Ta bitwa jest do wygrania!
06:00
19.07.2009
Rok 2009 okazuje się coraz mniej szczęśliwym dla polskich przedsiębiorców. Co prawda osławiony światowy kryzys gospodarczy nie czyni zbyt wielkich spustoszeń na naszym rynku, jednak jego widmo już zawitało do Polski i – co gorsza – ma się coraz lepiej.
Polska drugą Irlandią? Przynajmniej problemy mamy podobne...
Do natury ogólnoświatowego rynku należą większe i mniejsze wahania, jednak to, co się dzieje obecnie, staje się czasem apokalipsy spełnionej wielu polskich przedsiębiorców.
Jeszcze niedawno, bo w latach 2005 – 2007 Polska cieszyła się bardzo dobrą koniunkturą, a poziom wzrostu gospodarczego szacowano aż na 4,8 proc. Czasy prosperity zaowocowały m.in. nowymi inwestycjami, zwiększeniem produkcji, czy zmniejszeniem bezrobocia. W niektórych regionach kraju wręcz brakowało rąk do pracy i poszukiwano pracowników za granicą. Jakże wielkim kontrastem okazuje się być rzeczywistość roku 2009.
Potężny kryzys amerykańskiej bankowości to pokaźny kamień rzucony w taflę światowej gospodarki. Fale konsekwencji tego zjawiska nie tylko zaczęły rzutować na całą gospodarkę amerykańską, ale także na rynki europejskie . Od pewnego czasu docierają one i do Polski i stopniowo przybierają na sile. Zamiast wieszczonego cudu gospodarczego, stanęliśmy w obliczu realnego zagrożenia dla naszych portfeli. O ile jeszcze dwa lata temu przedsiębiorcy poszukiwali sposobów na zwiększenie zysków, o tyle teraz bardziej realnym problemem staje się wypracowanie strategii na przetrwanie w ogóle.
Pierwsze starcie
Wyobraźmy sobie bokserski sparing i wcielmy się w rolę jednego ze sportowców. Naszym przeciwnikiem jest osławiony Kryzys, zwycięzca niemożliwych do zliczenia walk. Dotychczas sukcesywnie nokautował konkurencję; dziś i nas usiłuje zepchnąć z gospodarczego ringu. Napięcie rośnie, za chwilę uderzy pierwszy gong – sygnał do walki. Kryzys już jest na ringu, o czym przypominają wszelkie media , niosąc wieść o Zachodzie, który przejścia do kolejnych rund starcia opłacił sporymi stratami. Rodzi się pytanie: jak nie podzielić ich losu? Jak nie dać się Kryzysowi? Jaką strategię objąć?
Podobno strategią może być jej brak, jednak jeśli będziemy chaotycznie szarżować na przeciwnika, bądź udawać, że kryzysu – po prostu – nie ma, może nas spotkać spore rozczarowanie. Nie ma co ukrywać: nokaut mamy zagwarantowany. Obecna sytuacja na rynku zmusza nas do zmienienia sposobów funkcjonowania przedsiębiorstwa: jeśli nie dostosujemy się, musimy liczyć się z utraceniem płynności finansowej i bankructwem. Wiele branż cierpi teraz na zmniejszony popyt – klienci nie chcą wydawać pieniędzy, zwłaszcza na towary wykraczające poza codzienne potrzeby . Wiadomo, ze popyt wiąże się z przychodem, ten z inwestycjami, płacami itd., więc zaczynamy coraz więcej tracić i finalnie lądujemy z twarzą na ringu.
Czekając na Godota
A gdyby podnieść i utrzymywać cały czas gardę? Liczenie na to, że fale kryzysu osłabną i jakoś uda nam się przetrwać biblijne chude lata, wydaje się kuszącą propozycją. Tudzież najłatwiejszą. Mamy wachlarz obronnych możliwości: urlopy rotacyjne, zwolnienia , cięcia płac, okrojenie premii, wstrzymanie, bądź ograniczenie produkcji, rezygnacja z zewnętrznych dostawców czy wstrzymanie inwestycji.
Jednak jeśli oddelegujemy pracowników do domu, to kto będzie pracować i skąd weźmiemy przychód, żeby przetrwać do końca feralnego okresu? Opcja zakładająca czekanie, aż przeciwnik się zmęczy i sam odpuści, w tym wypadku się nie sprawdzi. Nawet jeśli założymy optymistyczną wersję, że „jakoś się uda” przetrwać, to w pokryzysowej rzeczywistości wygranym stanie się ten, kto będzie miał mocny start (inwestycje, inwestycje, inwestycje!) i zdeklasuje konkurencję.
W poszukiwaniu pięty Achillesa
Najlepszą obroną jest atak – powiedzenie wydaje się tyleż stare, co słuszne. Spróbujmy aktywnie podejść do przeciwnika. Z pewnością jako jednostka nie unieszkodliwimy go (niestety, akurat w tym wypadku nie jest to kolos na glinianych nogach), ale możemy cało wyjść ze starcia, a co więcej, może i nawet na nim zyskać! Kryzys okazuje się dużą szansą dla ludzi z pomysłem na wykorzystanie specyfiki rynku dnia dzisiejszego. Liczy się wiedza i dobra strategia , która umożliwi wykorzystanie pełni naszych walorów.
Należy jasno zdefiniować swój cel , a jest nim atak – chcemy zawojować rynkiem, pragniemy sprzedawać więcej. Gdy mamy wypracowane dobre metody działania, ale przychód odbiega od przewidywanego, warto zastanowić się nad wzmocnieniem działań marketingowych. Teza mówiąca, że reklama jest dźwignią handlu, ma swoje uzasadnienie. Odbiorcy naszych usług, czy towarów muszą wiedzieć przecież o naszym istnieniu. Logo, dobre hasło reklamowe czy materiały marketingowe – to nasze przepustki do zakotwiczenia w świadomości konsumentów. Im częściej będzie się o nas słyszeć, tym klienci większego nabiorą do nas zaufania.
Jeśli jednak dotychczasowe metody funkcjonowania przedsiębiorstwa przestały się sprawdzać, warto zwrócić się – jak przystało na dobrego sportowca – do trenera, autorytetu, który podpowie nam, jak radzić sobie w nowych, trudnych sytuacjach. Warto rozważyć nowe inwestycje, ale tym razem - w ludzi. Jeśli przeznaczymy pewną część funduszy na dobre i intensywne szkolenia pracowników, nasz wkład może się zwrócić z nawiązką. Nauczmy – dajmy na to - handlowców nowych technik negocjacji, a lepiej będą docierać do klientów i zwiększymy sprzedaż naszych produktów. Mechanizm jest prosty, więc warto z niego skorzystać. Oczywiście, pod warunkiem, że zwracamy się do doświadczonego specjalisty.
Strategii radzenia sobie z kryzysem, jak wiemy, są różne. Tylko od nas zależy jaką postawę wobec niego przyjmiemy. Brak rozwoju jest potężną stratą, nie tylko finansową, ale i rzutującą na nasz rozwój osobisty. Nie ulega wątpliwości, że biznes sprzyja osobom twórczym, aktywnym, które nie boją się mądrze działać i podnieść rękawice do ataku. Siedzenie z założonymi rękami i czekanie na to, aż kryzys minie, jest – co najmniej – nierozsądne.
Nawet najlepsi ekonomiści nie są w stanie przewidzieć jak i kiedy zakończy się ten niesamowicie złożony i skomplikowany proces . Widzimy więc, że musimy stanąć do walki o rozwój naszych firm; jeśli zaś nie chcemy tego zrobić, powinniśmy zadać sobie zasadnicze pytanie: czy nadal chcemy stać na ringu gospodarki?
Agnieszka Słodkowska | Catman Polska sp. z o.o.
Źródło:
