7 grzechów głównych PR-owców szukających pracy
17:03
15.09.2009
„Widzisz, a nie grzmisz!” – bezgłośnie wołają managerowie PR rekrutując do pracy nowych „specjalistów”. O dobrego fachowca w Public Relations nie jest łatwo. Tych, którzy grzeszą ignorancją na każdym kroku – do wyboru, do koloru. A czym grzeszą?
W lutym 2011 roku w samym serwisie Proto.pl dedykowanym specjalistom Public Relations, pojawiło się 150 nowych ofert pracy w branży. Praca w Public Relations jest ciekawa, kreatywna i przyzwoicie płatna. Bycie specjalistą Public Relations jest „sexy”! Nic więc dziwnego, że do tego zawodu garnie się mnóstwo osób. Uczelnie prywatne i państwowe, w związku z zapotrzebowaniem na PR-owców, otwierają nowe kierunki studiów podyplomowych, a na staże organizowane przez Agencje Public Relations pchają się tłumy. W Agencji VanguardPR na każde ogłoszenie odpowiada przynajmniej 50 osób zainteresowanych rozpoczęciem kariery w branży. Nie każdy może jednak liczyć na sukces – błędy popełniane podczas rekrutacji owocują często tym, że nawet osobom z niemałym doświadczeniem zawodowym pracę znaleźć trudno. Jakie grzechy popełniają kandydaci do pracy w PR?
Pycha – czyli każdy może być PR-owcem
Miesiąc stażu w agencji, jeden Fan Page poprowadzony dla pubu kolegi oraz dwóch znajomych dziennikarzy, którzy sami jeszcze stażują w gazecie, nie tworzą specjalisty. Kandydata na juniora lub asystenta tak – specjalisty niestety jeszcze nie. Wielu pracowników branży Public Relations zbyt optymistycznie ocenia swoje doświadczenie. Mając na koncie zaledwie kilka współprowadzonych kampanii, żadnego poważnego kryzysu i wąską bazę kontaktów w mediach trudno zostać kompetentnym managerem. Starając się o pracę, PR-owiec powinien potrafić adekwatnie ocenić swoje kompetencje i umiejętności w kontekście wymagań stanowiska. Podejście „jestem świetny, bo istnieję” tu się niestety nie sprawdzi, a brak umiejętności przedstawienia listy rzeczywistych działań wykonanych dla klientów w ramach kampanii prowadzi do zbudowania wizerunku kandydata, który nawet o własny PR nie potrafi zadbać. „Wielu osobom wydaje się, że praca w Public Relations wymaga jedynie umiejętności sprawnego pisania i bycia osobą komunikatywną – o tym, że to często o wiele za mało przekonało się już sporo stażystów, którzy chcieli rozpocząć karierę w branży” – podkreśla Justyna Bandoła, PR Manager VanguardPR.
Chciwość – czyli milion na początek
W PR się świetnie zarabia, prawda? Zatem po roku pracy należy mi się już 8-10 tys. zł pensji! W wyjątkowych sytuacjach połowa takiej pensji jest możliwa – mówimy tu jednak o złotych dzieciach PR (które są równie rzadkie jak złote runo). W praktyce, na pensje trzeba sobie zapracować. I nie chodzi tu o staż pracy, ale jej jakość, ilość zrealizowanych projektów, praktyczne doświadczenie, które wiąże się z różnorodnością zadań i klientów. Sam fakt pracy przez kilka lat w agencji Public Relations nie świadczy jeszcze o tym, że należy się pracownikowi wysokie wynagrodzenie. Tymczasem w praktyce kandydaci zakładają, że staż pracy jest wprost proporcjonalny do ilości pieniędzy, który powinni zarabiać. Dlaczego? Tego już w większości nie potrafią umotywować ani zrealizowanymi projektami, ani też kompetencjami.
Nieczystość – czyli praca niezgodna z kodeksem PR
Łapóweczka dla dziennikarza za „puszczenie” informacji prasowej, marketing rekomendacji prowadzony poprzez tworzenie fikcyjnych profili na forach internetowych, obiecywanie określonych ilości publikacji w mediach – to najczęstsze nieetyczne działania Agencji PR. Kandydaci o prowadzonych przez siebie działaniach niezgodnych z etyką pracy PRowca mówią bez żenady. Niektórzy – zwłaszcza początkujący - nawet nie znają zasad. Kandydując do nieetycznej agencji PR może to być nawet plusem, ale jeśli PRowiec chce pracować zgodnie ze sztuką, to takie „nieczyste zagrania” powinien zachować dla siebie. „Czasem mam poczucie, że kandydaci do pracy w Public Relations nie rozumieją takich pojęć jak współpraca z mediami czy rzetelność informacji. Pracę wyobrażają sobie, jako spamowanie po forach, łapówkarstwo i manipulowanie danymi. Ja oczekuję na spotkaniu specjalisty, nie spamera.” – wyjaśnia Bartłomiej Juszczyk, właściciel Agencji PR VanguardPR.
Zazdrość – czyli zniesławianie innych agencji
W światku Public Relations rywalizacja jest bardzo ostra. Agencje biją się w przetargach o klientów, a na możliwość przebierania w zleceniach może liczyć tylko kilka największych. Przekłada się to na stosunek pracowników do siebie nawzajem. Nie takim znowu rzadkim grzechem jest – podczas rozmowy kwalifikacyjnej – krytykowanie przez kandydatów do pracy działań innych agencji. Jeszcze gorszym – niekończące się litanie żalu do własnego szefa i współpracowników. Zasada nie mówienia źle (a przynajmniej bardzo źle) o własnym szefie obowiązuje również w PR.
Nieumiarkowanie - czyli koloryzowanie w CV
„Dopiszę sobie do klientów markę koleżanki. Przecież i tak nie dowiedzą się, kto prowadził kampanie, a to taki medialny klient” – takie sytuacje zdarzają się często. W efekcie bywa, że mając na spotkaniu 3 osoby z jednej firmy (a to się zdarza) pracodawca dowiaduje się, że każdy odpowiadał za tego samego klienta. Niestety (lub na szczęście), świat PR jest dość mały i osoba, która siedzi w branży nieco dłużej „zna ludzi, którzy znają ludzi” – w efekcie wykonanie background screeningu, czyli zdobycie informacji, co rzeczywiście robił kandydat do pracy i na ile sukces kampanii jest jego zasługą a na ile innych osób, które brały w niej udział jest banalnie proste. A czy złapany na kłamstwie kandydat ma szanse na dobra pracę? W agencji, która stosuje nieetyczne metody pewnie tak – w końcu kandydat jest z tej samej gliny ulepiony - natomiast w poważnych i szanujących się agencjach kłamca będzie spalony.
Gniew – czyli czarny PR dla niedoszłego pracodawcy
Specjaliści Public Relations jak nikt inny wiedzą jak zaszkodzić innej firmie. I wykorzystują tą wiedzę kierowani emocjami. „Nie chcieli mnie? To ja im teraz pokażę” – taka myśl przyświeca odrzuconym kandydatom, którzy pozbawieni instynktu zaczynają krucjatę na forach, Fan Page’u agencji i wśród znajomych z branży. Działanie to ma bardzo krótkie nogi – w krótkim bowiem czasie „czarny PR-owiec zostaje zdemaskowany, a – jako że branża nieduża – szerzej znany w świecie.
Lenistwo – czyli nieznajomość branży
Grzech dotyczący głównie najmłodszych stażem PRowców. Na pytania o znane kandydatowi agencje PR padają dwie – trzy nazwy. Opis ostatniego case study, który prześledził kandydat okazuje się sprawą sprzed dwóch – trzech lat. Znajomość branżowych mediów jest żadna. Czy kandydat z taką bazą buduje wizerunek dynamicznego i kreatywnego pracownika? Skutecznego PRowca, który potrafi wykorzystać wszelkie kanały dla budowania wizerunku klienta? Niekoniecznie. „Duża część pracowników agencji Public Relations skupia się na Media Relations. Oczywiście rozumiem konieczność specjalizacji – dlatego mamy w VanguardPR osobnych specjalistów od mediów społecznościowych czy Marketingu rekomendacji, ale jako pracodawcę frustruje mnie to, że chcąc zatrudnić specjalistę Public Relations muszę odbyć wiele rozmów z osobami, które – jak się w trakcie spotkania okazuje – znają się tylko na Media Relations, a to i tak nie zawsze dobrze. O wyjściu poza schemat informacji prasowej nie ma zaś nawet mowy.” – podreśla Bartłomiej Juszczyk.
Zanim zatem Specjalisto do spraw Public Relations pójdziesz na spotkanie kwalifikacyjne - zrób rachunek sumienia!
Sabina Stodolak, HR Manager Grupa Adweb