Własne dzieci to wielka radość, ale i wielotysięczne wydatki
na utrzymanie i wychowanie. To, co dla rodziców staje się nie lada
wyzwaniem, dla przedsiębiorców jest żyłą złota. Na zabawkach, ubrankach,
czy prowadzeniu przedszkola można zarobić krocie.
Według wstępnych danych GUS w ubiegłym roku ponownie wzrosła liczba nowo
narodzonych dzieci. W 2008 roku zanotowano ponad 414 tys. urodzeń, co
stanowi o ponad 26 tys. więcej niż w roku 2007. Jak podaje GUS, miniony
rok był piątym z rzędu, w którym odnotowano wzrost liczby urodzeń. Choć
dane są pozytywne, to i tak są gorsze od tych z połowy lat 80. XX wieku,
kiedy rodziło się ponad 720 tys. dzieci rocznie (1983 rok).
Dzieci przybywa, a równocześnie rosną koszty związane z ich utrzymaniem.
Amerykanie wyliczyli, że wychowanie dwójki dzieci do czasu osiągnięcia
przez nie pełnoletniości kosztuje ok. 250 tys. dolarów. Jeśli dzieci
uczą się w prywatnych szkołach, kwota ta rośnie o kolejne 100 tys. W
Anglii koszty wychowania oszacowano na 160 tys. funtów. Jak podaje
Centrum im. Adama Smitha, w Polsce w ubiegłym roku na wychowanie jednego
dziecka do 20. roku życia rodzice musieli wydać ok. 160 tys. zł. Jeśli
zaś mieli dwójkę pociech, koszty rosły do 280 tys. zł, trójka potomstwa
kosztowała ponad 370 tys. zł.
Na co wydawane są te pieniądze? Na wyprawki dla niemowląt, wózki,
chodaki, rowerki, jedzenie, ubranka, zabawki, książki, narty, mp3,
kieszonkowe itp. I choć "polska" kwota na wychowanie dziecka została
dość wyraźnie określona, to trudno znaleźć szczegółowe wyliczenia
wartości rynku artykułów dla dzieci. Można jednak przyjąć, że są to sumy
idące w setki milionów złotych. Dość powiedzieć, że sam
rynek
certyfikowanej żywności dla dzieci, według danych firmy AC Nielsen, to
ok. 870 mln zł w okresie czerwiec 2007 - maj 2008 roku. Wzrósł w
porównaniu do analogicznego wcześniejszego okresu o ponad 150 mln zł.
Jak wskazują analizy,
rynek i jego wartość, będą się w najbliższych
latach pewnie powiększały. Dlaczego? GUS prognozuje, że wzrost liczby
urodzeń powinien się utrzymać do ok. 2012 roku i dopiero później zacznie
maleć, tak by w okolicach roku 2035 osiągnąć poziom ok. 270 tys. urodzeń
rocznie.
Zarabianie na porodzie
Wzrost liczby urodzin przekłada się na całą branżę "dziecięcą", którą
niewątpliwie taka sytuacja bardzo cieszy. Przybywa bowiem rodzin, które
muszą dokonywać niezbędnych zakupów, rośnie cała rzesza przyszłych
konsumentów. Co ciekawe, już sam poród i przyjście na świat dziecka jest
dobrą okazją do zarobienia. W niektórych warszawskich szpitalach rodzice
nie muszą się np. martwić o zdjęcia swoich pociech. Zadba o to szpital i
wynajęty do tego celu fotograf. Rodzice dostaną do wyboru kilka fotek
malucha w dwóch formatach. Za jedyne 40 lub 50 zł od sztuki.
- Byłem w lekkim szoku, gdy usłyszałem, ile mam zapłacić za jedno
zdjęcie. Jednak to moje pierwsze dziecko, ogromna radość, więc kto by
odmówił i nie kupił na pamiątkę - mówi świeżo upieczony tata i
właściciel fotografii pierworodnego.
Sam pobyt w szpitalu, choć formalnie bezpłatny, także sporo kosztuje.
Przyszła mama musi się bowiem do niego specjalnie przygotować. A gdy
trafia już do szpitala, zabiera m.in. pidżamy, szlafroki, klapki,
bieliznę, ręczniki, kosmetyki. W szpitalach raczej nie karmią najlepiej,
więc mąż przynosi obiady, a mama w przyszpitalnym sklepie kupuje co
dzień słodkie bułki, wodę mineralną, owoce. Podobnie dzieje się w
okresie poprzedzającym poród. I w tym wypadku
rynek także wyczuł
możliwość zarobienia, a segment produktów dla przyszłych mam również
stał się dochodowym przedsięwzięciem. Aktualnie działa sporo sklepów
specjalizujących się w sprzedaży, głównie odzieży i kosmetyków,
wyłącznie dla kobiet w ciąży.
Samo przyjście na świat malucha może być dla rodziców mniej stresujące
niż wizyta w sklepie i kupienie tzw. wyprawki. Gdy przyszli rodzice
ruszą na zakupy, w sklepie z artykułami dziecięcymi mogą wprost dostać
oczopląsu.
- Gdy dowiedzieliśmy się o tym, że będziemy mieć dziecko, obok wielkiej
radości poczuliśmy strach, czy podołamy temu finansowo. Nasz lęk się
wzmocnił w momencie rozpoczęcia poszukiwań wyprawki - opowiada
Przemysław Ziółkowski z Łodzi. - Półki sklepów internetowych, jak i tych
działających w "realu" aż uginają się od towarów. Zatrzęsienie wózków,
śpiochów, łóżeczek, pościeli, kocyków. Nie dość, że ceny powodują zawrót
głowy, to dokonanie wyboru jest niezwykle trudne.
I tak w sklepie tylko na niezbędne artykuły - wózek, łóżeczko, ubranka,
kosmetyki, pościel, akcesoria higieniczne - można wydać 10 tys. zł. A
jak ktoś będzie chciał wydać więcej, to nic prostszego. Im dzieci są
starsze, tym wydatków coraz więcej i rachunki płacone przy kasach
wyższe. Dzieciaki nie zadowalają się już tylko tym, co kupią rodzice.
Wszystko musi być ładne, kolorowe i trendy. Zabawki, ubrania, gadżety. I
choć większość zapytanych rodziców, pewnie stwierdzi, że nie spełnia
zachcianek dzieci, to rzeczywistość jest inna. Ale przecież chyba o to
chodzi. Dzieciaki są szczęśliwe, rodzice też, a najbardziej chyba ci, co
produkują i sprzedają.
Wychowuj i płać
Rodzice są niejako zmuszeni od pierwszych chwil życia swojej pociechy do
ciągłych zakupów. Po wyprawce trzeba stale zmieniać ubranka, bo dziecko
rośnie. Konieczne jest też nabywanie wszelkiego rodzaju kosmetyków,
pieluch, kaszek, zupek, soczków, witamin, leków. Dochodzą do tego
jeszcze zabawki, tym bardziej skomplikowane i wymyślne, im dziecko jest
starsze. Przy okazji coraz droższe. Zakupom towarzyszy stały natłok
reklam, które promują wszystko to, co najlepsze, najzdrowsze i
nieodzowne dziecku. A przecież rodzice kochają swoje pociechy, więc nie
odmawiają.
I tak interes się kręci. W sklepach ruch jest przez cały rok.
- W naszych sklepach oferujemy bardzo szeroką ofertę produktów dla
dzieci, od zabawek poprzez ubrania i artykuły szkolne, po akcesoria dla
niemowląt, więc ruch panuje u nas przez cały rok - mówi Magdalena
Dąbska, dyrektor działu PR i marketingu sieci Smyk.
Niemniej są okresy, kiedy jest wyjątkowo duży. Tradycyjnie jest to okres
przedświąteczny oraz koniec wakacji - czyli przygotowania do nowego roku
szkolnego. Wtedy niemal w każdym sklepie z zabawkami i artykułami dla
dzieci i młodzieży panuje niemiłosierny tłok. Równie gęsto przy kasach
jest w maju - czyli okresie komunii, do tego 1 czerwca, mikołajki,
urodziny, imieniny, zajączek. Każda okazja jest
dobra.
A co się cieszy największą popularnością? Ogólnie można powiedzieć, że
wszelkie produkty, bo dzieci mają mnóstwo potrzeb i zawsze zajdzie
potrzeba kupienia nowych śpiochów, spodni, koszulki czy kurtki.
Pragnienia zaś posiadania nowych klocków, lalek czy misiów są u dzieci
wprost nieograniczone.
- W naszych sklepach zainteresowaniem cieszą się w równym stopniu
zarówno zabawki, jak i ubranka oraz akcesoria dla niemowląt - informuje
Magdalena Dąbska ze Smyka. - Na większość kategorii ma jednak wpływ
sezon. W przypadku odzieży ważne okresy to zmiana sezonu z zimowego na
letni i odwrotnie. Zabawki cieszą się popularnością przez cały rok, choć
nasilenie zainteresowania przypada na okres świąteczny i czas tuż przed
dniem dziecka. Artykuły dla niemowląt zaś znajdują nabywców niezmiennie
przez cały rok.
Tak jak nieograniczone są potrzeby małych konsumentów, tak niemalże nie
mają granicy ceny, jakie przychodzi płacić za produkty dla dzieci.
Niezbędne dla niemowlaka śpioszki kosztują od 5 do 30 zł za sztukę,
kosmetyki - oliwki, zasypki, mydełka - od 20 zł wzwyż. Łóżeczko z
wyposażeniem 700 zł. Im dziecko starsze, tym ceny wyższe. Spodnie dla
pięcioletniego chłopca - 50-100 zł, sweterek - od 70 zł w górę, buty -
100 zł wzwyż. Niebotyczne bywają ceny zabawek. Najprostsze samochodziki
kosztują 30 zł, a górna granica sięga kilkuset złotych, podobnie jak
rowerów, nart, piłek, kurtek, robotów, komputerów, mp3, telefonów,
skuterów...
Walka o malucha
Rodzące się setki tysięcy dzieci oraz całe rzesze dorastających i
nastolatków to ogromna grupa potencjalnych klientów. Tych młodszych, za
których kupują rodzice i starszych, jeśli mają kieszonkowe. Mogą
samodzielnie dokonywać wyborów przy sklepowej ladzie, choć nie tylko, bo
handel coraz częściej przenosi się do internetu. I jest o tyle bardziej
atrakcyjny, o ile wiele sklepów oferuje swoje produkty po znacznie
niższych cenach od sklepów działających w "realu". A tych przecież także
jest niemało. Na rynku funkcjonują bowiem duże ogólnopolskie sieci z
szeroką ofertą od zabawek po ubrania, np. Smyk czy specjalizujące się w
jednym segmencie, np. ubrankach, jak 5-10-15 czy Quadri Foglio. Oprócz
tego działa wiele sklepów oferujących produkty i akcesoria tylko dla
niemowląt i są ich na rynku tysiące. Walka o potencjalnego klienta jest
więc zażarta. Tym bardziej że do ugrania jest bardzo wiele. Rodzice
zazwyczaj nie oszczędzają na swoich pociechach.
- Konkurencja jest naprawdę bardzo mocna i trzeba silnych atutów, żeby
jej sprostać. W naszym przypadku jest to szeroka gama oferowanych
produktów oraz bardzo dobry stosunek jakości do ceny - przekonuje Paweł
Okpisz z sieci 5-10-15.
Magdalena Dąbska z sieci Smyk dodaje, że na rynku funkcjonuje wiele
sklepów oferujących różnorakie produkty, np. zabawki czy odzież, i
większość specjalizuje się w wybranym segmencie. A konkurencja ma
miejsce na różnych poziomach: atrakcyjności oferty, szerokiego wyboru
produktów, jakości obsługi, oferowaniu najnowszych towarów czy promocji.
Według
Marka Smogóra, prezesa firmy Thai Mark, do której należy sieć
sklepów Quadri Foglio, w segmencie rynku, w którym działa jego
firma,
obserwuje się wyraźny wzrost liczby sklepów. - Wzrost konkurencji
powoduje jednak ciągłą zmianę i poprawę np. relacji jakości do ceny -
zauważa prezes Smogór. - Jednak coraz częściej konkurencja odbywa się
nie tylko na poziomie jakości i ceny, ale i w sferze lansowania nowych
trendów i innych działań, np. akcji promocyjnych, dywersyfikacji oferty,
zmiany wizualizacji sklepów.
Dziecięca żyła złota
Choć konkurencja jest silna, to jednak rynkowi gracze przyznają, że
działalność w branży dziecięcej może być, a w wielu przypadkach jest,
bardzo dochodowym przedsięwzięciem. Paweł Okpisz z sieci 5-10-15
przyznaje, że od kilku lat branża rozwija się bardzo dynamicznie, a
wiele marek odniosło duży rynkowy sukces.
Magdalena Dąbska z sieci Smyk dodaje, że sukces na rynku jest możliwy,
jednak trzeba okupić go ciężką i kilkuletnią pracą. - Sprzedaż artykułów
dla dzieci jest bowiem specyficznym przedsięwzięciem - uważa Dąbska. -
To trudne zadanie, bo obok umiejętnego skomponowania oferty, zapewnienia
ciągłości dostaw i atrakcyjnych cen towarów trzeba pamiętać o ogromnej
odpowiedzialności, wynikającej z konieczności dostarczania produktów
bezpiecznych i jakościowo najlepszych.
Według
Marka Smogóra biznes dziecięcy może okazać się sukcesem, nie
wolno jednak zapomnieć o spełnieniu kilku warunków. - Na polskim rynku
na pewno jest duże zapotrzebowanie na odzież dziecięcą, ale klienci są
bardzo wymagający. Choć to
cena stanowi ważne kryterium zakupu, coraz
częściej równie ważne są jakość, praktyczność, modny krój czy
marka. W
osiągnięciu sukcesu ważne są też dobre lokalizacje sklepów oraz promocja
marki - wylicza prezes Smogór.
Natalia Luniak, założycielka firmy Kalimba produkującej artystyczne
zabawki dla dzieci, uważa, że jest to dobry biznes. - Zaczynaliśmy od
zera, więc
praca włożona w rozkręcenie firmy była ogromna. Obecnie
sprzedajemy zabawki w całym kraju, ale też m.in. we Włoszech, Niemczech,
Szwajcarii, Szwecji i Francji. Zgłasza się wielu chętnych do prowadzenia
naszych sklepo-kawiarni Koffi-Kolimba na licencji - opowiada.
Rynek silny i perspektywiczny
Z roku na rok dzieci w Polsce przybywa, a jak szacuje GUS, ten trend
utrzyma się jeszcze przez kilka najbliższych lat. Firmy działające już
na rynku mogą się więc tylko cieszyć, bo biznes, który obecnie jest
bardzo dochodowy, stanie się jeszcze bardziej atrakcyjny. Więcej dzieci
to większe potrzeby, a co za tym idzie - sklepy pełne klientów, którzy
na pociechach nie oszczędzają.
- Polski
rynek artykułów dla dzieci jest rozwojowy. Panuje swoista moda
na rodzicielstwo, a w naszym kraju jest coraz więcej dzieci. Na nich się
nie oszczędza, o ich rozwój, komfort i bezpieczeństwo dbamy przede
wszystkim - mówi Magdalena Dąbska z sieci Smyk.
Natka Luniak nie obawia się przyszłości, dla branży widzi dobre
perspektywy. A wszystko za sprawą baby boomu.
- Mamy dużo więcej świadomych rodziców. Rynkowy sukces odniosą ci,
którzy wpiszą się w ich oczekiwania, a również ci, którzy zaproponują
całkiem nową jakość: zaskoczą, zainspirują klientów - dodaje.
Marek Smogór z sieci Quadri Foglio zauważa, że
rynek odzieży w Polsce
jest jednym z najatrakcyjniejszych w Polsce i rozwija się w tempie 10
proc. rocznie. - Podobnie jest z rynkiem odzieży dziecięcej, gdzie od
kilku już lat obserwujemy wzrost sprzedaży - opowiada prezes. - Z
drugiej strony
rynek jest coraz bardziej nasycony, działa wielu
producentów krajowych, a coraz częściej do gry wkraczają międzynarodowe
koncerny.
Chodzi tu m.in. o wielkie sieci europejskie, jak H&M, Zara czy polską
markę Reserved, które widocznie także uznały, że
rynek artykułów dla
dzieci jest perspektywiczny. Mają one bowiem w swoich ofertach linie
specjalnie dedykowane wyłącznie dla dzieci - głównie odzieży. Wydaje się
więc, że jeśli duzi rynkowi potentaci wchodzą w taki biznes, musi być on
opłacalny i gwarantować spore zyski.
Nie tylko zabawki
Rynek artykułów dla dzieci to nie tylko ubranka, zabawki, wózki czy
jedzenie. Biznes można bowiem robić na wszystkim, co z nimi związane.
Począwszy od opieki nad dziećmi, ich zdrowiem, organizowaniem czasu
wolnego, wakacji itp. Dzieci stają się także inspiracją dla samych
rodziców, którzy decydują się na poprowadzenie własnej firmy. Oczywiście
z ofertą kierowaną do maluchów i ich rodziców.
Natka Lutniak, zakładając Kalimbę, była młodą mamą.
- Zależało mi na twórczej pracy, w której realizowałabym się na wielu
polach. Najwięcej satysfakcji dawało mi projektowanie zabawek dla mojej
córki - opowiada. - Projektowałam własne wersje zabawek tradycyjnych:
ręcznie malowane, z drewna oraz szyte z naturalnych materiałów. Bawiły
się nimi również inne dzieci, a ich rodzice podpytywali, gdzie je można
kupić.
W taki sposób dostrzegła, że w jej zabawkach tkwi ogromny potencjał i
uznała, że marce Kalimba trzeba nadać rozmach. Dlatego w Warszawie
powstała kawiarnia dla dzieci i rodziców, w której były sprzedawane
zabawki Kalimby.
- Okazało się, że to nisza, w której można dużo zdziałać. Sama byłam tym
niszowym klientem, którego potrzeb ryneknie rozpoznał, dlatego
samodzielnie zagospodarowałam niszę - mówi Natka Luniak.
Podobne motywacje - chęć pozostawania przy dziecku i możliwość
zawodowego realizowania - stoją za wieloma biznesowymi pomysłami. Wiele
mam, opiekując się własnym dzieckiem, wypracowuje bardzo ciekawe i
nowatorskie metody wychowawcze. Niektóre z nich, z zacięciem biznesowym
i umiejętnościami wychowawczymi, postanawiają połączyć oba te składniki.
Stąd już bliski krok do założenia własnej firmy, np. przedszkola.
Tak było w przypadku Macieja Godlewskiego i jego żony. - W czasie
wychowywania pierwszego syna żona opracowała i za moją namową spisała
swoje własne metody wychowawcze - opowiada. - Gdy pojawił się drugi syn,
powstała z tego idea klubu malucha, gdzie rodzice mogliby zostawić
dzieci na kilka godzin pod fachową opieką.
Obecnie małżeństwo prowadzi własne przedszkole Kluba Malucha Siódme
Niebo w warszawskim Ursusie. Poza tym działają też trzy Kluby Malucha na
zasadach franczyzy w innych miastach kraju. - Zainteresowanie naszą
ofertą jest bardzo duże, ale rodzice mają równocześnie bardzo wysokie
wymagania - mówi Godlewski. - Jednak prowadzenie przedszkola jest
opłacalne, choć do poprowadzenia takiego biznesu obok dużego wysiłku,
solidności w działaniu potrzebne są też wielka pasja wychowawcza i
miłość do dzieci.
Profesjonalne podejście do przedsięwzięcia może jednak zaprocentować.
Choć otwarcie prywatnego przedszkola nie jest tanie - w przypadku
franczyzowego Klubu Malucha inwestycja to koszty licencji (ok. 100 tys.
zł i ok. 50 tys. zł na adaptację lokalu) - i wymaga spełnienia wielu
rygorystycznych procedur prawnych - to dobrze zarządzane przedszkole,
gwarantujące fachową opiekę i ciekawy program edukacyjny oraz może być
doskonałym biznesem. W Warszawie miesięczne opłaty za uczęszczanie
dziecka do przedszkola niepublicznego wahają się od 700 do 2,5 tys. zł.
Jednak pomysłów na dziecięcy biznes jest znacznie więcej. Można choćby
otworzyć park zabaw dla dzieci, dla tych starszych organizować kolonie,
obozy.
Rynek pełen jest wielorakich propozycji: szkoły językowe, tańca,
tenisowe, jeździeckie, pływackie. Praktycznie każda
oferta aktywności
kierowana do dorosłych może być adaptowana na potrzeby dzieci. A dorośli
z przyjemnością za to zapłacą.
Kup, nie zwlekaj
Nowy odtwarzacz mp3, nowe buty, nowe klocki, nowe lalki, kolejne roboty
i jeszcze jeden samochód zdalnie sterowany. Najnowsza komórka, deska
snowboardowa i kurtka najbardziej trendy. Potrzeby dzieci i młodzieży są
nieograniczone. Ci rodzice, którzy mogą pozwolić sobie na ich
zaspokajanie, są szczęśliwi, mniej zadowoleni są ci, których nie stać na
kupno najnowszych ubrań czy gadżetów. Dzieci jednak o tym nie myślą. A
czy są świadome swoich potrzeb? Czy rzeczywiście potrzebują kolejnych
rzeczy? Według Sylwii Chutnik, pisarki, kulturoznawczyni i prezes
Fundacji MaMa, dzieciństwo i okres młodzieńczy, podobnie zresztą jak
wszystko, co dzieje się wokół nas, bardzo się skomercjalizowały.
- Wszędzie otaczają nas reklamy, nieustannie wmawia się nam, że rzeczy
są niezbędne do życia - mówi tegoroczna laureatka "Paszportów Polityki".
- Dociera do nas i do naszych dzieci przekaz: kupujcie, jeśli tego nie
robicie, dzieje się z wami coś złego. Rodzicom trudno oprzeć się takim
komunikatom, tym bardziej że reklamy do nich skierowane, np. leków dla
dzieci czy szczepionek, sugerują, że nieużywanie danych produktów narazi
ich dzieci na choroby. A przecież tego nie chcą. Więc kupują.
Na reklamowe przekazy jeszcze mniej odporne są dzieci, które nierzadko
bezkrytycznie przyjmują wszelkie zachęty do posiadania nowych
przedmiotów. One wierzą we wszystko, co do nich trafia, nie mają tzw.
marginesu kłamstwa, nie potrafią oceniać. Zewsząd bombardowane są
komunikatami: musisz mieć tę kurtkę, bo jak nie, to nie będziesz modny,
musisz mieć te buty, bo inaczej nie będziesz fajny itp. Podobne techniki
stosują sklepy, umieszczając produkty na wysokości oczu czy rączek
dzieci. A skonfudowani, nierzadko sfrustrowani rodzice często nie są w
stanie zaspokoić tych sztucznie wykreowanych potrzeb swoich dzieci.
Baby boom dla biznesu
Sylwia Chutnik radzi w tym zakupowym szale, kreowanym przez reklamę,
zachować zdrowy rozsądek i mówi rodzicom: nie bójcie się odmawiać. - To
rodzice, ich miłość i bliskość są dla dzieci najważniejsze, a nie nowe
rzeczy. Pamiętajmy, by spędzać z nimi jak najwięcej czasu, dawać im
całych siebie i obdarzać miłością - mówi pisarka.
Równocześnie dostrzega pozytywne strony dziecięcego przemysłu. Choćby
aktywność zawodową czy biznesową młodych mam, które po urodzeniu dzieci,
wykorzystują ten fakt i otwierają własne firmy. - To dzięki temu w
dużych miastach powstają np. miejsca przyjazne dzieciom i rodzicom, choć
wcześniej ich nie było - zauważa prezes Fundacji MaMa.
Aktywność zawodowa mam to jedna strona dziecięcego biznesu. Inna to
olbrzymie pieniądze, które można zarobić na dzieciach i ich rodzicach.
Tym większe, im więcej będzie w Polsce dzieci, a akurat wskaźniki
dzietności są z
roku na rok coraz wyższe, a ta pozytywna tendencja będzie się
utrzymywać. Przedsiębiorcy, którzy marzą o sukcesie, mogą więc popatrzeć
na tę branżę jako na dobre miejsce rozwoju firmy i zrobienia biznesowej
kariery. Prywatne przedszkole, szkoła,
firma organizująca kolonie, sklep
z artykułami dla dzieci. Pomysłów jest wiele. I choć koszty inwestycji w
wielu przypadkach nie są małe, to potencjalne zyski znacznie większe.
Wszak według obliczeń wychowanie i utrzymanie jednego polskiego dziecka
do 20. roku życia to przeszło 150 tys. zł. A tych w ubiegłym roku
urodziło się ponad 400 tys. W najbliższych kilku latach ta liczba ma
wzrastać. Dla kogo wózek, dla kogo pieluchy?
Michał Bogurat (miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING)
Dorota Zawadzka
Prowadząca Supernianię w TVN:
"Warto uświadomić dziecku, na czym polega wartość pieniędzy. Ale nie
można przesadzić, aby nie wykształcić w nim kultu pieniądza. Dzieci
muszą wiedzieć, skąd się biorą pieniądze, że trzeba na nie zapracować.
Gdy decydujemy się dawać dziecku kieszonkowe, to musimy robić to regularnie
i być konsekwentni. Jeżeli dziecko pierwszego dnia przepuści wszystkie
pieniądze, to nawet jeśli będzie o nie prosić, nie należy mu ich znowu
dać - aż do momentu wypłaty kolejnego kieszonkowego.
Nie wolno nagradzać dzieci pieniędzmi za dobre oceny, czy za zjedzenie
obiadu. Jeśli natomiast zatrudniamy kogoś do trzepania dywanów, a
dziecko chce to zrobić - należy mu na to pozwolić. I zapłacić mu tyle,
ile zapłacilibyśmy obcej osobie. "
Zakładamy przedszkole
Koszty inwestycji
adaptacja i remont lokalu (250 - 300 m2): 70 tys. zł
zakup niezbędnych urządzeń i zabawek: 20 tys. zł
zakup wyposażenia: 15 tys. zł
Razem: 105 tys. zł
Koszty miesięczne
zatrudnienie 7 przedszkolanek:
17, 5 tys. zł
zatrudnienie księgowej: 3 tys. zł
zatrudnienie sprzątaczki: 500 zł
koszty wynajmu i media: 4 tys. zł
catering: 10 tys. zł
Razem: 35 tys. zł
Spodziewane przychody
50 dzieci miesięcznie, opłata 900 zł od dziecka: 45 tys. zł
Spodziewane dochody
45 tys. zł minus 35 tys. zł
Dochód przed opodatkowaniem
10 tys. zł
Przedstawione zestawienie jest jedynie przykładowe - sugerujemy
wykonanie własnego biznesplanu dla konkretnych warunków biznesowych