
Firmy nie muszą już zatrudniać osób zajmujących się ochroną przeciwpożarową. Taką zmianę wprowadza nowelizacja kodeksu pracy, która dzisiaj weszła w życie. Pracodawca będzie mógł wyznaczyć określonego pracownika, odpowiedzialnego za działania w zakresie zwalczania pożarów i ewakuacji pracowników. Nie muszą oni posiadać już co najmniej średniego wykształcenia oraz mieć ukończonego szkolenie z zakresu ochrony przeciwpożarowej.
Wcześniejszy projekt nowelizacja wzbudził oburzenie opinii publicznej. Zakładał ona bowiem obowiązek
zatrudnienia na etacie inspektora ochrony przeciwpożarowej we wszystkich firmach, bez względu na liczbę zatrudnionych. Na szczęście Ministerstwo Pracy zorientowało się w porę i zmieniło bezzasadne i nieprzemyślane przepisy.
Od dzisiaj wystarczy, że podwładny ukończy szkolenie w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy, w którym uwzględniona jest także problematyka ochrony przed pożarami. Musi on również zapoznać się z instrukcją przeciwpożarową opracowana przez właściciela lub zarządcę budynku. Warto dodać, że w praktyce firmy nie musiały zatrudniać inspektorów zanim jeszcze nowelizacja zaczęła obowiązywać. Takie zezwolenie wydała PIP.
Obecnie wszystkie firmy muszą wyznaczyć pracowników odpowiedzialnych za ewakuację. Wyjątkiem są jednak przedsiębiorstwa, gdzie zatrudnia się wyłącznie pracowników niepełnosprawnych lub młodocianych. W takim przypadku, za udzielenie pierwszej pomocy czy też ochronę przeciwpożarową
ma odpowiadać pracodawca. Jednak, gdy firma zatrudnia choćby jednego pracownika,
który jest pełnoletni lub nie jest osobą niepełnosprawną, zwolnienie z tego obowiązku już jej nie przysługuje.
Nowelizacja kodeksu pracy (Dz. U. z dnia 21 lipca 2009 r. Nr 115,
poz. 958) wskazuje, że pracodawca będzie określał ile osób i w jakim zakresie będzie zajmowało się ochroną przeciwpożarową. Ich przeszkolenie i wyposażenie powinno zależeć od rodzaju pracy i zagrożeń z niej wypływających. Istnieje więc możliwość, że pracownik będzie musiał jednak przejść szkolenie na inspektora ochrony przeciwpożarowej. Koszt takiego szkolenia ponosi wówczas firma.
Jeśli
np. firma budowlana pracuje jednocześnie w kilku obiektach, powinna w każdym z nich wyznaczyć pracowników
odpowiedzialnych za udzielanie pomocy, zwalczanie pożarów i ewakuację – mówi Marek Nościusz, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Służb BHP. W każdym momencie pracy, w zakładzie musi być obecna osoba, która może udzielić pierwszej pomocy lub wskazać drogę ewakuacji.
Nowela nie rozwiązuje jednak problemu zakresu obowiązków dla takich pracowników. Z pomocą może tu przyjść dyrektywa Rady z 12 czerwca 1989 r. w sprawie wprowadzenia środków w celu poprawy bezpieczeństwa i zdrowia pracowników w miejscu pracy. Marcin Piontek, radca prawny z Kancelarii Piontek, Wiśniewski i Wspólnicy uważa, że na podstawie
art. 5 i 6 dyrektywy można wywnioskować, jakie zadania powinny wykonywać pracownicy wyznaczeni do zwalczania pożarów. Mogą oni być odpowiedzialni np. za zwalczanie źródeł zagrożeń, właściwe instruowanie pracowników lub zapewnienie, aby wprowadzanie nowych metod technicznych było przedmiotem konsultacji z pracownikami.
Co jednak mają uczynić firmy, których podwładni nie pracują w jednym miejscu, np. właściciele firm transportowych, którzy zatrudniają kilku kierowców? Nowela nie precyzuje jak rozwiązać taką sytuację. W tym wypadku nawet
nowelizacja nowelizacji posiada braki.
Warto się jednak zastanowić, czy nowe przepisy w rzeczywistości są słuszne. Czy nie jest to jednak ignorancja, brak zrozumienia podstawowych problemów ochrony przeciwpożarowej? W końcu, w programach szkoleń BHP za dużo o pożarach się nie mówi, nie wspominając już o ćwiczeniach praktycznych. Za ochronę odpowie teraz człowiek, który nie jest profesjonalistą. Przeprowadzi on kontrole urządzeń, będzie spisywał protokoły, pilnował innych w przestrzeganiu przepisów ppoż i to wszystko bez odpowiedniego przeszkolenia. Czy rzeczywiście będzie bezpiecznie?
Niewątpliwym plusem jest fakt, że nowela
ograniczy koszty ponoszone przez firmy na szkolenia z ochrony przeciwpożarowej. Do tej pory trzeba było za nie słono zapłacić – nawet 1200 zł od osoby. Jednak nie wszystkie firmy unikną znacznych kosztów. Czeka to przedsiębiorstwa, w których rotacja pracowników jest częsta. Będą one musiały znaleźć pieniądze i czas na notoryczne szkolenia bhp nowych pracowników. Przede wszystkim przerażające jest to, że w polskim kodeksie pracy mamy znacznie więcej niedoprecyzowanych przepisów, które wzbudzają jeszcze większe kontrowersje.
BS