
Robert Kubica wpadł z deszczu pod rynnę. Po tym, jak z Formuły 1 wycofał się koncern BMW, polski kierowca musiał poszukać nowego pracodawcy. Wybór padł na Renault. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że i ten team zostanie zlikwidowany przed startem sezonu 2010.
Już dwa tygodnie temu pisaliśmy, że francuska firma motoryzacyjna zamierza wycofać się ze sponsorowania zespołu F1 i skupić się na dostarczaniu silników. Według zachodniej prasy toczyły się wtedy rozmowy o sprzedaży teamu rosyjskiej firmie telekomunikacyjnej MegaFon.
Jak podał serwis internetowy telewizji BBC, wczoraj odbyło się nadzwyczajne zebranie szefów Renault, na którym miano zadecydować o przyszłości wyścigowej stajni. Oświadczenie w tej sprawie zostanie wydane jeszcze w tym tygodniu.
Do zwołania zebrania skłoniła władze Renault ogłoszona wczoraj decyzja Toyoty o wycofaniu się z Formuły 1. Dla Francuzów jest to dobra okazja, by odejść z twarzą. Mogą powołać się na te same przyczyny, o których mówili Japończycy – kryzys gospodarczy, zmniejszona sprzedaż i nieopłacalność wyścigowego biznesu.
Toyota wycofała się po ośmiu latach startów. Mimo największego budżetu i najnowocześniejszego zaplecza japońskiemu zespołowi nie udało się wygrać żadnego wyścigu. Z tego względu władze koncernu już dwa lata temu postawiły teamowi ultimatum – nie będzie wyników, zwijamy manatki.
Inaczej jest w przypadku Renault. Ekipa z Enstone dwa razy wywalczyła mistrzostwo świata – w 2005 i 2006 roku. Pomysł rezygnacji ze startów zrodził się nie z powodu braku wyników, tylko afery tzw. Crashgate. Po ujawnieniu oszustwa (Nelsinho Piquet celowo rozbił bolid, by ułatwić zwycięstwo Fernando Alonso) ze sponsorowania zespołu wycofało się kilka firm, w tym strategiczny inwestor – ING.
Na razie jest za wcześnie, by mówić o tym, co wycofanie się Renault może oznaczać dla Roberta Kubicy. Czarny scenariusz zakłada, że Polak zostanie bezrobotny. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że jeździłby w teamie powstałym na zgliszczach Renault.
Autor: Maciej StolarczykBrak komentarzy...