Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Sekurytyzacja szpitalnych zobowiązań: udało się w Wałbrzychu, ale dlaczego tylko tam?

12:00 31.01.2009

Studium spłacania sporego długu

W Wałbrzychu udało się, po raz pierwszy i - jak na razie - jedyny w Polsce, zlikwidować ogromne zadłużenie trzech szpitali wojewódzkich poprzez ich połączenie i sekurytyzację zobowiązań w ramach spółki celowej.

Trwająca od 2002 r. walka o przetrwanie zakończyła się sukcesem. Placówka działająca formalnie od 1 stycznia 2008 r. jako Specjalistyczny Szpital Zespolony im. dr. Alfreda Sokołowskiego jest obecnie wolna od długów, a rok 2007 zakończyła zyskiem w wysokości 14,5 mln zł.

Jesienią 2002 r. dolnośląski samorząd wojewódzki nie miał żadnych wątpliwości, że to ostatnia chwila na restrukturyzację lecznictwa zamkniętego w Wałbrzychu. Tutejsze placówki: Specjalistyczny ZOZ nad Matką i Dzieckiem (zadłużenie - ponad 40 mln zł) oraz Specjalistyczny Szpital Zespolony im. S. Batorego (zadłużenie - ponad 50 mln zł) zostały objęte egzekucją komorniczą w zakresie zobowiązań cywilnoprawnych. Do Specjalistycznego Szpitala im dr. A. Sokołowskiego komornik jeszcze nie dotarł, ale perspektywy lecznicy były podobne, jak dwóch pozostałych. Zbliżało się załamanie finansowe. Pojawił się wówczas projekt połączenia trzech lecznic.

Po pierwsze: konsolidacja

- Pod koniec 2002 r. samorząd wojewódzki powierzył mi rolę pełnomocnika do spraw konsolidacji, a w lipcu 2003 r. zostałem dyrektorem wszystkich trzech placówek - wspomina Roman Szełemej, obecnie zastępca dyrektora ds. lecznictwa Specjalistycznego Szpitala Zespolonego im. dr. A. Sokołowskiego w Wałbrzychu. - Ta unia personalna okazała się dobrym posunięciem, ponieważ dyrektor trzech szpitali nie identyfikował się z żadnym z nich, co znacznie ułatwiło podejmowanie decyzji, czasem bardzo trudnych. Aby zracjonalizować organizację leczenia, a jednocześnie zmniejszyć koszty, trzeba było przenosić lub likwidować dublujące się oddziały oraz skonsolidować działające dotychczas oddzielnie jednostki. Z trzech szpitalnych kuchni została jedna. Ten sam proces dotyczył laboratoriów oraz innych zakresów działalności lecznic. Konieczna była również restrukturyzacja zatrudnienia.

Wypowiedzenia otrzymało ponad 400 osób. Pod koniec 2003 r. szpitale odzyskały elementarną równowagę finansową. Był to znaczący krok do przodu, ponieważ największym problemem było w tym czasie zapewnienie środków na bieżące działanie dwóch znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji placówek. Obecnie znikła potrzeba zaciągania kredytów na ten cel.

- Szpitale wciąż były jednak oddzielnymi jednostkami - przypomina Roman Szełemej. - Ich połączenie oznaczałoby na tym etapie kompletny paraliż szpitala im. Sokołowskiego, który przejąłby automatycznie ogromne zobowiązania dwóch pozostałych lecznic. Dlatego formalne połączenie, dopiero od stycznia 2008 r., dokonało się tak późno. Wcześniej trzeba było rozwiązać problem zadłużenia.

Po drugie: spółka celowa

Ogólna kwota zadłużenia łączących się placówek przekraczała 100 mln zł. Jasne się stało także, że czas doraźnych rozwiązań już minął: wspieranie sprzętem i finansami dwóch zadłużonych lecznic przez szpital im. dr. A. Sokołowskiego nie mogło trwać w nieskończoność i nie stanowiło wyjścia z sytuacji.



Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny w Białymstoku

We wrześniu 2004 r. zadłużenie lecznicy przekraczało 46 mln zł. W 2006 r. długu już nie było, a roczny wynik finansowy zamknął się kwotą 10,8 mln zł na plusie. Jak to możliwe?
W 2005 r. szpital skorzystał w ramach restrukturyzacji z kredytu w wysokości 10 mln zł. Na 2005 r. wynegocjował też z NFZ kontrakt o prawie 9 mln zł większy od poprzedniego na zasadzie świadczenia większej liczby tańszych usług. Koszty stałe pozostają na tym samym poziomie, nawet jeśli w szpitalu nie robi się nic, dlatego przeważyła opcja, że trzeba robić tak dużo, jak to tylko możliwe.
Dyrektor placówki, Bogusław Poniatowski, wprowadził również istotne zmiany w zarządzaniu, obciążając kierowników klinik, zakładów i pracowni odpowiedzialnością za wyniki finansowe jednostek. Od tej pory każdy z nich musiał zmieścić się w widełkach pomiędzy koniecznymi kosztami i możliwymi do osiągnięcia przychodami.
Został także powołany komitet terapeutyczny, który zaktualizował receptariusz szpitalny, zlikwidował zapasy i wprowadził zasadę depozytów. Środki nie były już zamrażane w kupowanych na cały rok lekach i innych materiałach, a szpital płacił za kolejną partię dopiero wówczas, gdy została zużyta poprzednia. Pomocnym rozwiązaniem okazał się też outsourcing sprzątania, żywienia oraz pracowni radiologii.
- Tak powstał projekt nawiązujący do spółki specjalnego przeznaczenia, który, wspólnie z dolnośląskim samorządem wojewódzkim, postanowiliśmy wprowadzić w życie - opowiada dyrektor Szełemej. - Ponieważ, z punktu widzenia dyrektora szpitala, negocjacje z wierzycielami są trudne, a szybkie działanie na rynku długów - niemożliwe, postanowiliśmy powołać podmiot zależny od szpitala i jego organu założycielskiego, który odblokuje lecznice z zadłużenia. Tak powstała Sanitas Sp. z o.o. - spółka celowa, na początku z udziałem samorządu wojewódzkiego, później już ze 100% udziałem szpitala, której zadaniem była sekurytyzacja zobowiązań.

Warunkiem powodzenia pionierskiego przedsięwzięcia było pozyskanie żywej gotówki i - co się z tym wiąże - zaufanie dolnośląskiego samorządu, który poręczył spółce kredyt w wysokości 15,9 mln zł, na taką bowiem kwotę opiewała pierwsza linia kredytowa.

- Były zatem pieniądze na skupowanie długów od wierzycieli, którzy wyrażali zgodę na rezygnację z odsetek, a czasem nawet z części głównej należności, po to by odzyskać środki od razu, zamiast czekać na nie latami - wyjaśnia Roman Szełemej. - Dzięki temu udało się nam oszczędzić w ramach pierwszej linii kredytowej około 6 mln zł. Przy koszcie spółki bliskim zeru (pracowałem w niej ja, prawnik i księgowa, przy czym nie pobieraliśmy za to wynagrodzeń) kwotą 10 mln zł spłacaliśmy prawie 16-milionowe zobowiązania.

"Poprawka Szełemeja" Poważnym obciążeniem kosztowym dla wałbrzyskich szpitali były zajęcia komornicze, odbywające się w dwóch najbardziej zadłużonych placówkach. Dlatego dyrektor Szełemej wystąpił w 2004 r. z inicjatywą wprowadzenia do Ustawy o egzekucji komorniczej poprawki, nazywanej później "poprawką Szełemeja", redukującej gigantyczne zarobki komorników pobierających aż 15% z przysądzonej sumy długu. Ich praca ograniczała się przy tym do wysłania jednego pisma do NFZ o zajęcie części szpitalnego długu. Poprawka została przyjęta: w ustawie umieszczono przepis, który umożliwiał dłużnikom występowanie do sądu z wnioskiem o zmniejszenie kosztów komorniczej egzekucji.

- Zasadnicza część poprawki polegała na tym, że komornik nie może pobierać opłat od całości sumy, a jedynie od tej części, która będzie przez niego wyegzekwowana - wyjaśnia dyrektor. - Dla nas oznaczało to, że im dalej pójdziemy w kierunku porozumienia bezpośrednio z wierzycielami, poza obszarem działania komornika, tym ten mniej na nas zarobi. Szybko okazało się, że udało nam się oszczędzić ponad 1 mln zł kosztów egzekucyjnych. W odniesieniu do szpitali była to zupełnie nowa, nieznana dotychczas sytuacja. Ponadto, ponieważ spółka celowa poprawiła bieżące możliwości funkcjonowania szpitali, nastąpiło zwolnienie z części zajęć komorniczych.

Pomoc z "góry"

W 2005 r. wałbrzyskie szpitale otrzymały cenny prezent w postaci Ustawy o pomocy publicznej i restrukturyzacji. Trzy lecznice zgłosiły swoje projekty restrukturyzacyjne i wszystkie trzy dokumenty uzyskały akceptację. Egzekucje komornicze, zmora poprzednich lat, zostały zawieszone.

Jednocześnie spółka celowa uruchomiła drugą linię kredytową: za kolejne 17,2 mln zł kredytu i przy poręczeniu 27,7 mln zł spłaciła następne 40 mln zł zobowiązań, osiągając redukcję długu na poziomie 53%. Udało się wówczas przekonać 75% wierzycieli do zawarcia układu w relacji: rezygnacja z części roszczeń - natychmiastowa spłata.

- Za 27,2 mln zł kredytu łącznie uregulowaliśmy w sumie zobowiązania na ponad 56 mln zł - podsumowuje Roman Szełemej. - Kredyt rozłożony na kilkanaście lat musimy oczywiście spłacać. Jest to kwota w wysokości około 284 tys. zł miesięcznie. Obecnie jednak Specjalistyczny Szpital Zespolony im. dr. A. Sokołowskiego radzi sobie z tym bez problemu, tj. bez konieczności zwracania się o pomoc do organu założycielskiego.

Spółka celowa swój cel już osiągnęła, dlatego uległa rozwiązaniu 31 grudnia 2008 r. Zobowiązania kredytowe przechodzą w całości na Szpital im. Sokołowskiego.

Dlaczego tylko Wałbrzych?

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Legnicy

Jeszcze w 2006 r. lecznica była zadłużona na gigantyczną kwotę 146 mln zł. W uwolnieniu się od ogromnych długów pomógł samorząd wojewódzki, który przeznaczył 30 mln zł na spłatę zobowiązań i poręczył 20-milionowy kredyt. Kolejne 40 mln zł placówka otrzymała w ramach restrukturyzacji. 17 mln zł umorzyli sami wierzyciele.
- Sami także staraliśmy się o środki ze wszystkich możliwych źródeł, ale przede wszystkim próbowaliśmy zracjonalizować organizację lecznicy tak, aby jak najwięcej zyskać przy jak najmniejszych kosztach - mówi Krystyna Barcik, dyrektor szpitala. - Nie zdecydowaliśmy się na radykalną redukcję zatrudnienia. Pracę straciło zaledwie około 20 osób z administracji. Pozyskujemy natomiast środki z wynajmu wolnej powierzchni oraz ścieśniania oddziałów, co przynosi spore oszczędności na kosztach pracy personelu pielęgniarskiego.
Szpital znacznie poszerza również zakres świadczonych usług medycznych. Od stycznia 2009 r. rusza pięć nowych oddziałów: udarowy, rehabilitacyjny, psychiatryczny, pulmonologiczny oraz SOR. Wkrótce powstanie w placówce zakład radioterapii - decyzja o budowie bunkra już zapadła.
Choć zadłużonych szpitali w Polsce nie brakuje, wałbrzyski projekt spółki celowej nie znalazł dotychczas naśladowców. Nie wykształciły się także mechanizmy, które czyniłyby - bardzo trudny pod względem organizacyjnym i prawnym - proces, przez który przeszły wałbrzyskie lecznice, łatwiejszym do powtórzenia.

Roman Szełemej snuje własne refleksje. Nie ukrywa, że udało się osiągnąć cel dzięki pasji, determinacji i ponadprzeciętnemu zaangażowaniu bardzo nielicznej grupy osób. Ogromną rolę odegrali doradcy prawni, którzy znajdowali rozwiązania w sytuacjach wydawałoby się beznadziejnych, oraz kompetentna księgowa. To dzięki nim spółka wyszła zwycięsko z odwołań wierzycieli oraz licznych spraw sądowych, opierających się czasem o Sąd Najwyższy, i ostatecznie odniosła sukces.

- Realizacja naszego projektu wzbudziła duże zainteresowanie innych szpitali, ale na tym się skończyło - mówi dyrektor. - Odebrałem kilkadziesiąt telefonów z różnych miast z pytaniami o szczegóły, wysłałem nawet kilkakrotnie "w Polskę" statut spółki, ale widziałem, że z każdą kolejną rozmową zapał drugiej strony stygnie. Zrozumienie, że sprawa nie polega na napisaniu jednego pisma, ale kilkuletniej walce na wielu frontach, łącznie z bezwzględną grą z komornikiem, działało za każdym razem jak kubeł zimnej wody. Zdaniem Romana Szełemeja, wielu osobom zarządzającym szpitalami brakuje też wystarczającej determinacji do walki ze złym prawem. Choć Ustawa o egzekucji komorniczej dotyczyła wszystkich szpitali, nikt nie próbował zmienić jej najbardziej krzywdzących zapisów

Ma zniknąć zły zapis

- Potwierdzenie, że obowiązuje powszechne mniemanie, iż zgodność z prawem oznacza, że wszystko jest w porządku, przyniosły ostatnie tygodnie - argumentuje dyrektor. - Okazało się, że w początkach 2007 r., jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu, komisja "Solidarne Państwo" zlikwidowała po cichu "poprawkę Szełemeja" w Ustawie o egzekucji komorniczej, twierdząc, że przysparza ona pracy sądom. W efekcie przez ostatni rok komornicy znów zaczęli zarabiać krocie kosztem szpitali.

- Choć zmiana nie dotknęła naszego szpitala, dotknęła innych i to w sposób bardzo dotkliwy - zaznacza dyrektor Szełemej. - Z moich wyliczeń wynika np., że dla niektórych lecznic różnica w ponoszonych z tego tytułu kosztach zmieniła się z 200 tys. zł do 2 mln zł. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby zwrócić uwagę na to, co się dzieje. Rozmawiałem na ten temat z minister Ewą Kopacz. Fatalny zapis będzie zlikwidowany.

IWONA BĄCZEK

Rynek Zdrowia, nr 1/42 - styczeń 2009
Źródło: Rynek Zdrowia
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy