Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Bujając twardo w obłokach

06:00 11.02.2009

Bartłomiej Herodecki i Kolja Leo. Zrobili biznes bez pieniędzy - jak z "Ziemi obiecanej" Reymonta. Sami napisali prospekt emisyjny, weszli na giełdę we Frankfurcie i przejęli spółkę lotniczą.

Trudno było tego nie zauważyć, jeszcze trudniej - nie wykorzystać. Już od kilku lat w szybkim tempie przybywało chętnych na pasażerskie loty między krajowymi lotniskami. Okazję zwietrzył Sky Express (jeden z przewoźników cargo); utworzył w kwietniu 2006 r. spółkę-córkę Direct Fly, rzucając tym samym rękawicę samemu PLL LOT. Właśnie wtedy - na zlecenie inwestora z Hamburga - w poszukiwaniu interesującej firmy z sektora lotniczego przyjechał do Warszawy Kolja Leo. Przypadkiem spotkał Bartłomieja Herodeckiego, analityka finansowego w funduszu inwestycyjnym, który był współwłaścicielem Sky Express. Szybko nawiązali znajomość - łączył ich nie tylko młody wiek (25 lat), ale i to, że mieli już za sobą doświadczenie biznesowe. Tyle że Sky Express nie był wtedy na sprzedaż i ich drogi się rozeszły.

Z czasem Herodecki został analitykiem w funduszu private equity Secus Asset Management (SAM). - Bartek był świetnie zorganizowany, a także kreatywny - mówi Mirosław Fabryczny, wiceprezes SAM. Linia lotnicza Direct Fly pracowała równo rok. W kwietniu 2007 r. zawiesiła swą działalność. - To było ciekawe przedsięwzięcie, ale zarząd zbyt słabo rozpoznał rynek, wybrał złą formułę lotów regularnych, a może zbyt drogie były bilety? - zastanawia się do dzisiaj Herodecki.

Z podobnymi wątpliwościami zadzwonił do Hamburga. Kolja Leo pracował już nie dla funduszy inwestycyjnych, tylko w Hapang-Lloyd. To wówczas - niczym Maks Baum i Karol Borowiecki do spółki z Weltem Morycem - powiedzieli sobie: ja nie mam pieniędzy, ty nie masz pieniędzy, więc robimy interes. Gdzie najprościej zarejestrować rzetelną spółkę? W Wielkiej Brytanii. A gdzie najłatwiej zdobyć kapitał? Na giełdzie. Której? Niemieckiej.

Spółkę o nazwie AerFinance PLC, dziś mieszczącą się przy St. John Street w Londynie, zarejestrowali w sierpniu 2007 roku. Teraz wspólnikom pozostało już tylko zrealizować drugą część planu, czyli przeprowadzić publiczną emisję akcji i zdobyć kapitał. - Usiadłem nad kartką papieru i naniosłem szkic prospektu emisyjnego, a potem go już tylko rozszerzałem - wspomina Kolja Leo, który - mimo swej potężnej, można by rzec misiowatej postury - jest wulkanem aktywności. - W Wielkiej Brytanii można samodzielnie napisać prospekt oraz złożyć w komisji giełd i papierów. Nie korzystałem z biura maklerskiego, ponieważ ich przedstawiciel za samo wspólne "wypicie herbaty" zażądał 150 funtów.

W styczniu 2008 r. spółka AerFinance zadebiutowała na drugim parkiecie giełdy frankfurckiej, w notowaniach XETRA. Pozyskała milion złotych.

Już wcześniej Bartłomiej Herodecki w rozmowie z zarządem Sky Express zasugerował, że może warto reaktywować działalność Direct Fly. Negocjacje sfinalizowano w końcu kwietnia. AerFinance stała się stuprocentowym właścicielem Direct Fly. Herodecki został prezesem spółki, a Kolja Leo znów zasiadł nad papierami; tym razem były to formularze potrzebne do zdobycia certyfikatu i koncesji lotniczej.

Nowi właściciele lotniczej firmy od początku zakładali, że skupią się na usługach z segmentu General Aviation, czyli spoza rejsowych lotów. Analizowali losy podobnych amerykańskich spółek, w tym NetJets, która znajduje się w portfelu Warrena Buffetta. Jej sztandarowym produktem jest oferta air-taxi, gdzie klient może zamówić lot na dowolny termin. Flotę NetJets tworzy obecnie aż 650 maszyn.

Kilka miesięcy później, 14 sierpnia 2008 r. Bartłomiej Herodecki odebrał z rąk wiceprezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego koncesję na wykonywanie nieregularnych lotów. Tym samym Direct Fly stał się w branży 15. przedsiębiorstwem w Polsce posiadającym certyfikat na loty komercyjne. - Rynek przewozów pasażerskich nadal rozwija się bardzo dynamicznie, więc Direct Fly doskonale wstrzelił się w rynkową niszę i czas - nie wątpi Maciej Gutkowski, szef działu awiacji Deutsche Leasing Polska.

Lotnicza spółka wzięła w leasing najpierw jeden samolot Diamond Aircraft (DA)-42, po kilku tygodniach drugi, a w październiku 2008 r. - trzeci. To dzielne czteromiejscowe, dwusilnikowe turbośmigłowce, podkreśla Maciej Gutkowski. Pod względem prędkości przelotowej (300 km/h) wyprzedzają kilka maszyn z wyższej półki. W lotach krajowych nie mają więc sobie równych, ale świetnie spisują się także na dłuższych trasach, ponieważ mogą przelecieć na jednym baku nawet półtora tysiąca kilometrów. Pierwszy z samolotów Direct Fly ma bazę na Bemowie w Warszawie. Drugi skierowano do lotów w Wielkiej Brytanii. Na Wyspach spółka bije na głowę swoją konkurencję.

- Miejscowi przewoźnicy zakładają, że śpieszący się gdzieś biznesmen zapłaci za taksówkę powietrzną każdą cenę i żądają 1 - 1,3 tys. euro za godzinę lotu - mówi Herodecki - My zadowalamy się godziwym zyskiem, choć mamy ceny o połowę niższe. Trzecia maszyna DA-42 ma bazę na lotnisku w Ławicy. Direct Fly podpisała umowę z Airtaxi.pl - firmą brokerską, która odpowiada również za lokalny serwis samolotu.

- Dotychczas musieliśmy korzystać z operatorów zagranicznych, co zwykle oznaczało dwukrotnie wyższą cenę czarteru od tej, jaką może nam zaproponować Direct Fly - zauważa Krzysztof Maruszewski z Airtaxi.pl. - W dodatku firma wprowadziła europejskie standardy, których nie osiąga większość krajowych spółek awiacyjnych. Tymczasem zarząd Direct Fly przygotowuje nowe usługi. Tym razem takie, które nie polegają na przewozie ludzi. - W tej branży obowiązuje zasada: im dalej od pasażera, tym większy zarobek - dodaje enigmatycznie Bartłomiej Herodecki i zdradza, że chce zorganizować nowoczesny system współwłasności samolotów. Podaje mnóstwo przykładów rodem z Niemiec i USA, gdzie specjalne fundusze inwestują w firmy dzierżawiące później takie maszyny. Samoloty użytkowane są przez ponad 20 lat, tymczasem renta dzierżawna pozwala spłacić inwestycję średnio w ciągu 10 lat. Direct Fly chce również zorganizować usługę zarządzania statkami powietrznymi osób i instytucji, które korzystają z własnych samolotów. To już obecnie duży rynek, dlatego że w prywatnym i nierejsowym użytkowaniu znajduje się w Polsce około 700 maszyn.

Do realizacji tych planów potrzebne są jednak młodej spółce odpowiednie środki. Jej szefowie rozważali poważnie debiut na NewConnect, lecz ze względu na sytuację giełdową zrezygnowali. Postanowili wykorzystać plan B: zaangażowanie prywatnych inwestorów.

- Obaj właściciele Direct Fly doskonale wiedzą, o czym mówią i czego chcą - komentuje Maciej Gutkowski. - Do tego świetnie się uzupełniają, ponieważ Leo jest fachowcem od awiacji, a Herodecki wyrasta na specjalistę od inżynierii finansowej. Na pytanie, co jest dla nich w biznesie ważne - i jeden, i drugi mówią zgodnie: czerpać z niego radość. Kolja Leo niedawno przeleciał DA-42... Atlantyk. Na trzy raty z międzylądowaniami: w Reykjaviku, Nuuk na Grenlandii i Quebecu w Kanadzie. Zajęło mu to trzy dni, lecz udowodnił sobie, pilotowi oraz potencjalnym klientom, że można. Kto wie, może tym samym przygotował przedpole dla zupełnie nowej usługi?

Piotr Stefaniak

Źródło: manager magazin
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy