Ryzyko walutowe - sprawa poważna
06:00
22.07.2009
Nadmierne ryzyko walutowe może opóźnić gospodarczy i cywilizacyjny rozwój naszego kraju. Świadczy o tym negatywny wpływ bardzo dużej zmienności kursu złotego na polską gospodarkę w ciągu ostatnich trzech kwartałów.
Wielka liczba przedsiębiorstw nie tylko małych i średnich, ale także całkiem pokaźnych (koncern mięsny Dudy) wpadła w pułapkę ryzykownych kontraktów opcyjnych. Miały one ustrzec przed nadmiernym kosztem ryzyka kursowego, a paradoksalnie - spowodowały zwielokrotnione podwyższenie tego kosztu. Przyczyna? I pośrednicy finansowi - ubezpieczyciele - i firmy ubezpieczające od ryzyka kursowego - prognozowały, że jak kurs złotego rósł (włącznie do trzeciego kwartału ub. r.), to będzie rósł nadal. Po niespodziankach z IV kw. ub. r. i I kw. br. i jedni, i drudzy (z nielicznymi wyjątkami) znaleźli się głęboko pod kreską. Musieli i muszą drogo płacić za dewizy niezbędne do rozliczenia się z zaciągniętych i udzielonych kredytów denominowanych w walutach zagranicznych.
Zahamowanie spadku kursu złotego na polskim rynku walutowym w maju i czerwcu br. przyniosło pewne uspokojenie, ale nie czyni wiosny. Nikt nie wie ile za 1 EUR będzie musiał zapłacić w polskich złotych za rok, dwa, czy trzy lata. Większość ekspertów uważa, że najbardziej prawdopodobny na najbliższe 2 - 3 lata jest scenariusz z ceną EUR w przedziale od 4,5 zł do 4 zł i mniej. Niektórzy autorytatywni znawcy przedmiotu (prof. Jerzy Osiatyński) sugerują jednak, że lepszym (bezpieczniejszym) dla Polski mógłby być scenariusz z ceną 5 zł. Zmniejszenie rozchwiania prognoz walutowych ma duże znaczenie dla budowy strategii restrukturyzacji przedsiębiorstw. Szczególnie duże znaczenie ma to w takich okresach jak obecnie, kiedy tak wiele firm upada i gdy często wiąże się to z bezpowrotną stratą rynku.
Niestabilność walutowa jest jedną z głównych przyczyn osłabionej drożności kanału kredytowego. Przy niestabilności kursu złotego sektor bankowy ma utrudniony dostęp do zagranicznych źródeł finansowania. Na międzynarodowej konferencji NBP: „XX lat po upadku gospodarki socjalistycznej (…)’’ o polityce gospodarczej krajów naszego regionu wypowiadali się między innymi Joaguin Alumnia, komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych i Jurgen Stark, członek zarządu EBC odpowiadający za negocjacje z krajami starającymi się o wejście do strefy EUR. Główne zalecenia, które wynikały z ich wystąpień, to po pierwsze - integracja gospodarcza z UE, po drugie - możliwie szybkie wejście do strefy EUR, po trzecie - respektowanie kryteriów z Maastricht.
Recesja i kosztowne antykryzysowe programy fiskalne powodują powszechny przyśpieszony wzrost deficytów i długu publicznego niemal we wszystkich krajach UE. Mimo to kraje UE decydują się na te programy, ponieważ oczekują po nich zmniejszenia recesji. Gdyby nie decydowały się na nie, to recesja byłaby głębsza. Wychodzenie z niej trwałoby dłużej. Polska wyróżnia się w Unii Europejskiej tym, że należy do nielicznej grupy krajów, w których nie ma recesji, a jest - jak na razie - tylko głębokie spowolnienie. Zawdzięczamy to zdrowszym rynkom finansowym (w mniejszym stopniu skażonym toksycznymi aktywami) i relatywnie niższemu udziałowi eksportu w PKB, dzięki czemu nasz wzrost gospodarczy jest w mniejszym stopniu uzależniony od spadku popytu na rynkach zagranicznych. Obie te okoliczności składają się na swoistą rentę zacofania, która Polskę trochę chroniła i chroni przed globalnym kryzysem finansowym i gospodarczym. Obie okoliczności będą jednak tracić na znaczeniu. Dlatego między innymi jednym z istotnych warunków zachowania konkurencyjności przez polską gospodarkę jest obecnie zmniejszenie ryzyka walutowego.
Powinniśmy więc skorzystać z dobrych rad osób kierujących UE i EBC i starać się o możliwie szybkie i bezpieczne wejście do strefy EUR. Przez „bezpieczne” rozumiem między innymi uzgodnienie stanowiska w sprawie poziomu kursu równowagi, który będzie nas obowiązywał w korytarzu ERM2 . Myślę, że z ceną za 1 EUR raczej bliższą 4,5 zł, niż 4 zł. Będzie to wymagało od polityków przeciwstawienia się presjom populistycznym i partykularnym wielu różnych grup interesów. Na niektóre cele trzeba będzie zwiększyć wydatki publiczne, na inne mocno je ograniczyć. Zapewnienie w tych warunkach odpowiedniej konkurencyjności polskiej gospodarki będzie wymagało także niepopularnej polityki zwiększającej mobilność rynku pracy, aktywność zawodową i ekonomiczną ludności w wieku przed i po-emerytalnym.
Wszystko to powinno znaleźć wyraz w dobiegających końca przygotowaniach projektu przyszłorocznej ustawy budżetowej oraz zapowiedzianego projektu nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej. Należy mieć nadzieję, że konfrontacja z polską rzeczywistością przy okazji międzynarodowej konferencji NBP ułatwi polskiemu rządowi wynegocjowanie realistycznych warunków wejścia Polski do strefy EUR.
Sama waluta bez zaplecza w realnej gospodarce znaczy nie wiele. EUR ma zaplecze w bogactwie starej Europy. Polska gospodarka może nie być dla EUR obciążeniem, ale wsparciem. Pod warunkiem, że polska gospodarka zachowa konkurencyjność. Wejście do EUR może jej w tym pomóc. Interesy UE i Polski są więc zbieżne.
Marek Misiak
Źródło:
