A miało być tak pięknie… Pakiet antykryzysowy resortu pracy, dodatkowy pakiet Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, Rezerwa Solidarności Społecznej, a nawet dopłaty do kredytów hipotecznych dla osób trącących pracę. Wszystko to po to, aby Polakom w kryzysie żyło się lepiej. A jak to wygląda z perspektywy czasu? Wynik nie jest zadowalający: tylko 631 złożonych wniosków o dopłaty do kredytów i jedynie 63 pracodawców, którzy starają się o subsydia płacowe.Po szumnych obietnicach, już na samym początku rząd zaczął się wycofywać z proponowanych zmian. Najpierw zrezygnował z wykorzystania środków z rezerwy. Dodać warto, że od stycznia została podniesiona akcyza na ten cel, a mimo to środki z tej rezerwy nie trafiły do najbardziej potrzebujących. Łatają za to dziurę budżetową. Co do pozostałych rozwiązań, to cieszą się one znikomym zainteresowaniem.
Zwróćmy uwagę na to, co się stało z pakietem antykryzysowym.Przypomnijmy, w dniu 22 sierpnia br. weszła w życie ustawa z dnia 1 lipca 2009 r. o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców (Dz.U. Nr 125, poz. 1035 z 2009 r.), zwana potocznie pakietem antykryzysowym.
Celem jej miało być zniwelowanie negatywnych skutków kryzysu gospodarczego. Większość zawartych tam przepisów dotyczyło przedsiębiorców, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji ekonomicznej (potwierdzonej stosownym zaświadczeniem), po spełnieniu szeregu formalnych przesłanek, w tym:
- wystąpienie spadku obrotów gospodarczych, rozumianych jako sprzedaż, nie mniej niż o 25 proc. w ciągu 3 kolejnych miesięcy po dniu 1 lipca 2008r. w porównaniu do tych samych 3 miesięcy w okresie od 1 lipca 2007r. do dnia 30 czerwca 2008r.;
- brak zaległości w opłacaniu należności publicznoprawnych (zobowiązań podatkowych, składek na poszczególne grupy ubezpieczeń społecznych).
Taki przedsiębiorca miał mieć możliwość skorzystania m. in. z:
Jednak już samo pozyskanie dopłat do pensji dla pracowników zagrożonych zwolnieniem sprawia pracodawcą wiele trudności. O takie subsydia postanowiło starać się zaledwie 63 przedsiębiorstwa, na łączną kwotę 11,7 mln zł. Rząd natomiast przeznaczył na to 960 mln zł licząc, że do końca 2011 roku z takiej pomocy skorzysta przynajmniej 250 tys. pracowników.
Dotacje rządowe przeznaczone na dopłaty do pensji dla pracowników ( w mln zł)

Źródło: Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej
Dlaczego nie ma zainteresowania tymi dopłatami? Problem tkwi w warunkach, które są zawarte w pakiecie, a jakie muszą spełnić firmy, by ją uzyskać.
Przedsiębiorcy obawiają się m. in. konieczności zwrotu pomocy, jeśli zwolnią choćby jednego pracownika. Olbrzymią kłodę stanowi również biurokracja i skomplikowana procedura jej uzyskania. Firma musi m.in. zawrzeć porozumienie z pracownikami w sprawie obniżenia wymiaru czasu pracy czy opracować program naprawczy.

Źródło: Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej
Inne problemy związane z Pakietem antykryzysowym, jakie mają przedsiębiorcy to:
- konieczność tworzenia harmonogramów czasu pracy na 2 miesiące, gdy firma wydłuży okres rozliczeniowy;
- obowiązek wypłaty dodatku za nadgodziny, jeśli pracodawca zwolni pracownika po okresie wydłużonej pracy.
O zmiany w pakiecie apelują już nie tylko przedsiębiorcy, ale także związki zawodowe. Jednak z miesiąca na miesiąc utwierdzają się w przekonaniu: „umiesz liczyć, licz na siebie” i samodzielnie próbują przezwyciężać kryzysowe trudności. Poza tym pomoc oferowana przez rząd jest spóźniona. Rozwiązania proponowane w pakiecie były już przedsiębiorcom potrzebne przynajmniej w I połowie 2009 r. Tymczasem prace legislacyjne nad tą ustawą trwały aż 6 miesięcy. Nasuwa się więc pytanie, czy ów pakiet nie był jedynie chwytem marketingowym rządu, który chciał pokazać przedsiębiorcom, że nie zostali sami w czasie kryzysu. Niestety po raz kolejny firmy, które potrzebują pomocy, jej nie uzyskują.
Barbara Sielicka