Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Pech prześladuje BMW

11:01 05.10.2009

Wyprzedzanie na torze Suzuka to sztuka tak wielka, że wąski, długi, wietrzny i trudny technicznie obiekt rodzi legendy.

Fin Kimi Räikkönen uznawany jest za geniusza także dzięki manewrowi na ostatnim okrążeniu w 2005 r., gdy brawurowo minął Giancarlo Fisichellę i wygrał wyścig. To dlatego kierowcy tak wielką wagę przywiązują w Japonii do kwalifikacji.

Z im dalszej pozycji zawodnik startuje, tym mniejszą ma szansę na przesunięcie się do przodu. No, chyba że jest się Kimim w szczytowej formie i w szybkim bolidzie (cztery lata temu przeskoczył 16 pozycji).

W sobotę Robert Kubica dokładnie wiedział, że musi wycisnąć maksimum z bolidu BMW Sauber. Już pierwsza sesja nie była jednak dla niego szczęśliwa. Lekko przyblokował go Fisichella. W drugiej nastąpił prawdziwy kataklizm.

Swoją maszynę rozbił Sebastien Buemi, który pędził przed Polakiem. Kierowca BMW Sauber musiał odpuścić i nie przeszedł do kolejnej rundy.

– Żółte światło mnie dobiło. Po takich kwalifikacjach można było jeszcze walczyć, eksperymentując z taktyką i tankowaniem – przyznał zmartwiony Kubica i faktycznie w niedzielę ruszył ciężką maszyną.

Po zamieszaniu związanym z kwalifikacjami i karami nakładanymi na zawodników Robert ruszył z dziewiątej pozycji. Już na starcie przegrał jednak walkę z Heikki Kovalainenem, którego McLaren uzbrojony był w dopalacz KERS. Potem musiał uznać wyższość zmierzającego po mistrzostwo świata Jensona Buttona w lżejszym bolidzie Brawn GP. Brytyjczyk pędzi jednak z poważną zadyszką. W niedzielę miał szansę na przypieczętowanie tytułu. Skończył z jednym punkcikiem, którego o mały włos nie wyrwał mu właśnie Kubica.



W końcówce krakowski kierowca stoczył bowiem pasjonującą walkę właśnie z Buttonem. Momentami Kubica był tak blisko, że Jenson zaczynał wykonywać nerwowe ruchy na widok BMW w lusterkach. Suzuka nie ma jednak zbyt wiele miejsc, gdzie można zaatakować. Bronienie się w tych nielicznych punktach preferuje więc kierowcę jadącego z przodu.

Gdy więc Kubica z Buttonem toczyli zacięty bój o jeden punkcik, zwycięstwa nie pozwalał sobie wyrwać Sebastian Vettel. Młody Niemiec z Red Bulla zachował w ten sposób szanse na tytuł mistrzowski, choć końcówka była dla niego bardzo trudna.

Mozolnie utrzymywał przewagę kilku sekund nad wciąż jeszcze mistrzem świata Lewisem Hamiltonem (McLaren, przeżywał kłopoty z KERS) i Jarno Trullim (Toyota). Na osiem okrążeń przed końcem cała zabawa zaczęła się jednak od początku, choć preludium do tego wyglądało bardzo dramatycznie.

Hiszpan Jaime Alguersuari grubo przekraczał 200 km/h, gdy stracił panowanie nad maszyną Toro Rosso przed wejściem do słynnego zakrętu 130R. Kilka milionów ludzi przed telewizorami zamarło, gdy bolid z impetem odbił się od ściany opon.

Kierowca wyszedł z kokpitu o własnych siłach, a na czele zrobiło się bardzo gorąco. Vettel miał w pamięci, że za plecami jest Trulli. Przez większą część sezonu nie był to bardzo groźny rywal, ale człowiek zagrożony utratą pracy gotów jest do największych poświęceń.

A szefowie Toyoty przed GP Japonii zapowiedzieli, że są gotowi rozstać się z Trullim. W ten sposób chcieli zrobić miejsce dla Roberta Kubicy. Japończycy mają ochotę ściągnąć Polaka, choć wiedzą, że zęby na niego ostrzy sobie jeszcze Renault. Naciski na pozostanie w zespole czyni Peter Sauber, który zbiera pieniądze na przyszły sezon.

Przed naszym jedynakiem w F1 drzwi otwiera także Williams, który prowadzi równoległe negocjacje z drugim kierowcą BMW Sauber Nickiem Heidfeldem (w niedzielę nie miał szczęścia, bo podczas drugiego pit stopu zakleszczyła się nakrętka w kole).

Trulli musiał więc zrobić wszystko, by stanąć na podium, i ostatecznie zajął drugie miejsce. Po wyścigu szef Toyoty John Howett zapowiedział, że szanse Trullego na pozostanie w składzie na przyszły rok wzrosły. Jednak to nie drugie miejsce (za Vettelem) wpłynęło na opinię Howetta, ale Kubica.

Polak jest bowiem bliżej podpisania kontraktu z innym zespołem, najprawdopodobniej Renault. – Chyba straciliśmy Roberta – przyznał niechętnie szef Toyoty.

Francuzi zapowiadają, że we wtorek podadzą nazwisko nowego kierowcy. Kubica tłumaczy jednak, że dla niego najważniejszy jest zespół, który ma zapewnioną stabilną sytuacje finansową na najbliższych kilka sezonów, i nie jest wcale pewne, czy wybierze jeden z teamów otwarcie walczących o krakowskiego kierowcę.

– Mam też inne opcje i dopóki nie złożę podpisu, nic o tym nie powiem. Chcę jeździć w ekipie z perspektywami – dodał Kubica, nie wykluczając pozostania z Peterem Sauberem.

Zespół ten nie został jednak jeszcze oficjalnie wciągnięty na listę startową w przyszłym sezonie.

Autor: Oskar Berezowski
Źródło: motofakty.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy