Wyścig w Barcelonie był szóstą Grand Prix z rzędu, w której Robert Kubica nie zdobył żadnego punktu. Tak beznadziejnej passy polski kierowca jeszcze nie miał. Krakowianin obwinia głównie swój zespół, ale zagraniczne media coraz krytyczniej podchodzą do umiejętności naszego jedynaka w F1.
Porównanie z Nickiem Heidfeldem nie wypada bowiem najlepiej. Wprawdzie Kubica był w zeszłym sezonie lepszy w klasyfikacji generalnej, ale Niemiec jest... bardziej niezawodny. W Hiszpanii zanotował 25. ukończony wyścig z rzędu.

W tym czasie Robert aż pięć razy nie dojechał do mety. W tym sezonie Polak brał ponadto udział w kolizjach w Australii, Chinach i Bahrajnie. Trudno go obwiniać za wszystkie, ale Heidfeldowi udało się uniknąć tylu niebezpiecznych sytuacji. Z drugiej strony Niemiec jeździ bardziej zachowawczo, hołdując sloganowi powtarzanemu w BMW: aby wygrać wyścig, trzeba go najpierw ukończyć.
Kierowca z Krakowa stara się robić dobrą minę i mówi, że taka sytuacja wzmocni go psychicznie. Z drugiej strony niżej w F1 nie można już chyba upaść, jeżdżąc autem, które mieściło się jednak w tym roku na podium. W Australii na trzy okrążenia przed metą Kubica jechał na trzeciej pozycji, zanim zderzył się z Sebastianem Vettelem. W Malezji drugi był Heidfeld.
Czarne chmury wiszą nie tylko nad Kubicą, ale i nad jego kolegą Lewisem Hamiltonem. Obaj uważani byli za cudowne odkrycia F1. Tymczasem McLaren nie przygotował dla mistrza świata odpowiedniej maszyny. Mało tego, zespół niebawem może mieć poważne kłopoty z przetrwaniem.
Sponsorom nie tylko nie podobają się afery z oszustwami, ale i brak sukcesów. Mercedes rozważa przejście do Brawn GP, którym już dostarcza silniki. Ross Brawn wykorzystuje je jednak lepiej, a na dodatek teraz za nie nawet płaci.
Autor: Oskar BerezowskiBrak komentarzy...