Znajdź firmę

-
Nazwa
Miejscowość  
 
  » zaawansowane
  • Szukaj:
szukaj

Najpopularniejsze

-

firma wiarygodna finansowo
Licencja na zaufanie - Certyfikat Firmy Wiarygodnej Finansowo
Jeżeli celujesz w zaufanie kontrahentów, pokaż się z wiarygodnej strony. Zdobądź Certyfikat i dołącz do grona solidnych przedsiębiorców z zasadami.

reklama 

Polecamy

-
Załóż sklep internetowy i zarabiaj Wypełnij e-wniosek EDG-1 Wypełnij e-wniosek VAT-R Gazeta Podatkowa

Masz firmę?
Masz kredyt do 3 mln zł, bez zaświadczeń.
Sprawdź!

reklama

Wiadomości - Czytaj codzienny przegląd prasy

Absolwenci kontra pracodawcy

10:11 19.10.2009

Studiujesz albo właśnie skończyłeś/aś studia. Masz za sobą mnóstwo staży, praktyk i różnego rodzaju kursów, które jeśli nie okażą się magnesem na potencjalnych pracodawców to przynajmniej zagwarantują, że ktoś chociaż zechce z Tobą porozmawiać...

Po tygodniu od wysłania aplikacji skonstruowanej według wszelkich obowiązujących zasad zakładasz, że rekrutacja wciąż trwa, po miesiącu zaczynasz mieć wątpliwości, po trzech stwierdzasz, że coś jest nie tak i może warto nieco obniżyć poprzeczkę. Najwyraźniej konkurencja jest spora, ale nie zamierzasz rezygnować. Ważne przecież, żeby się gdzieś zaczepić, popracować, zarobić, nabrać doświadczenia i uderzyć z powrotem wyżej. Może gdzieś czeka jakieś kierownicze stanowisko.

Powoli zaczynasz się gubić w ilości listów motywacyjnych, które zaśmiecają Ci pulpit, a liczba wysłanych wiadomości na Twojej skrzynce zaskakująco przewyższa te przychodzące. W końcu telefon i pierwsze poważne zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Po nerwowym oczekiwaniu, przygotowaniach i całkiem miłej rozmowie, której towarzyszyło znacznie mniej stresu niż się spodziewałeś/aś okazuje się, że zaproponowano Ci współpracę. Umowa zlecenie, a warunki finansowe nieco odbiegają od Twoich wcześniejszych oczekiwań, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Początkowy optymizm i wiara w zmianę na lepsze zaczynają znikać, gdy pojawiają się schody. Czasami zupełnie niespodziewane.

27-letnia Anna, która pragnie zachować anonimowość, po studiach zaczęła pracę w księgarni.

- Ucieszyłam się, gdy mnie przyjęli - przyznaje. - Wydawało mi się, że na początek taka praca, dla kogoś po filologii polskiej jest czymś optymalnym. Jednak rzeczywistość szybko zweryfikowała wyobrażenie o pracy z klientami i dyskusjach o literaturze. Moje obowiązki ograniczały się głównie do sprzątania, podawania towaru i inkasowania należności.

Jak tłumaczy, po pewnym czasie przyzwyczaiła się, zarzucając sobie naiwność i zbyt idealistyczne podejście.

- Pracowałam na zlecenie, więc gdy po kilku miesiącach zaproponowano mi przejście na umowę o pracę, uznałam to za wyróżnienie, pewnego rodzaju nobilitację. Zwłaszcza, że zmiana umowy wiązała się z niewielką podwyżką - mówi. - Problem pojawił się wraz z nadgodzinami. Teoretycznie pracowałam do 15.00, jednak w przypadku jakichś sytuacji podbramkowych zostawałam dłużej. Wcześniej dostawałam pieniądze za ilość przepracowanych godzin i nie było żadnego problemu. Nagle okazało się, że nic takiego nie wchodzi już w grę, a nadprogramowe godziny mogę sobie odebrać w innym terminie. Oczywiście takie praktyki pozostawały jedynie teorią, a początkowa wdzięczność szefostwa za moje zaangażowanie zamieniła się w bezczelne oczekiwania. Kiedy w końcu podirytowana zaczęłam wychodzić w przepisowym czasie wzbudziło to tylko pretensje i złośliwe, uszczypliwe komentarze. W pewnym momencie przesadzili i odeszłam - dodaje na zakończenie.

Krzysztof również na początku był zachwycony nową pracą i możliwościami, jakie oferowała.

- Praca we wrocławskim call center jako konsultant biznesowy sieci Orange bardzo mi odpowiadała i na początku byłem z niej zadowolony - mówi. - Później jednak wydarzyło się coś, co spowodowało że musiałem zrezygnować z pracy. Moja szefowa, menadżer za każdym razem próbowała sprowokować mnie do kłótni i obrazić, za wszelką cenę starając pokazać mi że nic nie umiem. Obrażając mnie lub żartując ze mnie na forum całego zespołu dowiodła tylko, że nie jest to taka bajeczna praca, jak sami uważają - dodaje ze smutkiem.

Marcin po ukończeniu studiów ekonomicznych przez długi czas jeszcze poprawiał swoje kompetencje. Odbył staż w urzędzie skarbowym, później dorabiał przy wypełnianiu PITów. Aż dwa lata czekał na ten wymarzony telefon.

- Okazało się, że to duża i znana warszawska firma, do której aplikowałem kilka miesięcy wcześniej - relacjonuje. - Oprócz rozmowy kwalifikacyjnej, musiałem przejść jeszcze kilka etapów, które w końcu umieściły mnie w czołówce wszystkich ubiegających się o stanowisko kandydatów. Po pewnym czasie mogłem cieszyć się jak dziecko, bo okazało się że byłem najlepszy - mówi.

Zdecydował się na przeprowadzkę do Warszawy. Wynajął mieszkanie i kupił nowego laptopa. Przez pierwsze tygodnie szkoleń i wdrażania się w rytm pracy, o której zawsze marzył nie przejmował się, że wychodził z biura późnym wieczorem. Bardzo wysokie wynagrodzenie rekompensowało wszystko.

- Rzeczywiście początkowo nie przeszkadzały mi wydłużone godziny pracy i przypuszczalnie jeszcze długo nic bym nie mówił, gdyby nie pewien incydent - opowiada. - Postanowiłem odwiedzić rodziców. W piątek poszedłem do pracy już spakowany i przygotowany do wyjazdu, jednak na miejscu dowiedziałem się, że w ten weekend będę musiał popracować. Przyjąłem to niekoniecznie radośnie, ale nie kwestionowałem polecenia przełożonej. Licząc, że uda mi się wyjechać chociaż na niedzielę, zapytałem o której skończymy. Usłyszałem kilka niecenzuralnych słów komentarza. Takie sytuacje zdarzały się później jeszcze wielokrotnie. Z przerażeniem uświadomiłem sobie również, że nie mam czasu wydawać zarobionych pieniędzy - dodaje.

Studiujesz albo właśnie skończyłeś/aś studia? Masz za sobą mnóstwo staży, praktyk i różnego rodzaju kursów? Czy ktoś jednak przygotował Cię do zderzenia z rzeczywistością? Zaczynając nową pracę, zawsze pełną niespodzianek, warto uzbroić się w cierpliwość i nabrać nieco odporności. Życzymy również szczęścia. W końcu nie każdy szef to świnia.

Maciej Kisiel
Źródło: e-lama.pl
Komentarze:

Brak komentarzy...

Napisz swój komentarz


Za treść komentarzy odpowiadają ich autorzy