Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Budżet 2010: ostrożny, bezpieczny i wykonalny

06:20 01.10.2009

Zapowiadany na początku miesiąca wzrost przyszłorocznego deficytu budżetowego do poziomu 52,2 mld zł stał się faktem. Wczoraj rząd Donalda Tuska przyjął projekt ustawy budżetowej na 2010 r.

Zakłada ona, poza rekordowym deficytem, także dochody budżetowe na poziomie prawie 249 mld zł oraz wydatki wynoszące nie więcej niż 301,8 mld zł. To mimo oszczędności o ponad 24 mld zł więcej niż przed rokiem.

Jednocześnie w budżecie założono wzrost wpływów z podatków oraz 1,2-proc. wzrost gospodarczy przy inflacji nie wyższej niż 1 proc. I tak:
  • wpływy z podatków w 2010 r. mają wynieść 223,1 mld zł, tj. o 6 proc. więcej, niż wyniosły one w 2009 r., najbardziej, bo aż o 9,6 proc. wzrosną wpływy do budżetu z CIT (czyli podatku dochodowego od osób prawnych) i wyniosą 26,3 mld zł,
  • o niemal 9 proc. wzrosną wpływy z podatku VAT - z 97,5 do 106,2 mld zł, 3,3, proc. więcej oddamy państwu z podatku PIT - w 2009 r. będzie to 34,8, a w przyszłym roku 36 mld zł,
  • minimalne pozostaną natomiast wpływy z akcyzy, rząd zakłada, że będą one na poziomie 53 mld zł, czyli w stosunku do 2009 r. wzrosną zaledwie 0,7 proc.

Projekt ustawy budżetowej w zasadzie nie różni się od tego, co rząd przedstawił trzy tygodnie temu. Ale chociaż założenia ustawy były już od dawna znane, negocjacje nad jej ostatecznym kształtem trwały do ostatniej chwili. W poniedziałek wieczorem minister finansów Jacek Rostowski spotkał się z przedstawicielami wszystkich resortów. - Rozmowy były wyjątkowo trudne. Problem w tym, że każdy resort inaczej liczy swoje wydatki i nie było takiego ministra, który nie dopatrzyłby się jakiejś luki - mówi nieoficjalnie jeden z ministrów.

Ostatecznie udało się jednak wypracować kompromis. - Przygotowywaliśmy budżet w czasach trudnych dla światowej gospodarki i chcieliśmy, by był odpowiedzialny, ostrożny i bezpieczny, a także wykonalny - mówił o projekcie podczas wczorajszej konferencji prasowej Donald Tusk.

Z tym stwierdzeniem premiera w pełni zgadzają się ekonomiści, którzy uważają, że założenia na 2010 r. są tak ostrożne, że nie powinno być problemów z jego wykonaniem. - Budżet na 2010 r. zakłada bardzo niski wzrost gospodarczy. Uważam, że w przyszłym roku wzrost może być nawet powyżej 2 proc. To oznacza większe wpływy i ostatecznie mniejszy deficyt - mówi Marek Zuber, ekonomista z firmy doradczej Dexus Partners.

Jednak ostrożniejsi analitycy zastrzegają, że przyszłoroczny budżet zostanie wykonany tylko pod warunkiem, że nie nadejdzie druga fala kryzysu. - Wtedy może okazać się, że obsługa naszego długu może wzrosnąć z zakładanych 4-5 mld zł nawet do 20 mld - mówi Ryszard Bugaj, doradca prezydenta ds. ekonomicznych.

Wszyscy jednak przyznają, że w budżecie istnieje kilka niebezpiecznych zapisów.
Pierwszy z nich to niewątpliwie związany ze wzrostem deficytu wzrost długu publicznego. Rząd szacuje, że w przyszłym roku nie powinien on przekroczyć ostrożnościowego progu, czyli 55 proc. PKB. - Ale to wcale nie musi się udać. Ja szacuję, że w przyszłym roku może on wynieść nawet 56,3 proc. PKB - mówi Janusz Jankowiak, ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Jego zdaniem powiększenia długu publicznego uda się uniknąć tego tylko wtedy, gdy budżet będzie wykonany lepiej, niż założono. - Jest w tym projekcie kilka wentyli bezpieczeństwa. Przede wszystkim nie ma w nim w ogóle zysku z NBP, a są bardzo niskie przychody z dywidendy. A w ten sposób powinno się udać zebrać ok. 10 mld zł - dodaje.

Ryzykowne jest także szacowanie wpływów z prywatyzacji. Rząd założył, że w ten sposób do budżetu państwa wpłynie 36,7 mld zł. Ekonomiści jednak uważają, że prognozy te wcale nie muszą się sprawdzić. - Rząd planuje prywatyzację w bardzo krótkim czasie. A to oznacza, że mimo iż jest wielu chętnych np. na przedsiębiorstwa z branży chemicznej, mogą oni wcale nie spieszyć się z kupnem, tylko czekać na korzystniejszą cenę - tłumaczy Zuber.

Przyszłoroczny budżet nie byłby jednak tak ryzykowny, gdyby rząd zdecydował się na reformę wydatków sztywnych, czyli likwidację przywilejów w tym objęcie powszechnym systemem emerytalnym służb mundurowych i chociaż częściowe opodatkowanie rolników.

- Teraz można byłoby te reformy tłumaczyć kryzysem. Rząd jednak bardziej myśli o przyszłorocznych wyborach niż o reformie finansów publicznych. Dla mnie to zaprzepaszczona szansa - mówi Zuber. W rezultacie w przyszłym roku trzeba będzie dołożyć do ZUS aż 37 mld zł, aż o 7,5 mld więcej niż w tym roku. KRUS natomiast będzie kosztował budżet 15,4 mld zł.

Ekonomiści podejrzewają także, że wkrótce czeka nas podwyżka podatków. - Moim zdaniem nie wzrośnie tylko podatek dochodowy od osób fizycznych. Ale jeszcze wzrośnie akcyza: na papierosy, alkohol i paliwo, zwłaszcza jeśli spadnie kurs dolara - mówi Zuber. Zdaniem Ryszarda Bugaja podwyżka podatków będzie najpóźniej w 2011 r.

- Inaczej nie sposób ograniczyć dalszego wzrostu deficytu budżetowego - tłumaczy. - Gospodarka wprawdzie przyspieszy, ale nie tak bardzo - dodaje. Projekt ustawy budżetowej musi najpóźniej 30 września trafić do Sejmu, który ma cztery miesiące na jego uchwalenie. Jeśli tego nie zrobi, prezydent będzie mógł rozwiązać Sejm.

Joanna Ćwiek

Polska
Źródło: Bankier.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy