Hodowla pszczół to zajęcie dla pracowitych, odważnych i umiejących zachować spokój. Jeśli masz wymienione cechy, to warto zastanowić się nad założeniem pasieki, bo spożycie miodu w Polsce ciągle rośnie.
Warunkiem sukcesu finansowego pasieki jest pogoda. Jeżeli dopisze, to produkcja miodu może okazać się niezwykle dochodowym przedsięwzięciem. Człowiek udomowił pszczoły wieki temu i po dzień dzisiejszy korzysta z wytwarzanych przez nie produktów. Do najbardziej znanych należy miód. Jego słodki smak znajdziemy w napojach i słodyczach. Miód stosuje się również w produkcji kosmetyków. Salony piękności oraz ośrodki SPA wracają do tradycyjnych receptur. Najczęściej jednak miód spożywa się w takiej formie, jaką pszczelarze wydobywają z ula. Częstym widokiem są limuzyny zatrzymujące się przed bramą gospodarstwa. Właściciele pojazdów niejednokrotnie pokonują dziesiątki kilometrów tylko po to, żeby nabyć miód „prosto od pszczoły”. Wolą słono zapłacić, a przy tym mieć pewność, że zakupiony produkt jest w 100 proc. naturalny, bez żadnych konserwantów. – Kupuję miód bezpośrednio w pasiece, bo mam wtedy pewność, że jest świeży – wyjaśnia Artur Gabryś, wielbiciel miodu. – W sklepie to już nie ten sam produkt, więcej w nim cukru niż miodu. Cztery razy w roku kupuję kilka słoików i obdzielam nimi całą rodzinę. Nie ma niczego lepszego jak świeże pieczywo z miodem. Poza tym żona dodaje go do ciast, a ja zrezygnowałem ze słodzenia herbaty cukrem na rzecz miodu – podsumowuje. Andrzej Molski od ponad 20 lat prowadzi pasiekę w Żanęcinie koło Sokołowa Podlaskiego. Rodzina Molskiego hoduje pszczoły od wieków. Według informacji, do których dotarł, jego przodkowie zajmowali się bartnictwem już w XVI wieku, kiedy to w okolicy Witebska i Smoleńska prowadzili pasiekę. Po upadku powstania styczniowego rodzina, przez Ukrainę, przedostała się na dzisiejsze Podlasie, gdzie szybko odbudowała swoje bartnicze gospodarstwo. Andrzej Molski kontynuuje rodzinną tradycję, obecnie posiada 600 uli.
Zaczynamy od uli
Założenie pasieki trzeba zacząć od zakupu uli.
Cena jednego zależy od jego wielkości oraz materiału, z którego został wykonany, i wynosi ok. 200-500 zł. Ule mogą być wykonane z drewna, płyty wiórowej lub ze styropianu. Ważna jest ich konstrukcja, ponieważ niektóre ule przewozi się nawet kilkadziesiąt kilometrów, na tzw. pożytki, czyli łąki obfitujące w duże ilości kwiatów. Takie mobilne ule powinny być lekkie, dlatego bardzo często składają się z kilku części, tzw. korpusów. Ule wielokorpusowe są wygodne przy transporcie oraz w trakcie załadowywania ich na samochód ciężarowy, bo przeniesienie kilku części ula jest łatwiejsze od podniesienia jednej dużej konstrukcji. Składane pszczele domy są mniejsze od tradycyjnych – mieszczą w sobie ok. 10 ramek na miód, czyli dwa, trzy razy mniej niż zwykłe ule.
Należy sobie zdawać sprawę, że ule nie mogą stanąć w każdym miejscu. Pszczoły muszą mieć stały dostęp do nektaru, a nie zawsze w okolicy znajdują się kwitnące rośliny. Najlepiej aby pasieka sąsiadowała z sadem owocowym, drzewami nektarodajnymi (lipa, akacja), polami rzepaku lub gryki. To właśnie z wymienionych drzew i krzewów uzyskuje się najlepsze miody – wielokwiatowy, gryczany, lipowy i rzepakowy. Każdy różni się smakiem i zbierany jest w innym okresie. Odległość pasieki od źródła nektaru nie powinna być większa niż 3 km. Przy większej pszczoła zużywa za dużo energii, a żeby ją zregenerować, wykorzystuje przenoszony przez siebie nektar. W konsekwencji zmniejsza się ilość wytworzonego miodu. Dlatego właściciele pasiek bardzo często dzierżawią tereny, na które przewożą swoje ule. Zapłatą za dzierżawę gruntów jest miód. Niepisana zasada mówi, że za postawienie jednego ula właściciel pasieki powinien zapłacić słoikiem miodu o pojemności 0,5 l. Korzyści odnoszą wszyscy. Pszczelarz zyskuje na ilości zebranego miodu, a właściciel ziemi i posadzonych roślin osiąga zdaniem ekspertów plony wyższe nawet o ok. 40 proc.
– Nie przewożę swoich uli w inne miejsca – mówi Andrzej Molski. – Po pierwsze robię to z wygody, bo z uli stacjonarnych łatwiej i szybciej wyjmuje się plastry miodu. Po drugie nie muszę tego robić ze względu na to, że tereny, na których stoją moje ule, są bogate w rośliny dające dużo nektaru – dodaje.
Inną ważną zasadą przy ustawieniu pasieki jest skierowanie wejścia do ula w południowo-wschodnim kierunku. Robi się to po to, żeby pszczoły budziły się do pracy o świcie, kiedy padają pierwsze promienie słoneczne.
Z pszczołą trzeba obchodzić się jak z jajkiem
Pszczoły uchodzą za bardzo pracowite owady, dlatego człowiek zdecydował się je udomowić i wykorzystać do własnych celów. Starsi hodowcy, z szacunku do ciężkiej pracy pszczół nigdy nie mówią, jak jest to w przypadku innych zwierząt i owadów, że pszczoły zdychają, tylko umierają. Niewłaściwe postępowanie pszczelarza może spowodować, że pszczoły opuszczą pasiekę i przeniosą się do innej. Doświadczeni hodowcy wiedzą, że w ten sposób łatwo można stracić źródło dochodu.
– Z drugiej strony uciekające pszczoły szukają schronienia w pasiekach, które gwarantują lepsze warunki – wyjaśnia Andrzej Molski. – W ten sposób wiosną zyskałem ponad 20 rodzin. Na zimę zostawiam więc kilka pustych uli, licząc, że zadomowią się w nich nowe pszczoły. W przeciwnym przypadku musiałbym dokupować rodzinę, która kosztuje ok. 150 zł. Innym sposobem na zapełnienie ula jest podzielenie jednej pszczelej rodziny na dwie.
Pszczoły należą do owadów społecznych, co oznacza, że każdy osobnik ma ściśle określoną funkcję w grupie. Jak zbadali naukowcy, pszczoła, w ciągu swojego liczącego średnio 33 dni życia, pełni co najmniej kilkanaście funkcji, w zależności od wieku. Po 21 dniach przeżytych w postaci larwy – czerwia, pszczoła zajmuje się m.in. sprzątaniem, karmieniem larw, pilnowaniem wlotu do ula i przede wszystkim zbieraniem nektaru.
Szczególną rolę odgrywa królowa-matka, której zadaniem jest składanie jaj (ok. 2 tys. jaj na dobę). Wczesną wiosną odbywa się lot godowy polegający na kopulowaniu królowej z trutniami. Proces zapłodnienia kończy się powrotem królowej do ula i śmiercią kopulujących trutni. Nie bez powodu truteń w języku potocznym jest określeniem osoby leniwej, pasożytującej na innych. Całe lato trutnie przeżywają w ulu, nie pełniąc w tym czasie żadnych obowiązków. W końcu jesienią pozostałe pszczoły wyganiają męską część populacji poza ul, gdzie owady giną z przemarznięcia. – Pszczoły są niezwykle mądre. Instynkt przetrwania podpowiada im, jak mają się zachowywać w określonych sytuacjach – wyjaśnia Andrzej Molski. – W przypadku agresji szerszeni, pszczoły potrafią otoczyć w ulu intruza i wytworzyć wysoką temperaturę, która zabije napastnika. Szerszeń może przeżyć w temperaturze nie wyższej niż 46 stopni Celsjusza, pszczoła wytrzyma temperaturę o stopień wyższą – opowiada.
Z kwiatka na kwiatek
Umiejętność wytwarzania wysokiej temperatury pozwala pszczołom przetrwać zimę, nawet przy wyjątkowych przymrozkach. W tym czasie owady żywią się pozostawionym przez właściciela pasieki syropem cukrowym, który powstaje z mieszanki odpowiednich proporcji wody i cukru. Kiedy dzień robi się dłuższy i słońce grzeje coraz mocniej, pszczoły zaczynają pierwsze obloty. Zwykle ma to miejsce pod koniec lutego. Już trzy miesiące później odbywają się zbiory miodu. Przy sprzyjającej pogodzie miód można zbierać nawet trzy razy w roku.
Praca w pasiece nie sprowadza się tylko do umieszczenia pszczelej rodziny w ulu i zbioru miodu. Zanim jeszcze pszczoły zaczną zbierać nektar, hodowcy sprawdzają stan poszczególnych rodzin. Zaglądają do ula po to, żeby włożyć woskowe ramki, w których odkłada się miód.
– Jeśli widzę, że pszczoły są po zimie przetrzebione – jest ich mniej i są słabe, to decyduję się na wymianę królowej – mówi Andrzej Molski. – W trakcie obchodu kilkuset uli trudno zapamiętać, co dzieje się w każdym z osobna, dlatego prowadzę dokładne notatki. Dodatkowe informacje zapisuję na ulu.
Gromadzony nektar odkładany jest na plastrach. Kiedy plaster uzupełniony jest w 75 proc., oznacza to, że jest wystarczająco dojrzały i można go już zbierać. W ciągu roku z jednego ula uzyskuje się ok. 15 kg miodu. Doświadczeni pszczelarze, przy sprzyjających warunkach, potrafią zebrać czasem nawet 50 kg. Plastry z miodem trafiają do wirówki.
Praca maszyny polega na wydostaniu miodu z wszystkich komórek plastra. Zanieczyszczony kawałkami wosku miód spływa przez specjalne sita i trafia do 20-30-litrowych beczek. Następnie miód rozlewa się do słoików i przechowuje w chłodni, do momentu aż się skrystalizuje. Krystalizacja miodu jest jednoznaczna z jego zakonserwowaniem. Miód posiada właściwości konserwujące i bakteriobójcze, dlatego po dzień dzisiejszy jest stosowany w celach leczniczych. Leczenie produktami pszczelimi, czyli apiterapia, cieszy się wśród lekarzy coraz większą popularnością. Pierwszym zbieranym miodem jest rzepakowy, ponieważ właśnie żółte kwiaty rzepaku kwitną jako pierwsze. Pozostałe gatunki miodu to: lipowy, akacjowy, malinowy, wielokwiatowy, wrzosowy, gryczany, koniczynowy i mniszkowy.
Czy się opłaca?
W Polsce mamy ok. miliona pszczelich rodzin, co oznacza, że we wszystkich pasiekach znajduje się właśnie tyle uli. Według danych Polskiego Związku Pszczelarskiego roczna
produkcja miodu w naszym kraju wynosi 18 tys. ton, a liczbę pszczelarzy szacuje się na 40 tys. Zbiory miodu uzależnione są od pogody. Deszczowe dni to okres, w którym pszczoły nie będą wylatywać z ula. Z kolei susza zmusza rośliny do zamykania kwiatów w obronie przed palącym słońcem, a co za tym idzie – utratą wody.
Inną przeszkodą w opłacalnej produkcji miodu są choroby i szkodniki. Co roku pszczoły należy opryskiwać preparatami chemicznymi przeciw warrozie. Jeśli zaniechamy tej czynności, rodzina po dwóch, trzech latach może umrzeć. Przed każdą zimą pod ulem ustawia się pułapki z trutką. Ma to zapobiec inwazji gryzoni. Nie ma nic gorszego dla pszczelarza niż odnaleziony wiosną zrujnowany ul.
Zebrany miód trafia zwykle do punktów skupu. Jednak oferowane ceny doprowadziły do tego, że pszczelarze wolą sprzedawać go na własną rękę. Skupy proponują cenę 5-8 zł za kg, natomiast przy sprzedaży bezpośredniej za ten sam miód można dostać 10-20 zł za słoik o pojemności 0,25 l. Wniosek z tego jest jasny. Często pszczelarze sami fatygują się na bazar i sprzedają część swoich zbiorów. Dojdą wtedy wydatki na paliwo, opłata targowa, ale wziąwszy pod uwagę możliwe zyski, warto ponieść wymienione koszty.
Pasieka, jak każdy biznes związany z rolnictwem, nie należy do łatwych. Wiedza i doświadczenie nie są gwarancją sukcesu, bo pogoda może pokrzyżować nawet najlepiej zapowiadające się zbiory miodu. Jest jednak wiele argumentów przemawiających za tym, żeby zakładać pasiekę. Jak informuje ministerstwo rolnictwa, przeciętny Polak zjada ok. 0,62 l miodu rocznie. Jeśli spożycie wzrośnie do średniej unijnej, która wynosi 0,7 l, to właściciele pasiek będą mogli liczyć na dobry zarobek.
Daniel Wilk
Zakładamy pasiekę (miesięcznik Własny Biznes FRANCHISING)
Koszty inwestycji • zakup 1 ha łąki: 12 tys. zł
• 100 uli: 100 x 400 zł = 40 tys. zł
• 100 pszczelich rodzin: 100 x 150 zł = 15 tys. zł
• wirówka, czyli tzw. miodarka: 10 tys. zł
• naczynia, sita: 5 tys. zł
Razem: 82 tys. zł
Koszty miesięczne • syrop cukrowy (ok. 1,5 tys. kg cukru): 3 tys. zł
• dwóch pomocników w trakcie zbioru: 3 tys. zł
• środki chemiczne przeciw chorobom, łapki na gryzonie: 2 tys. zł
• 1,4 tys. słoików 0,25 l x 0,50 zł = 0,7 tys. zł
• 350 słoików 0,5 l x 0,75 zł = 262,50 zł
• 30 wyjazdów w roku na targ (opłata targowa, paliwo) x 100 zł = 3 tys. zł
Razem: ok. 12 tys. zł
Spodziewane przychody przed opodatkowaniem • 100 uli x 15 kg miodu = 1,5 tys. kg
• 750 kg x 8 zł w skupie = 6 tys. zł
• 750 kg x 25 zł na wolnym rynku = 18 750 zł
Razem: 24 750 zł
Spodziewane dochody 24 750 zł minus 12 tys. zł
Dochód przed opodatkowaniem 12 750 zł
Przedstawione zestawienie jest jedynie przykładowe – sugerujemy wykonanie własnego biznesplanu do konkretnych warunków biznesowych.