Skuteczni liderzy starają się odnaleźć fasadę maskującą rzeczywistość. Następnie dekonstruują tę fasadę, aby ujawnić faktyczną sytuację, jej istotę - dobrą lub złą, która jednak w pełni oddaje położenie organizacji.
Zawsze podobało mi się następujące stwierdzenie dramatopisarza Eugene"a O"Neilla: "Jeśli ktoś chce zrozumieć sens życia, musi zaakceptować fakty dotyczące siebie samego - choć sentymentalnej próżności mogą one się wydawać brzydkie - zanim pozna prawdę, którą skrywają. A prawda nigdy nie jest brzydka".
Odkrywanie faktów i zaakceptowanie prawdy, aby móc dokonać czegoś niezwykłego, wymaga głębokich przemyśleń i długich medytacji. Spośród wszystkich osób, jakie spotkałem na swojej drodze, trzy potrafiły szczególnie wspaniale medytować.
Pierwsza z tych osób to David Ogilvy, pionier mediów i dumny ze swego pochodzenia Szkot, który zmarł w 1999 roku. Ustanowił on nowe standardy dobrego smaku i stylu w branży reklamowej. Założona przez niego firma Ogilvy & Mather od zawsze znajduje się w piątce najlepszych agencji reklamowych w Ameryce.
W 1963 roku Ogilvy opublikował książkę należącą dziś do klasyki literatury branżowej, zatytułowaną "Confession of an Advertising Man" ("Zwierzenia człowieka reklamy").
Pisze w niej: "Bardzo często słucham muzyki. Jestem zaprzyjaźniony z Johnem Barleycornem. Uwielbiam długie kąpiele. Pielęgnuję ogródek. Jeżdżę do amiszów, aby się wyciszyć. Obserwuję ptaki. Chodzę na długie spacery poza miastem. Często wyjeżdżam na wakacje, więc mój mózg często odpoczywa. Nie gram za to w golfa, nie chodzę na przyjęcia, nie gram w tenisa ani brydża. Nie uczestniczę w żadnych zgromadzeniach. Wolę pojeździć na rowerze".
Dalej wyjaśnia, że podczas gdy on jest zajęty nicnierobieniem, nowe pomysły reklamowe same pojawiają się w jego umyśle. Gdy tylko pojawia się któryś z nich, Ogilvy natychmiast zaczyna działać, ponieważ wie, że musi wspierać wędrówkę myśli "ciężką pracą, otwartością umysłu i nieposkromioną ciekawością". Czyż nie brzmi to bardzo podobnie do metod, które proponuję czytelnikom?
Niestety medytacja to dla większości menedżerów pojęcie obce. W ich przemyśleniach dotyczących organizacji brakuje nieposkromionej ciekawości, która charakteryzowała Davida Ogilvy"ego. A jednak o to właśnie proszę czytelników - o myślenie w taki sposób, jak myśli pełen pasji student zagłębiający się w tajniki organizacji. Nie znam lepszej metody na odkrycie ukrytego, ostatecznego celu działania firm takich jak Obelisk czy USG. Podczas warsztatów w firmie USG ćwiczyliśmy się w medytacji. Charcie Hunter pozwolił zaś swoim myślom biec własnymi ścieżkami, oglądając turniej golfowy w telewizji. Kiedy w wyniku naszej sesji medytacyjnej rozwiniemy pewien rodzaj intuicji, będziemy mogli zdefiniować nasze cele i stworzyć zharmonizowaną z nimi strategię lub, jeśli to konieczne, zupełnie zmienić strategię i dążyć do sukcesu całkiem inną drogą.
Kolejna osoba potrafiąca naprawdę pogrążyć się w medytacji to dyrygent orkiestry symfonicznej Robert Shaw, który również zmarł w 1999 roku. Shaw to słynny założyciel i dyrygent chóru Robert Shaw Chorale oraz dyrektor muzyczny orkiestry i chóru Atlanta Symphony Orchestra and Chorus. Funkcje te pełnił przez dwadzieścia lat.
Po raz pierwszy usłyszałem o nim, gdy miałem dwadzieścia kilka lat. Mój ojciec pochodził z Alabamy, a całe swoje dorosłe życie spędził na północy Stanów Zjednoczonych. Pewnego razu kupiłem mu album zespołu Robert Shaw Chorale z pieśniami z Południa, dzięki czemu stałem się rodzinnym bohaterem. Mój ojciec uwielbia tę muzykę, ponieważ Stephen Foster wyraził w niej cały swój podziw dla Południa sprzed wojny secesyjnej. Przez lata słuchaliśmy tej płyty na okrągło.
Shaw zdobył kilka nagród Grammy, trzy nagrody ASCAP za zasługi dla muzyki współczesnej, został uhonorowany tytułami naukowymi i nagrodami przez 30 amerykańskich uczelni wyższych i fundacji oraz jako pierwszy w historii dyrygent otrzymał nagrodę Guggenheim Fellowship. W 1998 roku, na krótko przed przejściem na emeryturę, otrzymał nagrodę Gold Baton, najwyższe odznaczenie narodowe za wybitne zasługi w dziedzinie muzyki i sztuki.
Kilka lat temu w Chicago miałem okazję widzieć, jak Shaw dyryguje chórem wykonującym Mszę G-dur Schuberta. Po koncercie wygłosił wykład zatytułowany "Religia i sztuki piękne". Jego muzyka i słowa pozostawiły niezatarte wspomnienie w mojej pamięci.
Mówiąc o sztuce, podkreśla cztery elementy: (1) czystość intencji, (2) perspektywę historyczną, (3) kunszt wykonania oraz (4) objawienie. Słuchając jego słów, pomyślałem, że nie odnoszą się one tylko do muzyki czy poezji, ale również do sztuki zarządzania. Wydało mi się oczywiste, że w dziedzinie pracy ludzkiej w erze globalizacji odbywa się ewolucja obejmująca wszystkich, od dyrektora generalnego po operatora wiertarki pracującego na trzeciej zmianie. Pracownicy coraz mocniej pragną, aby ich wyjątkowe uzdolnienia działały na rzecz dobra ich samych i firm, w których pracują. Shaw nazwał to pragnienie czystością intencji. Ludzie biznesu kojarzą je z cechami osobowości, etyką, uczciwością.
Perspektywa historyczna staje się ważna, gdy staramy się odkryć "osobowość" firmy, aby w ten sposób poznać jej "styl życia". Musimy wtedy wnikliwie przemyśleć jej historię i odkryć, co nam mówi na temat kierunku, w jakim zmierzamy.
Mówiąc o objawieniu, Shaw miał na myśli, to że sztuka jest "ucieleśnionym słowem". Nawiązywał tu do objawień Mahometa, Jezusa i Buddy - najwspanialszych przykładów życia prawdziwego zgodnie z istotą człowieczeństwa, jakie pojawiały się w historii ludzkości. Jeśli postrzegamy nasze życie jako powołanie, funkcjonowanie będące wartością samą w sobie, którego celem jest ofiarowanie czegoś pozytywnego innym ludziom, niezależnie od tego, czy są to nasi współpracownicy, klienci czy członkowie rodziny, my również żyjemy w zgodzie z istotą człowieczeństwa.
Trzecia wspomniana przez Shawa cecha sztuki, kunszt wykonania, odwołuje się do działania, namacalnego wyrazu naszych wyjątkowych uzdolnień. Dążenie do mistrzostwa umożliwia dopracowywanie i wykorzystywanie naszych wyjątkowych uzdolnień w praktyce przez całe życie. Nie możemy jednak osiągnąć mistrzostwa bez odkrycia i nazwania naszego wyjątkowego powołania i poświęcenia się mu.
Czytelnicy zdziwią się zapewne, gdy się dowiedzą, kim jest ostatnia osoba, którą chciałby przedstawić jako wzór do naśladowania. Jest to bowiem gwiazda rocka John Cougar Mellencamp. Gdy piszę tę książkę, jego najnowszym przebojem jest utwór zatytułowany Our Country ("Nasz Kraj"). Być może mieliście okazję oglądać jego występ w telewizji podczas drugiego meczu zawodów Word Series w 2006 roku między Detroit Tigers i St Louis Cardinale.
Mellencamp mieszka w niewielkim miasteczku uniwersyteckim o nazwie Bloomington w stanie Indiana, a dorastał 40 mil na południowy wschód od tego miejsca w jeszcze mniejszym miasteczku Seymour.
W Bloomington znajduje się siedziba uniwersytetu Indiana, natomiast o miejscowości Seymour zapewne czytelnicy nigdy nie słyszeli, ponieważ jej populacja wynosi około 16 tys. osób, chyba że ktoś pamięta przebój Mellencampa zatytułowany Small Town ("Małe miasto" i wideoklip do tej piosenki, którego bohaterem jest właśnie to niewielkie miasteczko (z płyty Scarecrow). Refren innej piosenki z tej płyty brzmi następująco: "You"ve got to stand for somethin", or you"re gonna fall for anything" ("Musisz mieć jakieś przekonania, bo inaczej zatracisz głowę dla pierwszej lepszej sprawy"). Wartości, zasady, etyka, uczciwość, czystość intencji - bez nich będziemy zauważać jedynie fasady i nigdy nie dotrzemy do istoty rzeczywistości, a cel negatywny, destrukcyjny będzie niszczył cel pozytywny będący naszym "aniołem stróżem".
Każda firma, która osiągnęła jakąkolwiek pozycję na rynku, dokonała tego dzięki zaangażowaniu jej założycieli w jakiś niezwykle obiecujący i pozytywny pomysł. Osoba, która stworzyła twoją firmę, wierzyła w swój produkt lub usługę wbrew oczekiwaniom wszystkich wokół, pokonywała przeszkody fizyczne, psychiczne, finansowe, które nieuchronnie pojawiają się w trakcie każdego przedsięwzięcia, wprowadziła swoje produkty na rynek i sprzedała je milionom osób, ponieważ była do czegoś przekonana.
Gdy firma straci kontakt z wartościami, na których została zbudowana, tak jak stało się to w wypadku firmy Obelisk, zacznie się chylić ku upadkowi. Jeśli zapomni, czym jest i gdzie się znajduje, nie można wiedzieć, dokąd powinna zmierzać.
Aby cokolwiek osiągnąć, musimy rozpocząć od powiedzenia "tak". Następnie musimy pielęgnować i chronić nasze "tak" oraz nauczyć się, w jaki sposób i kiedy mówić "nie". Może to być trudne, ale nasze "tak" będzie nas prowadzić. Innymi słowy, musimy powiedzieć "tak" czemuś, co ma dla nas znaczenie, zanim będziemy wiedzieć, w którym momencie powiedzieć "nie".
Więcej praktycznych i pouczających historii z zakresu nowej filozofii zarządzania można znaleźć w książce Allana Cox"a "Odkryj w sobie menedżera" (Wolters Kluwer Polska, Kraków 2009). Publikacja dostępna jest w wielu księgarniach internetowych, np.: www.profinfo.pl.
Joanna Szelągowska
magnifiCo PR