Przeciętny obywatel nie zastanawia się długo nad tym w jaki sposób korzysta z mediów. Po prostu kupuje w kiosku gazetę i ją przegląda. Po prostu włącza telewizor i ogląda program informacyjny. W zasadzie nie podważa wiarygodności przekazów, które otrzymuje z mediów. Jednak przedsiębiorcy, menedżerowie i dyrektorzy nie mogą pozwolić sobie na luksus biernego przyswajania informacji z mediów. Dlaczego? Dlatego, że oni są nie tylko odbiorcami informacji, ale również są źródłem informacji dla mediów: przez informacje prasowe, wywiady i wypowiedzi.
Powinni wiedzieć co się stanie z ich wypowiedzią, która trafiła do mediów, obojętnie czy w formie oficjalnej czy nieoficjalnej (należy liczyć się z tym, że każda informacja której udzielimy przedstawicielom mediów trafi do wiadomości publicznej, skoro tylko zostanie głośno wyartykułowana, a nie dopiero w momencie publikacji). Przedsiębiorcy, menedżerowie i dyrektorzy powinni wiedzieć, że media z definicji nie podają całej prawdy, ani nawet po prostu prawdy.
W sferze publicznej wszystko wydaje się na pozór jawne; istnieją oczywiście pewne sektory, z których pozostali uczestnicy i obserwatorzy życia publicznego są wyłączeni. W warunkach demokracji te sektory nie mogą jednak funkcjonować w całkowitej tajemnicy, na zasadzie blokady informacyjnej, ponieważ demokratyczne społeczeństwo ma prawo do wiedzy o swoim położeniu. Podobnie jak pracownicy w firmie mają prawo do wiedzy o stanie firmy.
Owe prawo do społecznej samowiedzy jest wzmocnione przez zasadę wolnego dostępu do informacji, która powiada, że tłumaczyć się musi nie ten kto chce o czymś wiedzieć, ale ten kto chce coś zataić. Zasady tajemnicy państwowej lub spokoju publicznego nie usprawiedliwiają stosowania cenzury i przekazywania opinii publicznej poprzez media informacji nieprawdziwych lub zgoła fikcyjnych. Tym niemniej prawo medialne nie przewiduje szczególnych sankcji dla autorów relacji zawierających fałszywe informacje. Nie precyzuje ono też dostatecznie czym jest lub czym powinna być dla mediów prawda. Z pewnością nie chodzi tutaj o prawdę w sensie naukowym, do której media - pośredniczące jedynie w obiegu informacji i zagęszczaniu dyskursu publicznego - nie mają obowiązku dążyć samodzielnie; idzie tu o rzetelny, uczciwy przekaz treści społecznie ważkich, do których media dotarły. W tym sensie język mediów, staranne przytaczanie pełnych wypowiedzi, ciągów argumentacji i kontrargumentacji, wizualne i akustyczne środki wyrazu, powstrzymanie się od wszelkich komentarzy i dodatków sugerujących jakiekolwiek "własne" stanowisko polityczne lub moralne dziennikarza bądź redakcji, naruszające zasadę neutralności służą ujawnianiu i rozjaśnianiu prawdy społecznej tj. prawdy społeczeństwa o nim samym. Odpowiedzialność za tę prawdę ma charakter zinstytucjonalizowany, ciąży jednak nie tylko na redakcjach i wydawcach, lecz także na redaktorach naczelnych.
Czy informacje przekazywane przez publiczne media są prawdziwe? Czy dysponujemy jakimś absolutnym miernikiem owej prawdziwości? W przypadku informacji dokumentalnych z reguły tak: działa tu elementarne kryterium "adequatio rei" (zgodności rzeczy), aczkolwiek i tutaj należy się liczyć z celowym opóźnianiem emisji i zawężaniem (dozowaniem) treści w przypadkach drastycznych zagrożeń społecznych; celem tych zabiegów jest uniknięcie przedwczesnej paniki i chaosu społecznego, a częściej jeszcze - konieczność potwierdzenia prawdziwości informacji przez inne niezależne źródła. Niekiedy jednak ważne informacje polityczne lub strategiczne zalegają przez wiele lat w tajnych archiwach wywiadu, czekając na oficjalne odtajnienie: jak oceniać ich utajnienie, jeśli rodzi się domniemanie, że mogły one zapobiec jakimś tragicznym wydarzeniom lub zgoła odmienić bieg dziejów? Otóż oceny takie są nieuprawnione, ponieważ między nierzeczywistymi przyczynami i skutkami nie zachodzi żadna logiczna ani moralna zależność: jednak udowodniony "grzech zaniechania" podlega ocenie moralnej, a nawet prawnej.
Z kolei informacje ocenzurowane ujawniają jedynie część faktów (i co za tym idzie - część prawdy); połowiczna informacja jest informacją fałszywą, jeśli wprowadza w błąd. Fałszywa jest też taka informacja, która zawiera celowo przeinaczone lub zmienione elementy. Nie należy jednak sądzić, że informacja, a nawet szereg informacji, prezentują pełną i wyczerpującą prawdę o czymkolwiek. Sądy uzyskiwane za pośrednictwem mediów nie są wcale bogatsze w sens i znaczenie niż pozostałe ludzkie sądy. Jedyną drogą do osiągnięcia możliwie adekwatnego obrazy świata jest własna dociekliwość, pilne i długotrwałe czerpanie wiedzy z jak największej liczby niezależnych źródeł. Prawdziwość tego obrazu jest siłą rzeczy ograniczona do objętości przekaźników wiedzy, a także zdolności naszego pojmowania. Prawda medialna jest w gruncie rzeczy schematycznym uproszczeniem, przystosowanym do chłonności umysłowej przeciętnego, standardowego odbiorcy. Mimo że nasze indywidualne zdolności poznawcze także są ograniczone i selektywne, odczuwamy ogromną potrzebę żywego, samodzielne wytworzonego i dlatego też psychologicznie pogłębionego w swej prawdziwości, a ponadto spójnego logicznie i etycznie obrazu świata. Media masowe są w stanie zaspokoić ją tylko wybiórczo i w bardzo okrojonym zakresie.
W dziennikarstwie politycznym (ideologicznym) zabiegi selekcjonowania lub przemilczania informacji służą często ochronie interesów władz lub interesów strategicznych państwa, zatajeniu danych niewygodnych dla osób sprawujących funkcje publiczne, propagowaniu zafałszowanego lub wyidealizowanego obrazu rzeczywistości. Celuje w tym zwłaszcza propaganda sukcesu, kliniczny symptom totalitaryzmu (jednak wcale niemniejszą skuteczność wykazuje propaganda kryzysu, co właśnie doświadczamy), a także przekazy medialne pielęgnujące narodowe stereotypy i zbiorowe autoiluzje (mity, których utraty obawia się każde społeczeństwo). Ich znajomość pozwala manipulować wyobraźnią masowego odbiorcy, szukającego w przekazie medialnym nie tyle prawdy, ile afirmacji (potwierdzenia) dla własnych przekonań politycznych i moralnych. Niekiedy informacje dotyczące sfery polityki podlegają utajnieniu ze względu na dobro publiczne lub osobiste uczestników pewnych wydarzeń (co jest w pełni uprawnione etycznie w warunkach zagrożenia atakiem wojennym bądź terrorystycznym). W demokracji jednakże tajność nawet takich działań, które mają na celu dobro ogółu, wzbudza kontrowersje moralne, i to także wtedy, gdy utajnienie ma charakter tymczasowy, a odtajnienie nastąpi z chwilą, gdy ustanie groźba udaremnienia działań objętych tajemnicą, mających na celu dobro publiczne.
Nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to czy w mediach istnieje prawda. Czy wycinek prawdy to wciąż prawda? Czy wypowiedź prawdziwa, lecz wyrwana z kontekstu, jest wciąż prawdziwa? Każdy musi tutaj być sędzią i każdy musi przyjąć na siebie odpowiedzialność za indywidualne weryfikowanie co jest prawdą a co nie jest. Nawiązując współpracę z mediami masowymi trzeba zdawać sobie z tego sprawę i nie spoczywać na laurach w momencie emisji informacji. Media zapewniają bowiem wyłącznie emisję informacji, nie zaś przekazanie treści informacji odbiorcom. Dlatego planując działania medialne na szerszą skalę związane z promocją firmy lub sytuacją kryzysową, należy do obecności w mediach dołączyć bezpośrednie kontakty z planowanymi odbiorcami informacji. Po to, aby móc osobiście skorygować lub uszczegółowić informacje jakie dotarły do nich za pośrednictwem mediów. W tym przypadku prawda może mieć bowiem konsekwencje nie tylko moralne, ale i wyrażające się w pieniądzach, zaufaniu oraz ludzkim życiu.
Więcej ciekawych rozważań na temat roli etyki i prawdy w różnych obszarach życia (media, gospodarka, polityka, zdrowie, prawa obywatelskie) znajdziesz w książce "Ethos w życiu publicznym" Ewy Nowak i Karoliny Cern (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2008). Książkę znajdziesz w księgarni www.ksiegarnia.pwn.pl, wpisując w pole wyszukiwarki tytuł. Wykorzystanie za zgodą Wydawcy.
Mariusz Ludwiński dla Wydawnictwa Naukowego PWN