Ta walka na śmierć i życie zakończyła się czterema zwycięstwami. Dziś porównuje się go do niego Jensona Buttona.
Obecny lider klasyfikacji generalnej mistrzostw świata nie stawia jednak na szali swojego życia. Swój pierwszy start na Silverstone wspomina z umiarkowanym entuzjazmem.
- Nie chciałem na nikim zrobić wrażenia - przyznaje, opowiadając o starcie w F3 1998 r.
Wówczas był tylko tłem dla kierowców F1. Dwa lata później debiutował w elitarnym gronie, zajmując piąte miejsce. Był w cieniu Rubensa Barrichello, gdy startowali razem w słabej Hondzie. Był także tłem przed rokiem. Gdy kibice płakali z radości, patrząc na sukces Lewisa Hamiltona, Jenson mókł na poboczu tak samo jak Robert Kubica.
W tym roku to 19 pozostałych kierowców jest tłem dla Buttona. Wygrał sześć z siedmiu wyścigów. Do Silverstone jedzie po kolejny sukces i trudno sobie wyobrazić w jaki sposób mógłby go nie odnieść. Brytyjskie media chcą widzieć w niedzielnym wyścigu pojedynek gigantów.

Jenson kontra Lewis - mistrz świata kontra facet, który niemal na pewno go zdetronizuje. Hamilton stara się robić dobrą minę, ale jeśli jest coś ciekawego w pojedynku dwóch Brytyjczyków, to raczej fakt, że obaj korzystają z silników Mercedesa, i to najlepiej pokazuje, że diabeł podgrzewający napięcie w Formule 1 tkwi w szczegółach. Aerodynamicznych. McLaren ma za sobą ogromny kombinat wyścigowy w Woking. To tam w niedzielę, w trakcie wyścigu, na pierwszym piętrze przed monitorami zasiądzie zespół inżynierów numer dwa. Pierwszy nadzoruje wyścig obok toru.
Centrum bezpieczeństwa w Woking dysponuje tymi samymi informacjami co ekipa na miejscu: analizuje taktykę przeciwników, przewiduje, kiedy inni zjadą do boksu, jak reagują na tor ich opony, i weryfikuje decyzje podejmowane przez sztab na wyścigu.
Button na tak wielkie wsparcie z kwatery w Brackley nie może liczyć. Na dodatek w tym roku z fabryki bolidów przejętej przez Brawn GP od borykającej się z kłopotami Hondy zwolniono prawie 300 osób. Jednak to Brawn znów może mieć najszybszego bolida. Do tej pory zespół był bezkonkurencyjny, ale przed GP Wielkiej Brytanii postanowił wprowadzić największe zmiany od początku sezonu.
Z Brackley do Silverstone jest tylko osiem mil. Przez większą część roku można dojechać na tor w kwadrans, zazwyczaj spokojną drogą. Tym razem ludzie Brawna nerwowo pokonywali trasę między fabryką a torem. Ciąży na nich spora presja. Ekipa pracuje głównie nad autem na przyszły sezon, ale już teraz zaprojektowano nowe przednie i tylne skrzydło.
Cichym zmartwieniem w najlepszym obecnie zespole jest niezawodność. Do niedawna wydawało się, że usterki nie imają się bolidów Brawn GP. W Turcji zastrajkowała jednak skrzynia biegów Rubensa Barrichello.
BMW Sauber ma zupełnie inne zmartwienia. Dla zespołu Kubicy zdobycie jakichkolwiek punktów w Anglii będzie sukcesem. Zdaniem polskiego kierowcy, tor będzie im sprzyjał.
Tyle że już po raz ostatni. Od przyszłego sezonu GP Wielkiej Brytanii przenosi się na Donnington. To decyzja bossa F1 Berniego Ecclestone'a. Wielu Brytyjczyków go za to nienawidzi, bo Silverstone nazywane jest "Wembley Formuły 1". To tu rodziła się legenda wyścigów, ale Ecclestone oczekiwał ogromnych inwestycji w obiekt, nie dając gwarancji, że przedłuży umowę.
W tej sytuacji wsparcie brytyjskich polityków zapewnili sobie biznesmeni z Donnington. W ciągu 17 lat mają wpompować w obiekt nawet do 100 mln funtów. Silverstone wysupłał w tym roku siedem milionów. Wystarczyło na naprawienie trybun, renowację części toru.
- Szkoda. Tu jest niesamowita atmosfera na trybunach i fantastyczna trasa do walki - martwi się Kubica. W ostatnich trzech sezonach triumfator z Silverstone stawał na najwyższym stopniu podium na koniec sezonu. Jeśli wygra Button, tradycji stanie się zadość. Brytyjczycy znów będą się wzruszać.
Autor: Oskar BerezowskiBrak komentarzy...