Władze Formuły 1 wciąż twierdzą, że nie boją się odejścia Ferrari. Fabryczne teamy, które nie zmniejszą budżetów, mogą odejść bez żalu ze strony Berniego Ecclestone'a.
Teoretycznie nawet Robert Kubica twierdzi, że wyobraża sobie F1 bez Ferrari. Tyle że mogą tego nie wytrzymać kibice. Proszę sobie wyobrazić Premier League, w której o tytuł walczy Wigan i Stoke City. Manchester, Chelsea i Liverpool kopią sobie w Ligue One. Ciekawe tylko, kto chciałby to oglądać. Albo polską ekstraklasę bez Wisły, Legii, klubów ze Śląska. I w takim właśnie kierunku zmierza F1, jeśli protestujące zespoły rzeczywiście nie przystąpią do kolejnego sezonu, a Ecclestone zastąpi je niskobudżetowymi surogatami.
Po Grand Prix Turcji coraz więcej fanów F1 zaczyna się zastanawiać, czy bieżący sezon jest jeszcze sens oglądać. Oczywiście fantastyczny Jenson Button w Braw GP zaskakuje formą. Pogoń Red Bulla robi wrażenie, ale wszystko to jest zasługą szefów Formuły 1, którzy zmienili gruntownie przepisy przed tym sezonem i do tego tempa nie dostosowali się najbogatsi.

Już w tym sezonie F1 może przestać być interesująca. Na czele stawki są zespoły, których nazwy nie kojarzą się z historią F1. Na dodatek jeden z nich (wspomniany Brawn GP) całkowicie zdominował sezon, choć jest anonimowy. To nie pcha do przodu marketingowego cyrku F1. W sklepach nie ma nawet pełnej gamy gadżetów. Na dodatek sezon staje się nudny. Tym bardziej że bolid Buttona wydaje się być poza zasięgiem jeszcze na długo.
- Chciałbym wygrać wszystkie wyścigi, które są do rozegrania w tym sezonie - zapowiada brytyjski lider klasyfikacji mistrzostw świata.
- Mam mieszane uczucia w związku z dominacją Jensona Buttona. Z jednej strony to wspaniałe, z drugiej... brakuje trochę rywalizacji. Może jeszcze się jej doczekamy - zastanawia się Ecclestone, który wyścig w Turcji oglądał we własnym domu w londyńskiej dzielnicy Knightsbridge.
To nic nadzwyczajnego. Z bossem F1 związana jest anegdota, według której, gdy zwycięzca Grand Prix przejeżdża linię mety, on jest kilka tysięcy metrów nad ziemią.
- Po starcie wsiadam do samolotu i lecę do domu. W poniedziałek muszę być w biurze, to w nim mogę opracowywać strategię rozwoju, a nie bawiąc się ze zwycięzcami wyścigu - rzeczowo tłumaczy Bernie.
Na razie udaje mu się znaleźć posłusznych i utrzymywać twarde stanowisko wobec buntowników. Ci jednak rozprawiają się stanowczo z łamistrajkami. Niedawno zgłoszenie do przyszłego sezonu wysłał najsłabszy zespół Force India i Williams. Stowarzyszenie zespołów FOTA zawiesiło obie ekipy w prawach.
Felipe Massa popiera te działania i zapowiada, że odejdzie z F1 razem ze swoim zespołem, jeśli władze nie ugną się przed dyktatem ograniczania budżetów.
- To, co się dzieje, to jakiś koszmar - irytuje się Brazylijczyk, aktualny wicemistrz świata.
Autor: Oskar BerezowskiBrak komentarzy...