Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Zakazać tankowania w F1

12:26 29.04.2009

Sama ewolucja przepisów F1 to stanowczo mało. Wyścigi bolidów są nudne, czeka je duża rewolucja.

Cięcia w budżetach, poszukiwanie mniejszych zespołów, by wpompowały świeżą krew w F1, to stanowczo za mało, by wyścigi były bardziej pasjonujące. W tym sezonie emocje wzbudza głównie to, jaki team przygotuje na wyścig nowy pakiet aerodynamiczny i przebije się na czoło stawki. Ciśnienie kibicom podnosi raczej fakt, że do gry weszły zespoły skazywane na niebyt przed sezonem. Świadomość tego ma Bernie Ecclestone, który szykuje od dawna rewolucję w rozgrywaniu wyścigów.

To stąd wziął się pomysł, by w przyszłości Grand Prix były skrócone tak, by bolidy mogły go przejechać bez tankowania. Absurdalne? To raczej kwestia przyzwyczajenia, że pasjonujemy się taktyką zespołów. Tyle, że na torze często o wyniku nie decydują teraz umiejętności kierowców, a raczej decyzje podejmowane przy "zielonym stoliku" szefów. Tak było choćby w Bahrajnie, gdy prowadzące Toyoty dostały twarde ogumienie i spadły o kilka pozycji.

Także pomysł przez wszystkich używania identycznego silnika mógłby wprowadzić trochę emocji na torze. Ecclestone chce wprawdzie dzięki temu obniżyć koszty funkcjonowania zespołów, ale im mniejsze będą różnice w możliwościach samych aut, tym bardziej zaciekła walka wywiąże się między kierowcami.



W jednym z przedsezonowych wywiadów Robert Kubica pytany o to, co zmieniłby w F1, zażartował, że wprowadziłby zderzaki do bolidów jak w ukochanych przez niego gokartach. Bezpieczniej na pewno by nie było, ale efektowniej. Kto nie wierzy, niech zobaczy choćby 10 minut najbardziej popularnej serii w USA: NASCAR. Tam na owalnym torze trzaskają karoserie trochę innych aut, a NASCAR nie cierpi na odpływ zespołów jak F1. Najlepsi kierowcy też nie ustępują wiele zarobkami krezusom z Formuły 1.

Witryna Virginmedia utrzymywana za pieniądze Richarda Bransona (sponsora zespołu Brawn GP, który od dawna chce mieć własny team w F1) przypomina, że w złotych czasach wyścigów start był lotny i odbywał się z paddocka. Wyobrażacie sobie te emocje? Przedsmak dał już mistrz świata Lewis Ha­milton, gdy przed rokiem staranował przy wyjeździe z alei serwisowej Fina Kimiego Räik­könena.

Jeśli nie przejdzie taka zmia­na, to innym ciekawym pomysłem jest start do wyścigu na podstawie odwróconej klasyfikacji z poprzedniego sezonu. Czyli ostatni zawodnik z Bahraj­nu miałby pierwsze pole w Barcelonie. Kubica miałby wreszcie w tym roku szansę na start z przodu. To byłby też wspaniały test na umiejętności tych najlepiej opłacanych, bo musieliby minąć teoretycznych słabeuszy. Emocje murowane.

Powiewem świeżości w skost­niałym świecie wyścigowej arystokracji (raczej nie chodzi tu o maniery, ile o zasobność portfeli) są wyścigi nocne. Ecclestone ma nosa do robienia widowiska i chce , by takich startów było więcej niż tylko rodzynek w Singapurze. Marzy mu się też więcej torów ulicznych, w centrach miast w kalendarzu GP.

Do drzwi zmodernizowanej F1 już pukają kolejni chętni do ulokowania swoich pieniędzy (licząc, że od 2010 r. budżety nie przekroczą 30 mln funtów). Władze tego sportu mogłyby wprowadzić draft na wzór NHL, gdzie słabsze drużyny miałyby przed sezonem szansę zatrudnienia najlepszych kandydatów do ścigania.

Jeśli już jesteśmy przy zawodnikach, to po ograniczeniu testów w trakcie sezonu mar­ginali­zowani są trzeci kierowcy w teamach. F1 mogłaby mieć swoją drugą ligę składającą się właśnie z zawodników testowych. Rywalizacja odbywałaby się w trakcie oficjalnych przedsezonowych treningów, które teraz kosztują i tak fortunę, a niewiele się na nich dzieje.

Jest też mała lista przepisów, które siedzą w głowie Eccle­stona, a zabiłyby emocje na torze. Jedną z nich jest pomysł, by wygrywał zawodnik, który ma na koncie najwięcej zwycięstw w sezonie. F1 może zacząć przypominać wówczas polską ekstraklasę piłkarską, a ostatnie wyścigi (jeśli losy mistrzostwa się rozstrzygną przedwcześnie), byłyby Grand Prix cudów lub przyjaźni.

Punktowanie kwalifikacji też nie jest zbyt ciekawe. Wcześniej przytoczyliśmy inne pomysły na ustalanie linii startowej. Jeśli już jednak Ecclestone chce eliminacji, to niech toczą się one w ogniu normalnej rywalizacji, gdy na torze są wszystkie bolidy i kierowcy mogą się blokować, kręcąc jak najszybsze kółka.

20 kierowców - tylko tylu jeździ w tym sezonie w 10 zespołach na torach Formuły 1

28 kierowców - może liczyć F1 w 2010 r., jeśli zostaną wprowadzone ograniczenia budżetów

440 mln dolarów - wynosiłyby w sumie budżety obecnych zespołów po zmianach przepisów

205 mln dolarów - zarabiają teraz wszyscy kierowcy Formuły 1 łącznie z kontraktami reklamowymi

Autor: Oskar Berezowski
Źródło: motofakty.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy