Najpierw naucz się dbać o siebie w codziennym życiu, a dopiero potem temperuj dyktatorskie zapędy kolegów i szefów. Dlaczego nie odwrotnie? W pracy za dużo osób cię zna, zbyt łatwo możesz się narazić. W pracy należy korzystać z wyuczonej, wyćwiczonej asertywności, by celnie i bez niemiłych reperkusji rozwiązać sporną sytuację. Asertywność najlepiej jest trenować w życiu codziennym lub na specjalnych warsztatach z asertywności.
Oto trzy przykłady, trzy scenki z życia codziennego. Jeśli umiesz w nich skutecznie ochronić swoją godność, dasz sobie też radę w pracy – gdy wredny dyrektor zrobi ci jakieś drobne lub całkiem poważne świństwo.
Jedziesz autobusem. Naciskasz przycisk na żądanie, a kierowca przejeżdża obok przystanku i nawet nie zwalnia. Co robisz?
Jeśli w tej sytuacji zachowasz się asertywnie, poradzisz sobie np. wtedy, gdy w biurze życzliwy kolega położy ci na biurko projekt do zrobienia, a ty nie masz ochoty za niego pracować.
Stary jak historia komunikacji miejskiej dylemat siedzieć/ustąpić miejsce w autobusie lub tramwaju, ale nie zastanawiamy się teraz nad wyższością jednej lub drugiej opcji. Niezależnie bowiem od twojej reakcji możesz doświadczyć napastliwej reakcji starszych ludzi. Tak, mimo że ustąpisz miejsce, możesz zostać nazwany „gówniarzem”, „chamem” lub „wieśniakiem”. Co zrobisz, gdy usłyszysz taki epitet pod swoim adresem?
Jeśli w tej sytuacji uda ci się obronić własną godność, poradzisz sobie np. wtedy, gdy twój przełożony wpadnie ni stąd, ni zowąd, zrówna cię z ziemią i wyjdzie z pokoju.
Restauracja lub bar lub kawiarnia lub McDonald’s. Przy jednym ze stolików siedzi niepełnosprawna kobieta. Kule, które pomagają jej poruszać się, leżą na podłodze w taki sposób, że uchwyt/oparcie jednej z nich tarasuje przejście. Klienci, którzy przechodzą obok tego stolika, potykają się o kule. Co zrobisz, jeśli wiesz że będziesz przechodzić obok tego stolika?
Jeśli uda ci się zachować z klasą, poradzisz sobie w sytuacji, gdy pracownik z innego piętra stanie przy jedynej drukarce na twoim piętrze i będzie kserował setki stron.
Zastanów się chwilę jaka byłaby twoja reakcja w powyższych scenkach. Może kiedyś ci się już zdarzyła. Może zdarzyła się komuś w twoim towarzystwie, a może po prostu ktoś jechał twoim autobusem lub siedział w twojej restauracji.
Pokażę ci zaraz jak znaleźć asertywne rozwiązanie dla drugiej scenki, tej najbardziej emocjonalnej i często występującej w praktyce biurowej – kiedy spadają na ciebie wyzwiska (uwaga: nie ma zasłużonych wyzwisk). Rozwiązania dla pierwszej scenki (autobus na żądanie) i trzeciej scenki (niepełnosprawna kobieta z kulami) znajdziesz na moim blogu www.bartlomiej-stolarczyk.blogspot.com.
Po pierwsze, możesz zachować się biernie – okażesz swój szacunek (lub raczej służalczość) do innych, ale i stracisz szacunek do siebie w tej sytuacji. Możesz bowiem udać, że nie słyszysz wyzwiska. Niby zyskasz trochę spokoju, jednak na pewno będzie się w tobie gotowało. Będziesz czuć złość nie tylko w stosunku do osoby która cię obraziła, ale i w stosunku do siebie – właśnie za taką bierną reakcję. „Przecież można było zachować się inaczej” albo częstsze „Co za idiota/idiotka ze mnie, że tak po mnie pojechali”. Możesz też się zapętlić w pytanie „Jakim prawem ktoś mógł mnie tak nazwać?” – zapętlić, bo nawet jeśli uzyskasz odpowiedź, to nic ci ona nie da. Nie cofnie słów, ani nie zrównoważy ich czymś pozytywnym.
Po drugie, możesz uznać słowny atak za wystarczający powód, żeby bardziej energicznie zadbać o swoje prawa. Wręcz za wszelką cenę. Możesz więc agresywnie powiedzieć co myślisz o takim zachowaniu, możesz zrewanżować się rozmówcy „chamem”, a nawet pójść jeszcze dalej w wyzwisku. Wybierając tę strategię zadbasz na pewno o swoje prawa, tyle że z praktyki wynika, że tak agresywnie potraktowani ludzie przestają w ogóle myśleć. Jeśli chcesz doprowadzić do pyskówki, a może i przepychanki, to tak – proszę bardzo. Ale jeśli nie zależy ci na wszczynaniu ogólno autobusowego zamieszania, lepiej zareagować inaczej.
Po trzecie, możesz w trosce o swoje prawa wykorzystać do tego innych. Możesz zachować się manipulacyjnie, na głos komentując zachowanie „napastnika” albo reakcję współpasażerów – „słyszeli Państwo?”, „ciekawe czy do syna/córki też się tak zwraca w domu?”. Co się stanie potem, zależy od tego kim są Twoi współpasażerowie. Nawet jeśli staną po twojej stronie, w autobusie rozpęta się prawdziwa burza w emocjami.
I wreszcie wyjście numer cztery – reakcja asertywna. Zadbasz o swoje prawa, a przy tym pokażesz swoją klasę jako człowiek.
Pierwszym krokiem twojego asertywnego działania powinno być więc opisanie tego co czujesz. Opis twoich emocji jest dla „napastnika” informacją o rezultatach jego/jej działania, ale nie tylko. Ten krok to przede wszystkim troska o ciebie. Mówiąc na głos o tym co wywołuje w tobie wspomniany atak, przejmujesz kontrolę nad sytuacją i nad swoimi emocjami. Masz gwarancję, że nie będzie ci później głupio, masz gwarancję, że nie powiesz czegoś co obróci się przeciw tobie.
Opis twoich emocji powinien być powiązany z opisem zachowania drugiej strony. Ten krok to wyraz twojej klasy. Im precyzyjniej i im bardziej obiektywnie opiszesz zachowanie drugiej strony, tym większą masz gwarancję skuteczności swojego działania. Nawet jeżeli zachowanie współpasażera uważasz za chamskie, wystrzegaj się generalizacji, wystrzegaj się oceny, bo ta zawsze prowadzi do dyskusji, a ty nie chcesz wdawać się w dyskusje.
Pierwszy krok masz za sobą. Teraz drugi. Nie możesz bowiem poprzestać na samym wyrażeniu emocji. Nic ci to nie da, żadnej satysfakcji, żadnego wyrównania emocjonalnego. Wątpię, by druga strona powiedziała automatycznie „przepraszam” tylko dlatego, że „jest ci przykro”. Konieczne więc będzie twoje dalsze działanie.
Uważam, że asertywność jest uczeniem innych jak chcemy być traktowani. Dlatego twoim drugim krokiem powinno być precyzyjne opisanie tego czego chcesz w zamian za usłyszaną zniewagę. Powiedz czego oczekujesz:
Teraz czekaj i zwracaj uwagę na reakcję drugiej strony. Może zadziała, może usłyszysz „przepraszam”.
Jeżeli nie zadziała, trzeba przejść do kroku trzeciego. Posłuż się wsparciem i powiedz co zrobisz jeżeli nie przestanie. Zapowiedz rozmówcy problem będący naturalną konsekwencją jego działania.
Dokładnie tak, poproszę o pomoc kierowcę. To nie jest przedszkole, żeby wstydzić się skarżyć. To jest życie, którego szkoda ci tracić na słowne dyskusje z kimś kto nie szanuje drugiego człowieka. Na mocy regulaminów większości przedsiębiorstw komunikacyjnych kierowca ma możliwość (a jeśli umiejętnie to rozegrasz, to i ma obowiązek) usunięcia uciążliwego pasażera z autobusu. Zapowiedz więc problem-sankcję i czekaj.
Jeżeli usłyszysz „przepraszam”, to zrealizujesz swój cel.
Jeżeli jednak nie, musisz wykazać się konsekwencją i zrobić to co zostało powiedziane.
Inaczej nikt cię nie będzie szanował.
I sam/sama siebie też nie będziesz szanować.
Podejmij więc decyzję i działaj, bo właśnie tym jest asertywność. Asertywność to podjęcie działania fair wobec siebie i innych.
Jeszcze raz zapraszam cię na blog www.bartlomiej-stolarczyk.blogspot.com, gdzie znajdziesz opisy rozwiązań dwóch pozostałych scenek: przystanku na żądanie i niepełnosprawnej kobiety z kulami.
A jeśli masz ochotę na trening asertywności, by bez stresu i bez ciśnienia nauczyć się jak szanować siebie i innych, zapraszam cię na 44-cią edycję mojego szkolenia „Asertywność i rozwój osobisty”. Wszelkie informacje znajdziesz na mojej stronie www.bartlomiej-stolarczyk.pl/asertywnosc.
Mariusz Ludwiński
Brak komentarzy...