Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Rozmawiajmy o zasadach

12:00 21.04.2009



Czy pączkujące prywatne, zabiegowe NZOZ-y w niektórych dziedzinach medycyny stwarzają dużą i często niepotrzebną konkurencję doskonale wyposażonym szpitalom publicznym, w które samorządy wpompowały sporo pieniędzy, zarówno w inwestycje, jak i w wysokiej klasy sprzęt? Można zadawać i takie pytanie, skoro są SPZOZ-y pracujące "na pół gwizdka", bo jako jednostki publicznej służby zdrowia nie mają żadnych możliwości, żeby oferować usługi wysokostandardowe płatne. Natomiast niewielkie NZOZ-y wykonując i kontraktowe i płatne, nieskomplikowane zabiegi prosperują zupełnie nieźle.

Dlaczego taki temat

Tym razem raport Rynku Zdrowia poświęcamy zakresowi, a przede wszystkim blaskom i cieniom sprywatyzowania świadczeń w wybranych czterech dziedzinach: ginekologii, urologii, okulistyce, kardiologii. Rozmawiając z przedstawicielami tych specjalności, poszukiwaliśmy odpowiedzie nie tylko na postawione we wstępie pytania.

Chcieliśmy także rozpocząć w ten sposób dyskusję o zasadach, na jakich powinien w Polsce wyglądać - przepraszamy za niezbyt elegancie sformułowanie - styk publicznego sektora medycznego z prywatnym. Na ile lekarz zatrudniony w publicznym szpitalu może po godzinach pracy (a czasem w jej trakcie...) poświęcać się leczeniu "swoich" prywatnych pacjentów.

Czy ordynator oddziału w publicznej lecznicy może z równym zaangażowaniem leczyć chorych w swojej prywatnej klinice, choć formalnie należącej do jego małżonki? Oczywiście, ma takie prawo, ale czy części tego prywatnego leczenia nie mógłby - np. w ramach ustalonych przez ustawodawcę przepisów - realizować w publicznym szpitalu?

W tej złożonej materii wypowiadają się dla nas zarówno lekarze pracującymi w publicznych placówkach, jak i wyłącznie prywatnych, ale także ci, którzy swój zawodowy czas dzielą między oba sektory.

Tam są pieniądze

- Proszę mnie nie odbierać jako przeciwnika jakiegokolwiek sektora, bo w każdym państwie unijnym koegzystują i wzajemnie uzupełniają się na rynku różne formy własności placówek medycznych, ale są tam równouprawnione, a u nas tak nie jest - mówi nam doc. Krzysztof Sodowski, kierujący klinicznym odziałem położnictwa i ginekologii w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej.

Zdaniem naszego rozmówcy, w niektórych przypadkach realizowanie części usług poza szpitalami publicznymi nie ma racjonalnego uzasadnienia i wynika z braku rzeczywistej gry rynkowej. Dlatego doc. Sodowski jest zwolennikiem jak najszybszego tworzenia samorządowych spółek, tam gdzie funkcjonują dobrze wyposażone oddziały:

- Szpitale publiczne nie mają możliwości prowadzenia innego leczenia niż to wynikające z kontraktów z NFZ. Gdyby szpital publiczny był spółką, to na oddziale, którym kieruję 60% pacjentek przyjęlibyśmy w oparciu o kontrakt z NFZ, a 40% wyraziłoby chęć skorzystania z usług komercyjnych. Uważam, że nie mylę się mówiąc o takich proporcjach. Zapewne podobne możliwości dotyczą większości oddziałów ginekologicznych w dobrych jednostkach leczących pacjentki nie tylko z jednego miasta czy powiatu. Wtedy znalazłyby się pieniądze i na dokupienie sprzętu i na podwyżki dla pielęgniarek.

Realizowanie zasady, zgodnie z którą w szpitalach publicznych Kowalski, nawet jeśli chce, nie może płacić za zabiegi, a szpital nie może takich zabiegów proponować, jest dla wielu polityków wyrazem społecznego egalitaryzmu i dostępności do bezpłatnej służby zdrowia.

Tak rozumiany egalitaryzm nie służy jednak jednostkom publicznym, a część świadczeń medycznych i tak jest prywatyzowana.

Naciąganie medycyny?

W opinii niektórych lekarzy w małych, jednodniowych klinkach ginekologicznych medycyna bywa "naciągana". NFZ płaci za procedury o problematycznych wskazaniach do wykonania u niektórych pacjentek.

Jako przykład podawane jest wykonywanie zabiegów diagnostycznych pobierania endometrium. Są to zabiegi wykonywane u kobiet w okresie menopauzy, kiedy powinno się sprawdzić czy przy nieregularnych miesiączkach, krwotokach, nie dochodzi do rozrostu endometrium w kierunku nowotworu. Co istotne, w szpitalach dysponujących dobrą diagnostyką, te zabiegi można ograniczyć, nie trzeba ich wykonywać u każdej pacjentki.

Następny podobny problem w ginekologii, który jest dość częsty, to rozpoznanie torbieli w jajniku i jej operowanie. Są torbiele, które nie powinny być operowane. Tymczasem, niektórzy lekarze wykonują laparoskopię, która kompletnie w tych wypadkach jest niepotrzebna.

W pewnych sytuacjach, te zabiegi nie tylko, że nie dają żadnych konkretnych wyników, ale nawet szkodzą pacjentkom. Są wykonywane w przesadnych ilościach, bo NFZ płaci za nie.

"Takie działania wynikające z chęci sięgania po publiczne pieniądze z kontraktów psują etykę lekarską, są naciąganiem medycyny. A dzieje się tak, bo znacząca pula środków jest wydawana bez kontroli" - usłyszeliśmy od naszych rozmówców, lekarzy, którzy nie chcieli, aby ich nazwiska pojawiły się w tekście.

Rozpraszamy siły?

Opinie, że podaż pewnych świadczeń przekracza już popyt, pojawiły się także w odniesieniu do niektórych usług kardiologicznych.

Ze statystyk wynika, że w Polsce nie ma już właściwie problemu kolejek do procedur kardiologii interwencyjnej w leczeniu ostrych zespołów wieńcowych. Być może właśnie dlatego, że powstało wiele nowych ośrodków, także niepublicznych?

- Brak kolejek to pewna krajowa średnia, gdyż nadal są obszary, które dość łatwo można zdefiniować - i to robią lub powinni robić konsultanci wojewódzcy - gdzie istnieje obiektywna potrzeba tworzenia nowych oddziałów kardiologii interwencyjnej - mówi dr Roman Szełemej, pełnomocnik Zarządu Województwa Dolnośląskiego ds. polityki zdrowotnej i zastępca dyrektora ds. lecznictwa Specjalistycznego Szpitala Zespolonego w Wałbrzychu.

- Natomiast obecne rozproszenie sił i środków powoduje, że w wielu miejscach brakuje odpowiednio wykwalifikowanej kadry, ponieważ w Polsce hemodynamistów jest za mało. Kardiolodzy interwencyjni jeżdżą więc po ośrodkach w całym kraju, co na pewno nie wszędzie sprzyja jakości wykonywanych świadczeń - zauważa dr Szełemej.

Co na to przedstawiciel prywatnego sektora? Doc. Paweł Buszman, prezes Polsko-Amerykańskich Klinik Serca: - W naszych ośrodkach mamy stałą, doświadczoną kadrę z 15-20-letnim stażem. Co więcej, cały czas szkolimy kolejne osoby. Oczywiście, jest pewna grupa specjalistów, którzy od czasu do dorabiają sobie u nas dyżurami, ale nie ma to żadnego negatywnego wpływu na jakość świadczonych przez nas usług.

Żywioł czy prawa rynku

Zdaniem Romana Szełemeja, skutki "żywiołowej, niekontrolowanej prywatyzacji świadczeń" są widoczne nie tylko dziedzinie kardiologii interwencyjnej, ale i m.in. w dializoterapii.

- Niedawno byłem wzywany do Głogowa, że gdzie prywatna firma z Sosnowca, do której należy głogowska stacja - funkcjonująca w publicznym szpitalu - nie będzie pracowała w soboty i niedziele, bo właścicielowi się to nie opłaca... Efekt jest taki, że pacjenci muszą teraz dojeżdżać na dializy ok. 80 kilometrów do Wrocławia - mówi Roman Szełemej.

I dodaje: - Chyba nigdzie w Europie nie ma takiego liberalizmu w kwestii finansowania z publicznych środków usług medycznych na prywatnym rynku, jak w Polsce. Niepokoić musi łatwość otrzymawania kontratu z narodowym płatnikiem przez nowe, niepubliczne podmioty.

Zgoła inaczej do tego problemu podchodzi prof. Jerzy Nawrocki, współwłaściciel Kliniki Okulistycznej "Jasne Błonia" w Łodzi: - Przez kilkadziesiąt lat mieliśmy gospodarkę, która próbowała wszystko wyregulować i nie wyregulowała. Zniesienie limitów świadczeń i wprowadzenie rynku do medycyny, ucywilizowałoby ją. Dopóki tego nie zrobimy, nie poznamy ani prawdziwych potrzeb, ani prawdziwych cen usług.

Kto ma rację? Oto jest pytanie.

WOJCIECH KUTA
PIOTR WRÓBEL

Źródło: Rynek Zdrowia
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy