PinoTV stworzą widzowie
06:00
06.02.2009
- Chcemy przenieść internet do telewizji - zapowiada Ryszard Wojciechowski, prezes notowanej na giełdzie spółki Internet Group, twórcy projektu.
PinoTV jest obecnie internetowym serwisem rozrywkowo-muzycznym. Choć serwisy tego typu cieszą się popularnością na całym świecie, żaden - łącznie z osławionym YouTubem - nie zarabia. Twórcy PinoTV uznali jednak, że szansą, aby to zmienić, może być zwiększenie zasięgu i wprowadzenie kanału do oferty operatorów kablowych i satelitarnych, docierających w sumie do 9,2 mln gospodarstw domowych, a także, w przyszłości, naziemnej telewizji cyfrowej. Aby móc tak nadawać, potrzeba jednak koncesji, którą - po miesiącach starań - zgodziła się właśnie przyznać PinoTV Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.
- Operatorzy kablowi i satelitarni od początku zainteresowani byli naszym projektem, ale czekali aż dostaniemy koncesję. Teraz negocjujemy warunki wejścia do ich oferty. Liczę, że jesienią pojawimy się u pierwszego operatora - dodaje Ryszard Wojciechowski.
Nad ramówką PinoTV czuwa redakcja, ale program przysyłać mają widzowie. - Mogą to być zdjęcia, filmy czy produkcje zespołów muzycznych. Ktoś może nakręcić np. w domu własny talk-show i nam go przysłać. Możliwości są nieograniczone i zależą tylko od pomysłowości samych widzów - tłumaczy Ryszard Wojciechowski.
Czy to przyniesie pieniądze? Internet Group zaoferuje reklamodawcom możliwość prowadzenia kampanii w PinoTV w połączeniu z grupą internetowych serwisów społecznościowych pod marką Pino.pl, z których korzysta miesięcznie ponad 7 mln internautów. Spółka liczy, że całość przyniesie jej w tym roku 6 mln zł przychodów z reklam. Reklamodawcy, według firmy AGB Nielsen Media Research, zwiększyli w 2008 roku wydatki w kanałach tematycznych o 44 proc., ale nie wiadomo, jak w tym roku na ich decyzje wpłynie kryzys.
- Pierwsze prezentacje kanału reklamodawcy przyjęli z zainteresowaniem. Szukają bowiem nowych, ciekawych sposobów dotarcia do klientów po niższych kosztach. Skala wpływów reklamowych zależy jednak od zasięgu - tłumaczy Ryszard Wojciechowski.
Gazeta Prawna 6.02.2009 (26) - forsal.pl - str. A5
Michał Fura
Źródło:
