Biuletyn

Aktualne informacje finansowe, gospodarcze oraz prawne wprost na Twój e-mail. Sam decydujesz o jego formie i zawartości. Zapisz się na subskrypcję bezpłatnego biuletynu

Wiadomości wg miesiąca

Echo tygodnia

Jak co tydzień przedstawiamy znaczące wydarzenia mijającego tygodnia, które miały wpływ na działalność w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Oto skrót najważniejszych z nich.

więcej >>

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Własny Biznes FRANCHISING

12:00 25.12.2008

Wyklepany interes

W latach 60. i 70. ubiegłego wieku Jerzy Miziołek, znany pod pseudonimem artystycznym Mirton, był znanym piosenkarzem. Karierę wokalną zakończył na początku stanu wojennego. Wtedy też zaczęła się jego druga przygoda - z biznesem, a raczej jego namiastką, którą była przedsiębiorczość w czasach komunizmu.

- Po zakończeniu przygody ze sceną, zająłem się podtrzymywaniem rodzinnej tradycji. Mój ojciec przez wiele lat prowadził w Łodzi warsztat samochodowy i naprawiał auta. W branży samochodowej pracuje także jeden z moich braci - opowiada Jerzy Miziołek. - Postanowiłem spróbować sił w tym fachu. Postawiłem na blacharstwo i lakiernictwo. Firmę prowadzę już od 28 lat.


Przedsiębiorca przyznaje, że biznes samochodowy jest niewdzięcznym i trudnym zajęciem. Klienci chcą wydawać na naprawy jak najmniej pieniędzy i często jest to jedyny wyznacznik wyboru zakładu, a nie jego renoma i jakość oferowanych usług. Poza tym w blacharstwie i lakiernictwie, podobnie jak w produkcji samochodów, wszystko zmienia się niezwykle szybko: urządzenia, technologie, farby, lakiery. A dodatkowo każdy produkt jest dość kosztowny.

- Profesjonalne podejście wymaga od właściciela firmy podążania za nowinkami technicznymi, wymiany parku maszyn i podnoszenia kwalifikacji - tłumaczy Miziołek. - Kiedy rozpoczynałem pracę, nie było łatwo. Aby poznać fach, wyjeżdżałem do Niemiec. Tam uczyłem się technologii. Jednak obecnie zmiany następują znacznie szybciej, a konkurencja jest o wiele silniejsza niż przed laty.

Mimo wszystko przedsiębiorca nie narzeka. W jego warsztacie zatrudnionych jest sześciu pracowników. Ma nowoczesne maszyny i używa najlepszych komponentów do napraw. Jest też autoryzowanym serwisem jednego z europejskich koncernów samochodowych. Aby dojść do takiej pozycji, trzeba jednak wiele inwestować.

Bez grubego portfela ani rusz

Otwarcie warsztatu blacharsko-lakierniczego wiąże się z dużymi wydatkami. Niezbędne jest pomieszczenie z parkingiem. Hala powinna mieć ok. 400 m2, wymagany jest też plac, na którym stać będą auta czekające na naprawę. Halę można zbudować od podstaw lub też wynająć. Przed rozpoczęciem działalności obiekt musi być dopuszczony do użytku, m.in. przez sanepid i straż pożarną, kontrolę przeprowadzić musi także kominiarz. Sprawdzane są np. atesty maszyn i urządzeń, bezpieczeństwo, drożność kominów, zabezpieczenia przeciwpożarowe.

Lokalizacja jest ważna, jednak najczęściej warsztaty umiejscawiają się na obrzeżach miast, tam czynsze są po prostu niższe. Warto jednak pamiętać, by dojazd był dla klientów łatwy. Nie można się także obejść bez specjalistycznego sprzętu. Według Jerzego Miziołka, jeśli ktoś chciałby zainwestować w otwarcie blacharni-lakierni, na inwestycję na ten cel musi mieć około miliona złotych.

- Taka suma wystarczy jednak tylko na najpotrzebniejsze rzeczy - zaznacza biznesmen. - Resztę trzeba będzie sukcesywnie kupować, bo bez sprzętu nie damy rady realizować zleceń, nie zdobędziemy klientów i narazimy się na rychłą plajtę.

Podstawą w warsztacie jest kabina lakiernicza. W tym pomieszczeniu, w sterylnych warunkach, lakierowane są - np. lakierami wodnymi - samochody oddane do naprawy. Budowa i wyposażenie takiej kabiny to wydatek minimum 200 tys. zł. Oprócz tego niezbędne są też różne przyrządy, m.in. kompresory śrubowe, pistolety niskociśnieniowe, mieszalnia lakierów.

Dodatkowo musimy mieć urządzenia do prostowania blachy, wyciągi, ramy naprawcze. Większość sprzętu jest importowana np. z Niemiec lub Japonii. Niezbędne jest także wyposażenie i stroje dla pracowników: kombinezony i maski. Lakier kupuje się na bieżąco u producentów. Warto współpracować z dobrymi firmami, bo ich produkty zapewniają wysoką jakość usług. Firma Jerzego Miziołka korzysta z lakierów firmy PPG.

- Odpowiednie ilości trafiają do nas na zamówienie, kiedy naprawiamy dane auto i wiemy już, ile lakieru będzie potrzebne do malowania oraz jaki jest jego odcień w samochodzie - tłumaczy przedsiębiorca. Mając warsztat i chcąc oferować wysokiej jakości usługi, warto także pomyśleć o udostępnieniu samochodu zastępczego klientom naprawiającym u nas auta. To jednak wiąże się z zakupem lub leasingiem pojazdu i dodatkowymi kosztami, na które trzeba też być przygotowanym.

Ludzie to kłopot

Choć wybudowanie lub wynajęcie pomieszczeń pod warsztat, zakup urządzeń wymagają wydania sporych pieniędzy, są stosunkowo proste w realizacji. Znacznie trudniejsze jest znalezienie odpowiednich ludzi do pracy. To bowiem doświadczeni, rzetelni blacharze i lakiernicy zapewnią firmie renomę, przyciągną klientów i dadzą szansę na zyski. Jednak zdobycie takich pracowników stanowi obecnie ogromny problem.

- Na rynku pracy nie ma zbyt wielu fachowców - uważa Jerzy Miziołek. - Ci najlepsi mają swoje firmy lub dobrze płatne posady i nie myślą o zmianach. Część ludzi wyjechała do lepiej płatnych zajęć za granicę. Można byłoby sięgnąć po uczniów szkół samochodowych. Jednak absolwenci zupełnie nie są przygotowani do pracy.

Według przedsiębiorcy, uczniowie kończący popularne "samochodówki" nie mają zielonego pojęcia o naprawianiu aut. Mają jedynie wiedzę teoretyczną, a nie są praktykami. Co ciekawe, w wielu szkołach kształci się jedynie mechaników, nie ma zaś specjalności blacharsko-lakierniczych. Nie ma więc absolwentów w tym fachu. - Dlatego kiedy trafi do nas uczeń po szkole, musimy go wyedukować w fachu od podstaw - mówi Miziołek. - Co ciekawe, młodzi ludzie mają niezwykłe wymagania finansowe i często zdarza się, że nie przyjmują pracy, bo uważają, że stawki są za niskie. Choć na dobrą sprawę niczego nie potrafią.

Ile więc może zarobić pracownik warsztatu? Początkujący i bez doświadczenia może liczyć na około 1,2 tys. zł. Jeśli będzie dobry i sprawdzi się w pracy, ma szansę na podwyżkę. Najlepsi pracownicy z wieloletnim doświadczeniem, pracując w dużych miastach i zazwyczaj u dilerów znanych marek, mogą zarobić nawet 3-5 tys. zł.

Interesy nie zawsze jasne

Jerzy Miziołek dodaje, że kolejną utrudniającą działalność przeszkodą jest duża szara strefa, w której funkcjonuje wiele firm z branży. - To zazwyczaj małe zakłady, działają gdzieś pokątnie w garażach lub poza miastami, np. w stodołach. Wykonując usługę, nie dbają ani o jakość napraw, ani o rzetelność, nie mówiąc już o płaceniu podatków czy ZUS-u - mówi przedsiębiorca. - Trafiają tam zazwyczaj starsze auta, głównie te importowane, które później można kupić jako "bezwypadkowe, w stanie idealnym". Trudno się dziwić klientom, że chcą oszczędzać, ale taka konkurencja jest zabójcza dla legalnie działających firm.

Przedsiębiorca tłumaczy, że klient, który ma oddać do naprawy uszkodzone auto, najpierw myśli o cenie usługi, nie przejmuje się zaś jakością wykonania. Dopiero później, gdy odbierze wóz, okazuje się, że podczas usuwania usterek coś zostało wykonane niedokładnie. Mimo to pokątnie działające warsztaty przyjmują wiele zleceń i zabierają klientów legalnym firmom, do których niekiedy zwyczajnie nie docierają żadni klienci. Wówczas przedsiębiorcy zmuszani są zwalniać pracowników lub niekiedy nawet zamykać firmy. Wielu ulega pokusie i gdy widzą bezradność urzędów, sami zaczynają prowadzić nieczyste interesy. Według biznesmena, jeśli uczciwi przedsiębiorcy mają przetrwać, państwo musi walczyć z nielegalnym procederem.

- Wierzę, że w końcu to się uda i konkurencja stanie się uczciwa, a ceny będzie dyktować jakość usług. Mam też nadzieję, że wraz z bogaceniem się Polacy docenią naszą pracę i zaczną naprawiać auta u fachowców - dodaje Miziołek.

Działający w branży biznesmeni podnoszą także inny przykład nielegalnych działań - znany choćby z prasy, która opisała korupcję w policji działającej na małopolskim i śląskim odcinku autostrady A4. Tam policjanci opłacani przez firmy holownicze dawali im tzw. cynki o kolizjach. Firmy zaś oddawały auta zaprzyjaźnionym warsztatom blacharskim i interes się kręcił. Zarabiali skorumpowani policjanci i nieuczciwi przedsiębiorcy.

- To pokazuje, jak wiele jeszcze jest do zrobienia i uporządkowania w tej branży - zauważa łódzki biznesmen.

Fachowiec dobrze zarobi

Silna konkurencja, szara strefa oraz wysokie koszty funkcjonowania firm powodują, że naprawy samochodów są w Polsce niezwykle drogie. Wpływ na ten stan rzeczy mają też wysokie ceny części zamiennych. Podobnie jest w przypadku napraw blacharskich. Tutaj na cenę składa się nie tylko "wyklepanie" zniszczonej karoserii, ale i dobranie odpowiednich lakierów i ilości zużycia. Jednak przede wszystkim na cenę usługi blacharskiej wpływ ma praca ludzi. Jeśli zakład zatrudnia doświadczonych fachowców i gwarantuje wysoką jakość usług, wówczas stawki tzw. roboczogodziny mogą być wysokie. Średnio warsztaty liczą sobie od 60 do nawet 300 zł za godzinę pracy. To dużo, jednak klient może być pewny, że naprawa została wykonana prawidłowo.

Ceny, jakie płacą klienci, nie są niskie, bo i utrzymanie warsztatu oraz pracowników nie jest tanie. Jeśli musimy dzierżawić pomieszczenia, na opłaty musimy przeznaczyć od 2 do 5 tys. zł (za ok. 400 m2 warsztatu). Trzeba także płacić pracownikom (od 4 do 10 tys. zł), w zależności od przewidywanej liczby zleceń. Gdy nie będziemy pewni, jak wielu klientów zyskamy, możemy zatrudniać pracowników tylko do określonych prac. Blacharze i lakiernicy zarabiają w początkowym okresie od 1,2-1,5 tys. zł, potem nawet 3-5 tys. zł. Warto także zatrudnić osobę koordynującą przyjmowanie zleceń. Na wzrost kosztów funkcjonowania firmy wpłynie też potrzeba ciągłej wymiany zużytych maszyn, narzędzi, strojów roboczych.

Koszty zatrudnienia pracowników mogą się jednak zwrócić, bo naprawy blacharskie nie należą do najtańszych. Choćby za lakierowanie jednego elementu auta, np. błotnika, klient musi zapłacić minimum 500 zł. Ceny mogą być też wyższe, bo na stawki wpływa także marka pojazdu, typ lakieru (np. wodny metalik, perła), kolor i naprawiany element auta.

Cech już bez znaczenia

Przed laty gwarantem jakości oferowanych przez firmę usług (co często przekładało się na liczbę zleceń) była przynależność do cechu rzemiosł. Jednak obecnie członkostwo w cechu nie niesie już ze sobą wielu korzyści. O jakości świadczą zaświadczenia wydawane np. przez producentów lakierów czy stowarzyszenia branżowe. Dobrą rekomendacją dla firmy będzie też współpraca z ubezpieczycielami. Sporo zleceń może wpływać, jeśli postaramy się o autoryzację jednego lub kilku samochodowych dilerów.

Zakładamy warsztat blacharsko-lakierniczy

Koszty inwestycji
budowa kabiny lakierniczej do lakierów wodnych i rozpuszczalnikowych: 200 tys. zł
zakup narzędzi i urządzeń m.in. do prostowania blachy, wyciągów, kompresorów, pistoletów, mieszalni lakierów: 800 tys. zł
budowa hali ok. 400 m2: 200 tys. zł
Razem: 1,2 mln zł

Koszty miesięczne
pensje dla 5 pracowników: 10 tys. zł
prąd, woda, gaz: 1,5 tys. zł
reklama: 1 tys. zł
zakup masek, kombinezonów roboczych: 500 zł
zakup lakierów: 13 tys. zł
Razem: 26 tys. zł

Spodziewane przychody
naprawa (roboczogodzina - 80 zł plus materiały) - 5 aut: 25 tys. zł
3 auta: 9 tys. zł
1 auto: 500 zł
1 auto: 7 tys. zł
usługi holownicze - 15 holowań po 150 zł: 2,25 tys. zł
Razem: 54,325 tys. zł

Spodziewane dochody
43,75 tys. zł minus 26 tys. zł

Dochód przed opodatkowaniem
17,75 tys. zł

Nie ponosimy odpowiedzialności za przedstawioną symulację - sugerujemy wykonanie własnego biznesplanu dla konkretnych warunków biznesowych. Wówczas możemy liczyć, że posiadacze danej marki będą na naprawy przyjeżdżać właśnie do naszego warsztatu.

- To niewątpliwie podnosi wiarygodność firmy i może zapewniać nowych klientów - uważa Jerzy Miziołek. - Jednak jeśli wykonujemy swoją pracę rzetelnie, a klienci są zadowoleni, to renoma, jaką zyskujemy, zapewni nam kolejne zlecenia. Bo usatysfakcjonowany klient poleci nas swoim znajomym, a to najlepsza reklama dla firmy.

Michał Bogurat
miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING

Wiadomość archiwalna