Neuromarketing - a co to takiego?
09:00
02.05.2009
Jednym z nich było niezwykłej miary zdziwienie wśród moich rozmówców, że w Polsce można robić naukę rodem z filmów o Jamesie Bondzie, a drugim - bardziej mnie frapującym zmieszanie związane z brakiem przełożenia tego co mówię na język marketingu, reklamy, czy wreszcie gospodarki i ekonomii.
Mam świadomość, że wiedza z zakresu działania organizmu ludzkiego i subtelne mechanizmy które w nim zachodzą nie muszą (i nie powinny) być znane wszystkim stąpających po tej planecie. Jednak postanowiłem oswoić czytających z czymś co nazywane jest neuromarketingiem. Nie chcę walczyć z twórcami tego terminu, jednak z drugiej strony czuję ogromną pokusę by stać się Don Kichotem i odrobinę "porozmawiać" z wiatrakami.
Więc do rzeczy. Neuronauka, lub jak kto woli neuroscience obecna jest w świadomości gatunku ludzkiego od wielu tysięcy lat. Okazuje się, że nawet w początkach naszej cywilizacji wiedziano, a może raczej podejrzewano, że w głowie nie kryje się tylko galaretowata masa kilku milionów komórek, ale również coś, co przez wierzących nazywane jest duszą, przez ateistów instynktem a neurologów i neuropsychologów funkcjonowaniem poznawczo-intelektualnym. Wiedza na te tematy, niezależnie od punktu spojrzenia tyczy się funkcjonowania organizmu z perspektywy działania układu nerwowego.
Wszystko co jest neuro stało się za sprawą ostatniej dekady XX wieku bardzo modne, ale nie uważam się za neuroczłowieka a tym bardziej specjalisty od neuromarketingu. Dlatego ja postanowiłem nie używać pojęcia "neuromarketing", mimo że chwyta ono za serca. Bo to o czym piszę jest więcej niż neuronauką. Po za tym, czy marketing jest badaniem? Nie, więc nie można opisywanej przeze mnie diagnostyki nazywać neuromarketingiem, tak jak nie mówi się o neurousability, mimo że do tego badania używa się podobnych urządzeń.
Jako członek grupy zajmującej się "podglądaniem" pracy organizmu człowieka z różnych perspektyw, jestem ciekaw zachowań ludzkich, nie tylko w sferze podstawowych mechanizmów, ale również tego co kieruje, np. potencjalnym klientem. Nie odkrywam ameryki, ja ją przenoszę do naszego kraju. Jako grupa proponujemy wykorzystanie nowoczesnych metod diagnostyki medycznej i psychologicznej do obserwacji respondentów i poprawy wizerunku marki czy produktu.
Czy jest to etyczne? Wydaje się, że jest nieetyczne - ja odpowiadam: to tylko złudzenie. Ale nie chcę odbierać czytelnikom przyjemności samodzielnego rozstrzygnięcia tego problemu. JA UWAŻAM ŻE Z ETYCZNOŚCIĄ NIE MA TO NIC WSPÓLNEGO. Nie zmuszamy osoby do wzięcia udziału w badaniu, sama wyraża na to zgodę i ze względów technicznych nie będzie możliwe użycie tych metod bez wiedzy i chęci respondenta. fMRI, EEG, EMG, ET (wszystkie skróty wytłumaczone poniżej) nie są maszynką do manipulacji!
Dają one możliwość lepszego poznania zachowań konsumenckich, poprawy odbioru reklamy, produktu i zwiększenia satysfakcji z posiadania. Przecież jeżeli ktoś czyta, słucha, czy ogląda reklamę chciałby to robić z przyjemnością a nie z obrzydzeniem - sprawdźmy co temu sprzyja, a jeżeli przy tym dowiemy się co przyciąga uwagę konsumenta, co sprawia że pamięta on jaki proszek do prania, czy herbatę warto wypróbować to uważam, że warto to zbadać. Nie mamy co się oszukiwać - jeżeli produkt nie będzie tym pasującym, nawet najlepsza reklama nie spowoduje że klient znów sięgnie po niego! Inną rzeczą jest budowanie marki , któremu z kolei nasze metody pomagają zwiększyć oddziaływania emocjonalne, sprzyjające temu procesowi. Wracając do etyczności - ktoś mógłby się zapytać mnie, czy ja dałbym sobie zajrzeć w mózg. Proszę bardzo!
Paweł Soluch
Neuro Device Group Sp z o.o.
Źródło:
