Suwerenność kosztuje
12:00
21.01.2009
Jak dotąd jako Polska w niewielkim stopniu odczuwamy skutki tej rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej, ale kto wie, czy nie zostaniemy w nią wplątani. Może będzie można powiedzieć za czas jakiś, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ale póki co, przy trzaskającym mrozie sprawa okazuje się nadzwyczaj poważna. Można też się pocieszać, że lepsza broń gazowa aniżeli bojowa, której używają aktualnie Izraelczycy i Palestyńczycy w zaciekłej walce, ale przecież chcemy pokoju i bezpieczeństwa i nic poza nieodpowiedzialnością polityków nie powoduje, że miałoby być inaczej.
Jesteśmy sojusznikami Ukrainy i sąsiadami Rosji. Zależy nam na suwerennej, wolnej i demokratycznej Ukrainie. Powinno zależeć nam na dobrych stosunkach z Rosją. Ale, ażeby utrzymać suwerenność, trzeba płacić wynegocjowaną cenę za dostarczany gaz oraz sumiennie wypełniać rolę kraju tranzytowego w stosunku do zachodnich i południowych odbiorców.
Nie jest przecież tajemnicą, że Rosja chciałaby podzielić Ukrainę, skompromitować jej liderów i upokorzyć Ukraińców. Nie można więc takiemu scenariuszowi sprzyjać. Tymczasem ukraińscy politycy na czele z prezydentem Witkorem Juszczenko i premier Julią Tymoszenko robią ostatnio wszystko, aby ułatwić Rosji zadanie. Martwię się o los Ukrainy, ale odnoszę wrażenie, że Ukraińcy uprawiają jakiś chocholi taniec, który niczego dobrego nie wróży.
Cała nadzieja w Unii Europejskiej, która stoi przed bardzo poważnym zadaniem takiego ułożenia stosunków z Rosją, aby zniechęcić ją do sięgania po gazową czy olejową broń, a Ukrainę przekonać do sensu pozostawania w orbicie oddziaływania europejskiej wspólnoty. Może należałoby zacząć od włączenia Ukrainy w europejski system bezpieczeństwa energetycznego, który należy stworzyć. Nie jest też tajemnicą, że jest to szalenie trudne zadanie, biorąc pod uwagę różnice zdań i interesów obecnych wśród poszczególnych krajów UE.
Niemcy są zaangażowane w budowę gazociągu północnego. Włochy i Francja nie są tak zależne od dostaw rosyjskiego gazu. Polska chciałaby być ważnym krajem tranzytowym, itd. Jak pogodzić te rozbieżne tendencje?
I na tym właśnie polega aktualny, bardzo konkretny test dla europejskiej solidarności i zdolności do formułowania wspólnego stanowiska. Zadanie na pozór karkołomne, ale nie niemożliwe.
A gdzie, w tym gazowym zamieszaniu miejsce dla naszego kraju? Tylko zdwojona aktywność na forum Unii Europejskiej zabezpieczać może nasze interesy. Powinniśmy na nim być też ambasadorem Ukrainy, ale nie w oderwaniu od pretensji rosyjskich, jeżeli są uzasadnione. A ponadto powinniśmy przystąpić do realizacji określonej strategii dywersyfikacji dostaw gazu, a nie tylko od lat dziewiętnastu o niej dyskutować.
Słusznie rząd, ustami ministra R. Sikorskiego, powiedział, że nie powinniśmy w żadnej mierze zaostrzać rosyjsko-ukraińskiego sporu. A swoją wiarygodność w UE winniśmy budować, podpisując Traktat Lizboński, do czego pan prezydent się nie garnie, oraz wprowadzając jak najszybciej europejską walutę.
Dlatego też wielkie zdziwienie i niepokój wywołała we mnie wypowiedź prezydenta L. Kaczyńskiego w porannej rozmowie z Moniką Olejnik ("Gość Radia Zet" z 06.01.2009), kiedy na jej pytanie za ile lat powinniśmy wprowadzić Euro, odpowiedział: "Są ludzie, dla których wejście do strefy Euro jest wartością. Natomiast dla mnie wartością wielką jest suwerenność". Tym właśnie fragmentem swojej wypowiedzi pan prezydent ujawnił swój rzeczywisty stosunek do naszego członkostwa w UE. Przeciwstawianie wprowadzenia Euro naszej suwerenności jest jakimś totalnym nieporozumieniem, wywodzącym się z XIX-wiecznej koncepcji rozumienia suwerenności jako autonomii poszczególnych państw nakierowanych na ekspansję. Tak z dużym prawdopodobieństwem można oceniać pomysły na współczesną suwerenność Rosji.
Tymczasem fakt istnienia Unii Europejskiej i naszego w niej członkostwa, a także dokonujące się procesy globalizacji narzucają rozumienie suwerenności jako zdolności do rozwoju, bezpieczeństwa i godnego życia w warunkach otwarcia, współpracy i konkurencji, opartej na wspólnie przyjętych regułach gry. Kto lepiej w tej realizacji wypadnie, ten ma gwarancje większej suwerenności.
Podobnie przedstawia się sytuacja z Traktatem Lizbońskim, będącym narzędziem sprawniejszego kierowania tak złożonym organizmem, jakim jest Unia Europejska.
Suwerenność kosztuje, ale się opłaca.
Źródło:
