą osiągają producenci używek (wskaźnikiem 15,2 proc. może się pochwalić np. branża piwowarska), a najniższą (1,7 proc.) - przetwórstwo produktów roślinnych i firmy drobiarskie. Istotne jest jednak to, że od czterech lat wszystkie podsektory spożywcze mają wynik dodatni.

Fundamentalne znaczenie dla rodzimego rolnictwa i przetwórstwa spożywczego miało objęcie tej części naszej gospodarki regulacjami Wspólnej Polityki Rolnej, mechanizmami polityki handlowej i konkurencji. Dla samej wsi najbardziej istotne okazały się strukturalne programy rozwoju obszarów wiejskich. Z Unii Europejskiej płynie żywa gotówka, która z jednej strony zamieniana jest głównie na dobra inwestycyjne (według badań Pentora, otrzymane fundusze rolnicy w 53 proc. przeznaczają na środki produkcji), ale z drugiej strony - także na konsumpcję. Dzięki temu znika przepaść między wsią a miastem. Mimo to jest jeszcze wiele do zrobienia. Polski sektor spożywczy wciąż jest mocno rozproszony, dominują na nim niewielkie zakłady. Wielu eksporterów sprzedaje towary nie pod swoimi markami, gdyż nie ma środków na promocję i rozbudowaną logistykę.

Tyle że to nie wszystko. Rząd wciąż nie może zatwierdzić międzyresortowego programu wsparcia eksportu. Rozmowy na ten temat - jak podkreśla Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności - bez rezultatu toczą się już od półtora roku. Narzekają też rolnicy - budowa nowoczesnych gospodarstw farmerskich jest bardzo kosztowna i czasochłonna. To wielki problem.

Jak ocenia prof. Waldemar Michna z IERiGŻ, Polska ma około 215 tys. rozwojowych gospodarstw rolnych (na 2,6 mln istniejących), które zapewniają jej 70 proc. towarowej produkcji netto - a powinno być 500 tysięcy. - Dopłaty bezpośrednie pomagają mi zachować konkurencyjną produkcję i sprzedaż rocznie 400 tuczników - przyznaje Janusz Lech, rolnik ze wsi Purzec koło Siedlec, gospodarujący na 19 hektarach. - Ale koszty unowocześniania gospodarstwa i ceny środków produkcji są tak wysokie, że jestem niczym przepływomierz pieniędzy unijnych: co dostanę, zaraz wydaję na inwestycje.

Niewątpliwie ujemną stroną integracji z Unią Europejską był duży wzrost cen surowców rolnych. W ciągu zaledwie kilku miesięcy 2004 r. ceny produktów rolnych wzrosły średnio o 17 proc., potem był rok stabilizacji i nagle doszło do eksplozji - wszystko zaczęło drożeć w niespotykanym dotąd tempie. Na tę sytuację wpłynęły też uwarunkowania globalne, zwłaszcza zwiększony popyt na rynkach zbóż (w drugim półroczu 2007 r. ceny skoczyły aż o 35 proc.), a także produktów roślin oleistych i mleka (wzrost o 33 procent).

- Zdestabilizowało to rynek żywnościowy w Polsce, w tym szczególnie produktów wytwarzanych ze zwierząt karmionych paszami treściwymi; uruchomiona została spirala rosnących kosztów produkcji i przetwórstwa - komentuje prof. Jadwiga Seremak-Bulge z IERiGŻ. Wysokie ceny hamują wzrost spożycia żywności i napojów w kraju, ograniczają też przewagę konkurencyjną polskich produktów rolnych na rynkach zagranicznych. Najbardziej doświadczają tego zakłady mięsne. - Ceny mięsa wieprzowego w Polsce są już wyższe niż u głównych europejskich producentów - zauważa Andrzej Gantner. - Wciąż mamy do czynienia ze zbyt rozdrobnioną produkcją. Sprzyja to importowi wieprzowiny i cofa branżę mięsną na pozycje "wyjściowe".

Prezes giełdowego Indykpolu Piotr Kulikowski przyznaje, że mamy najdroższe w Europie zboża i pasze, a w konsekwencji - drogi żywiec. Ponieważ nie sprzyjają nam także kursy walut, polskie wyroby drobiarskie straciły przewagę konkurencyjną na rynku europejskim. Uwzględniając te i inne uwarunkowania (np. nadal ograniczony jest handel żywnością z Rosją, Białorusią i Ukrainą, nie przebijamy się na rynki azjatyckie), IERiGŻ prognozuje, że w tym roku eksport wyrobów rolno-spożywczych wytraci dotychczasową dynamikę, wzrastając niewiele ponad 5 procent. Zarazem pogorszy się, po raz pierwszy od 2004 r., dodatnie saldo wymiany towarowej tego sektora. Tymczasem Wspólna Polityka Rolna się zmienia.

Unia od czterech lat ogranicza produkcję żywności, gdyż... musiała zbyt wiele dopłacać do jej przechowywania i eksportowania. Już zmniejszono system dopłat bezpośrednich "do hektarów", przesuwając środki na ochronę obszarów wiejskich i środowiska. Do 2012 r. narodowe kwoty produkcji mają rosnąć, rok później dojdzie do ich zniesienia. Oznacza to, że polscy rolnicy na dobre się jeszcze nie rozsmakują w pełnym dobrodziejstwie instrumentów interwencyjnych obecnej unijnej polityki rolnej, gdy przyjdzie im działać w innych warunkach rynkowych.

Jak wynika z analiz Dyrekcji Generalnej Rolnictwa, sporządzonych przez francuski Instytut Ekonomii i Przemysłu (IDEI), wynikiem "miękkiego lądowania" i zmian po 2013 r. będzie najprawdopodobniej wzrost eksportu wielu produktów rolno-spożywczych oraz... spadek cen. Mimo to poprawi się efektywność przedsiębiorstw przetwórczych, ponieważ będą miały szanse większego przerobu. Tylko jakich firm i z których krajów? Tego cytowana analiza nie wyjaśnia. Można się domyślać, że z najlepszych i największych.

Piotr Stefaniak
Źródło: manager magazin
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy