Tnijcie koszty, liczcie każdy grosz - nakazuje Międzynarodowa Federacja Samochodowa zespołom Formuły 1. Chce, by założyli na swoje konie mechaniczne finansowe chomąto w postaci ograniczenia budżetu do 40 mln funtów rocznie.
Wściekły na takie pomysły boss Ferrari Luca di Montezemolo w ogóle nie przyjechał do Londynu na spotkanie szefów teamów z władzami FIA.
Nie brakuje głosów, że zachowanie FIA to hipokryzja. Gdy inni mają się ograniczać, bossowie federacji ściągają z kierowców gigantyczne haracze. Tylko w tym roku zawodnicy jeżdżący w F1 zapłacili ponad 1,5 mln dolarów za superlicencje uprawniające ich do startów.

FIA tłumaczy, że ograniczając koszty funkcjonowania zespołów, stworzy możliwość innym firmom na sponsorowanie własnych ekip. W najbardziej optymistycznych przewidywaniach już w kolejnym sezonie może pojawić się na torach 28 kierowców (teraz jest 20). A to kolejne pieniądze dla FIA. Nie tanieją też licencje dla zespołów i torów.
- Czy przedstawiciele FIA przestali latać prywatnym odrzutowcem? - pyta sir Jackie Stewart, trzykrotny mistrz świata i były właściciel zespołu.
Bossowie teamów nie kryją wściekłości na pomysły Berniego Ecclestone'a (F1) i Maksa Mosleya (FIA), którzy w Londynie zapowiedzieli, że zrobią wszystko, by zmusić dotychczasowych tuzów do zaciśnięcia pasa.
Ferrari, które dzierży sztandar przywódców buntów na barykadzie z opon i gór pieniędzy wydawanych na bolidy zapowiedziało, że nikt nie będzie im mówił, na co mają wydawać własną fortunę. FIA odpowie za taką próbę przed sądem.
- Chcą złożyć przeciwko nam pozew we Francji [tam jest zarejestrowana FIA - red.] - przyznał w piątek po spotkaniu Mosley. Pierwsze przesłuchanie już we wtorek.
W gronie niezadowolonych z cięć jest także BMW. Rewolucja budżetowa w F1 może sprawić, że Robert Kubica straci pracę. Jego szef Mario Theissen przyznał w Londynie, że trudno będzie przekonać szefów koncernu, żeby dawali pieniądze na sport, w którym nie można w optymalny sposób rozwijać technologii, którą potem można przenieść do masowej produkcji.
W piątek miały rozstrzygnąć się losy F1, ale po kilku godzinach negocjacji nie podjęto żadnej ostatecznej decyzji. Największe zespoły (Ferrari, McLaren, Renault, Toyota i BMW) sugerują, że w takim razie nie wiedzą, czy złożą zgłoszenia do przyszłego sezonu (termin mija już 29 maja).
Nieoficjalnie wiadomo jednak, że szefowie zespołów zgodzili się na dalsze cięcie kosztów, ale nie tak drastyczne, jak chce FIA. Jeszcze w tym miesiącu ma dojść do kolejnego spotkania, na którym teamy przedstawią kontrpropozycję.
Autor: Oskar BerezowskiBrak komentarzy...