Kiedy w listopadzie 2007 r. został ministrem, w Polsce było 674 km autostrad. W ciągu ponad półtora roku rządów Platformy Obywatelskiej przybyło 92 km. Jednak nie jest to zasługa obecnego szefa resortu, bo umowy na ich budowę podpisano jeszcze za czasów jego poprzedników związanych z Prawem i Sprawiedliwością.
|
| Fot. GDDKiA
|
Ale on sam też nigdy tak nie twierdził. W przeciwieństwie do polityków PiS, którzy w kilka miesięcy po objęciu rządów z wielką medialną pompą otwierali gotowe odcinki autostrad, biorąc na siebie wszelkie zasługi. A wiadomo, że od podpisania umowy do uruchomienia trasy musi minąć co najmniej 20 miesięcy.
Według jakiego zatem kryterium powinniśmy oceniać ministra Grabarczyka? Jeśli pod względem liczby podpisanych umów, to bilans nie wychodzi źle. Od kiedy kieruje resortem rozstrzygnięto, kto będzie budował kolejne 406 km autostrad.
Rozpoczęto m.in. budowę tak kluczowych odcinków jak Grudziądz - Toruń czy Stryków - Pyrzowice na A1. Budowa odcinka Nowy Tomyśl - Świecko na A2 rozpocznie się jeszcze w tym miesiącu. We wtorek podpisano umowę, dzięki której do końca 2011 r. ma być gotowy także 20-kilometrowy odcinek A1 między Zabrzem-Maciejowem a Piekarami Śląskimi. Budowa rozpocznie się w przyszłym miesiącu. Wartość wszystkich podpisanych kontraktów do połowy roku opiewa na kwotę 4,9 mld zł.
Jeśli natomiast zaczniemy oceniać obecnego szefa resortu infrastruktury według tego, co jest jeszcze do zrobienia, to ocena może być bardzo krytyczna. Na rozstrzygnięcie czeka jeszcze 48 przetargów. W kolejce do rozpisania jest kolejnych 32. Jednak najwięcej emocji wciąż budzi odcinek autostrady A2, który łączy Stryków pod Łodzią z Warszawą.
Niedawno za unieważnienie przetargu na ten 91-kilometrowy odcinek Cezarego Grabarczyka krytykował Tadeusz Syryjczyk, były minister transportu w rządzie Jerzego Buzka. Jego zdaniem jest to największa drogowa porażka obecnego szefa resortu infrastruktury. Syryjczyk uważa, że nie powinno się unieważniać przetargu tym bardziej, że Skarb Państwa brał na siebie ciężar ryzyka związanego z natężeniem ruchu samochodowego.
Jednak patrząc na to z drugiej strony - wiadomo, że unieważniony przetarg rozstrzygano jeszcze w czasie, gdy nie było kryzysu. Zamówień na rynku było więcej niż firm gotowych je realizować. Firmy mogły więc dyktować swoje warunki. Cena na ten odcinek była wywindowana. I jeśli tak na to spojrzymy, to okaże się, że Grabarczyk ocalił nasze (podatników) kieszenie. Bo teraz odcinek ten może kosztować nawet o jedną piątą mniej.
Grabarczyka broni wiceszef Sejmowej Komisji Infrastruktury Janusz Piechociński. Zwraca on uwagę, że budowę dróg mocno skomplikowała ubiegłoroczna zmiana prawa środowiskowego. Na przykład na wspomnianym już 20-kilometrowym odcinku z Zabrza do Piekar musi powstać dziesiątki przejść dla zwierząt, co znacznie podraża inwestycję. Na to nałożył się kryzys ze swoją dziurą budżetową.
Drogowcom odebrano niemal 10 mld zł. Dlatego trudno w tej chwili ministra Grabarczyka porównywać z jego poprzednikami. Na pewno popełnił dużo błędów. A jak wiadomo ten nie popełnia błędów, kto nic nie robi.
Teraz wszyscy pokładają nadzieję w Krajowym Funduszu Drogowym. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad liczy, że pozyska w ten sposób blisko 10 mld zł. Niestety, dopiero za kilka tygodni.
Henryk Sadowski